Moja Nora rodzi raz za razem. Żal mi moich wnuków. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

newsempire24.com 1 dzień temu

Mój syn ożenił się dopiero, gdy miał 33 lata. Teraz to w sumie normalka, ale kiedyś to już była raczej późna sprawa. Ślub wzięli, jak dziewczyna zaszła w ciążę. Byliśmy szczęśliwi, bo pojawiła się nasza pierwsza wnuczka. Cieszyliśmy się. Serio, aż trudno uwierzyć, ile razy człowiek potrafi się cieszyć. Synowa wcale nie jest taka zła porządna gospodyni, w domu zawsze błysk, młoda, ładniutka, do tego jakimś cudem umie robić na drutach, co już w ogóle było dla mnie szokiem, bo ja to igły w ręce prawie nigdy nie miałam. No jednym słowem fajna dziewczyna z normalnym charakterem, syn szczęśliwy, więc ja już więcej od losu nie wymagam.

Gdy wnuczka skończyła trzy latka, ogłosili kolejną ciążę. Urodził się drugi chłopak. Zaczęli wtedy remontować dom po mojej babci. Cieszyliśmy się. Jednak nie minęły choćby trzy lata, a synowa oświadczyła, iż znowu jest w ciąży, już trzeci raz. I jeszcze po kolejnych dwóch latach znów dziecko w drodze.

Ja tu żyję od wypłaty do wypłaty od syna, a on gdzie się da, zarabia i w dodatku wszystko, co się da, naprawia sam to złota rączka, w budowlance sobie radzi, wszystko wyremontował i wciąż remontuje sam. Ale on jest zwykłym kierowcą po co mu trzecie dziecko? W domu prawie go nie ma, non stop wybywa gdzieś na dodatkowe fuchy.

A przed samym Sylwestrem synowa wręczyła mi listę z potrzebami dla dzieci. Myślicie, iż były tam czekoladki albo zabawki? Skądże! Na liście same praktyczne rzeczy: oliwka do ciała, skarpetki, rajstopy, majtki wszystko, czego na reklamach nie sprzedają.

Zapytuję więc syna, gdzie oni planują tego czwartego dzieciaka rodzić. Machnął tylko ręką.

Wychowałam odpowiedzialnego, pracowitego chłopa, który nie boi się żadnej roboty. A jego żona ma już prawie 35 lat, nigdzie nie pracowała, choćby nie ma świadectwa pracy. No i tak sobie myślę może za pięć lat, koło czterdziestki, będzie piąte dziecko? Wcale by mnie to nie zdziwiło. Ale ja wiecznie żyć nie będę, a choćby jeśli, to już się starzeję i siły nie te same, by pomagać. Mama mojej synowej już nie żyje, nikt jej poza mną nie pomoże, no ale dobrze, chociaż dom zdołali w końcu naprawić. Ale co z tego, jak tam gromadka dzieci i wciąż chaos bo dom to jeszcze nie chata.

Zapytałam synową: A jak się skończą wszelkie zasiłki, to co wtedy? Gdzie sobie znajdziesz pracę w wieku 40 lat, bez jednego dnia doświadczenia?. A ona z rozbrajającym spokojem: Jakoś się ułoży. A jeżeli nie daj Boże coś się synowi stanie? No co wtedy? Jak ogarnę tyle dzieciaków?

Mam jeszcze drugiego syna. Ten mi dogaduje, iż zupełnie nie mam czasu dla jego dziecka, bo całą energię pakuję w pomaganie rodzinie pierwszego. Ot, polska codzienność praca na dwa etaty, full wypas dzieci i lista zakupów, która nie kończy się na świątecznym serniku.

Idź do oryginalnego materiału