Moja córka została mamą zbyt wcześnie — miała zaledwie siedemnaście lat. Jeszcze dziecko, z dziecięc…

twojacena.pl 11 godzin temu

Moja córka została mamą zbyt wcześnie ma dopiero siedemnaście lat. Wciąż ma dziecięce oczy, pełne marzeń o życiu, które dopiero się zaczyna. Wychodzi na świat syn, mieszka ze mną, a ja pomagam, jak potrafię wspieram, kołyszę go nocą, gotuję, pocieszam. Często powtarza jednak:
To nie moje życie. Chcę czegoś innego.

W dziewiętnastu lat wyjeżdża do Niemiec. Mówi, iż będzie pracować, iż przelewa pieniądze w złotych i iż chce dać synowi lepszą przyszłość. Obiecuje, iż niedługo wróci. Mija miesiąc i jej numer nie wykręca się już.

Od tamtej pory nie słyszę jej głosu. Czasem widzę jej zdjęcia w sieci uśmiechniętą na wakacjach, z przyjaciółmi. Wygląda na szczęśliwą, ale nie ma żadnego telefonu, ani grosza, ani pytania jak mu tam idzie?.

Biorę wszystko na własne barki. Wychowuję chłopca sama przedszkole, szkoła, lekcje, choroby, dziecięce sny. Rośnie, nazywając mnie babcią.

Kiedy ma dziesięć lat, nagle przybywa. Mówi, iż chce go zobaczyć. Zostaje na miesiąc, zabiera go na spacery, kupuje ubrania, prezenty, zostawia trochę pieniędzy. Wierzę, iż może tym razem będzie inaczej. Ale znów wyjeżdża.

Dwa lata ciszy. Przestaję czekać. Nie chcę sądów, kłótni, urazów. Po prostu żyję dla niego. Gdy kończy dwanaście, pojawia się kolejny raz. Twierdzi, iż wróciła po synu, jakby był walizką, którą można wziąć, kiedy się zachce.

Próbuję jej odmówić, ale nie mam żadnych praw prawnych. Dostaję wezwanie na mediację sądową. Tam, choć on płacze i błaga, by nie oddawał go, mówię:
Zabierz go. Ja już spełniłam swoją część.

Zabiera go do innego miasta. Boli, ale godzę się. Najpierw przywozi go co dwa tygodnie, potem rzadziej, w końcu tylko na ferie. Za każdym razem szepcze mi:
Babciu, to nie mój dom.

Nigdy nie mówię o niej złych słów. Cicho powtarzam:
Pewnego dnia sam to zrozumiesz.

I ten dzień w końcu nadchodzi. Gdy kończy osiemnaście, wraca. Stał na progu z walizką, ze łzami w oczach, objął mnie i rzekł:
Babciu, chcę żyć z tobą.

Nie płaczę. Przytulam go mocno i szepczę:
Ten dom zawsze będzie twój.

Teraz jest dorosły. Studiuje, marzy, buduje własne życie. Jego matka mieszka daleko i nie szuka jej. Mówi, iż nie jest zła po prostu nie ma o czym rozmawiać.

A ja czuję spokój. Bo wypełniłam swój obowiązek. Bo miłość, którą dałam, wróciła do mnie.

Idź do oryginalnego materiału