Mój tata zabronił mi zabrać moją córkę, bo uważa, iż jestem zbyt pobłażliwy wobec jego wnuczki.

newskey24.com 9 godzin temu

Mój ojciec zabronił mi brać na ręce moją córkę, obawiając się, iż jestem zbyt łagodna wobec jego wnuczki. Ostatnio moja córka zaczęła się czołgać i za każdym razem, kiedy wychodziłam z pokoju, podążała za mną, pragnąć, żebym ją przytuliła. Ojciec radził, żebym jej nie rozpieszczała, sugerując, iż jeżeli zostanie na podłodze, sama nauczy się radzić sobie w życiu. Mimo to nie mogłam się powstrzymać i tuliłam ją zawsze, a przez to zaczęłam się zastanawiać, czy nie jestem zbyt opiekuńcza.

Przyznaję, iż mam skłonność do przesadnej troskliwości wobec niej, głaszczę ją, gdy płacze, obsypuję dobrocią i nie potrafię na nią się gniewać. Może próbuję nadrobić brak miłości i troski, których nie doświadczyłam w dzieciństwie. Wychowałam się w domu dziecka, po śmierci mamy, a swoich biologicznych rodziców nigdy nie poznałam. Obecni rodzice, rodzina mojego kuzyna, przygarnęli mnie, gdy dowiedzieli się o mojej sytuacji i dali mi nowy dom.

Początki były trudne tata był chłodny, a mama harowała bez tchu, by utrzymać rodzinę, więc na ciepło i czułość nie starczało miejsca. Wiedziałam, iż mnie kochają, choć trudno było im to okazać. Musiałam stworzyć dla siebie alternatywny świat wyobrażałam sobie, iż jestem księżniczką na cudownym polskim zamku, otoczoną uwielbieniem i miłością jak z bajki.

Dorastając, wszędzie szukałam akceptacji i czułości zwłaszcza w miłości. Chwytałam się każdego drobnego gestu zainteresowania i przez pięć lat tkwiłam w związku, który mnie niszczył, bo bałam się, iż już nigdy nie spotkam innej miłości. Mój mąż, bardzo troskliwy, zna część mojej przeszłości i wspiera mnie, ale nie wie o wszystkim. Mimo dawnych przeżyć nie potrafię inaczej obsypuję moją córkę miłością, uważam, iż należy jej się wszystko to, o czym ja mogłam tylko marzyć w dzieciństwie.

W tym dziwnym śnie wszystko jest rozmazane, a pod naszym blokiem na warszawskiej Pradze latają białe bociany, które przynoszą dzieci tulące się do rodziców. W kieszeni mam kilka polskich złotych i one zamieniają się w kolorowe, cukierkowe serca, którymi obsypuję moją córkę. Mój ojciec zmienia się w postać z książki raz jest surowym królem z legend podlaskich, raz zamienia się w żubra, stróżującego nad naszym domem. Wszystko wydaje się możliwe, a miłość ma tysiąc odcieni, których tak bardzo pragnęłam jako dziecko.

Idź do oryginalnego materiału