Moja córka została mamą zbyt wcześnie – miała zaledwie siedemnaście lat. Jeszcze dziecko, z dziecięc…

polregion.pl 4 godzin temu

Moja córka, Jadwiga, stała się mamą zbyt wcześnie miała dopiero siedemnaście lat. Była jeszcze dziewczynką z dziecinnymi oczami i marzeniami o życiu, które dopiero się zaczynało. Urodziła syna, Kacpra, zamieszkała ze mną, a ja wspierałem ją, jak tylko potrafiłem trzymałem go w nocy na rękach, gotowałem, pocieszałem. Często jednak mówiła:
To nie moje życie. Chcę czegoś innego.
W wieku dziewiętnastu wyjechała za granicę, do Berlina. Twierdziła, iż będzie pracować, iż będzie wysyłać pieniądze, iż chce dać synowi lepszą przyszłość. Obiecała, iż niedługo wróci. Mijał miesiąc, a jej numer nie odbierał już dzwonków.
Od tej chwili nie słyszałem jej głosu.
Czasem natknąłem się na zdjęcia w sieci uśmiechniętą, na wakacjach, wśród przyjaciół. Wyglądała na szczęśliwą. Jednak nie było żadnego telefonu, żadnego grosza, żadnego jak on tam?.
Wziąłem wszystko na własne barki.
Wychowywałem chłopca sam przedszkole, szkołę, lekcje, choroby, dziecięce sny.
Rosł, nazywając mnie dziadek.
Gdy skończył dziesięć lat, nagle przyjechała. Powiedziała, iż chce go zobaczyć. Została na miesiąc, zabierała go na spacery, kupowała ubrania, prezenty, zostawiła trochę pieniędzy w złotych. Uwierzylem, iż może tym razem będzie inaczej. Ale nie. Zniknęła znów.
Dwa lata ciszy. Przestałem czekać. Nie chciałem sądów, kłótni, uraz. Po prostu żyłem dla niego.
A gdy Kacper skończył dwanaście, znowu się zjawiła. Twierdziła, iż wróciła po syna, jakby był walizką, którą można wziąć, kiedy się zachce.
Starałem się jej odmówić, ale nie miałem żadnych praw prawnych. Dostałem wezwanie na posiedzenie sądu w sprawie pojednania.
Tam, choć chłopiec płakał i błagał, żeby go nie zabierano, powiedziałem:
Zabierz go. Ja już zrobiłem, co mogłem.
Zabrała go do innego miasta. Boleło ale pogodziłem się.
Na początku przywoływał go co dwa tygodnie, potem rzadziej, w końcu tylko na wakacje.
Za każdym razem szepnął do mnie:
Dziadku, to nie mój dom.
Nigdy nie wypowiadałem o niej złych słów. Cicho powtarzałem:
Pewnego dnia sam to zrozumiesz.
I ten dzień nadszedł.
Kiedy Kacper skończył osiemnaście, wrócił.
Stał w progu z walizką, łzami w oczach, objął mnie i rzekł:
Dziadku, chcę żyć z tobą.
Nie zapłakałem po prostu przytuliłem go mocno i szepnąłem:
Ten dom zawsze będzie twój.
Teraz jest dorosły. Uczy się, marzy, buduje własne życie.
Jego matka mieszka daleko i nie szuka jej. Mówi, iż nie jest zła, po prostu nie ma o czym rozmawiać.
A ja czuję spokój.
Bo spełniłem swój obowiązek.
Bo miłość, którą dałem, wróciła do mnie.

Idź do oryginalnego materiału