Mój syn ożenił się dopiero w wieku 33 lat. Dziś to nic dziwnego, ale kiedyś uznawano by to za późno prawie iż staropanieństwo, tylko od męskiej strony. Ożenił się, bo jego dziewczyna zaszła w ciążę. Byliśmy szczęśliwi pierwszy wnuk w rodzinie! A adekwatnie wnuczka. Szczęście, aż rozsadzało nam serca, szczęście niemal medialne… Wiadomo, polska babcia cała trzęsie się ze szczęścia.
Synowa? Wcale nie taka zła! Gospodyni dobra, w mieszkaniu czysto niczym w aptece, młoda, ładna, potrafi robić na drutach już myślałam, iż to wymarły zawód, a tu taka niespodzianka! Sama igły w ręku nie trzymałam, bo po co, ale ona umie i lubi. Wszystko podsumowując: dziewczyna porządna, a syn szczęśliwy czego chcieć więcej?
Jak wnuczka skończyła trzy lata, ogłosili kolejną ciążę. Na świat przyszedł drugi chłopak. Oczywiście remont domu po prababci rozpoczęty na pełną parę! Radość, krzątanie, polska szara rzeczywistość z uśmiechem. Minęły niecałe trzy lata, szwagierka oznajmiła, iż spodziewają się trzeciego. Dwa lata później zgadnijcie znowu ciążowa nowina.
Mój syn żyje od pensji do pensji, choć radzi sobie, jak umie. Potrafi naprawić, co trzeba, mieszkanie odmaluje, dach naprawi złota rączka! Pracuje w budowlance i sam wszystko ogarnia. Ale w gruncie rzeczy to zwykły kierowca i ja pytam: po co mu trzecie czy czwarte dziecko? Prawie nie ma go w domu, wiecznie “na fuchach”.
Przed Nowym Rokiem synowa wręczyła mi listę wszystkiego, czego dzieciom potrzeba. Myślicie, iż tam cukierki albo zabawki? Gdzie tam! Lista to był katalog rzeczy absolutnie praktycznych: olejek do masażu, skarpetki, rajtuzy, pończochy, śpioszki wszystko, czego choćby reklamowe gazetki w Lewiatanie nie pokazują.
Spytałam syna, czy zamierzają rodzić czwarte dziecko w tej swojej budowlanej kuźni. Odburknął coś pod nosem i uciekł do roboty.
Wychowałam przecież odpowiedzialnego chłopa pracowitego, uczciwego, żadnej roboty się nie boi! Synowa za to już niemal 35 lat skończyła, nigdy nie pracowała, w ZUSie pustka, historii zatrudnienia brak. A kto wie, może do czterdziestki dorobi się piątego mnie to już nie zdziwi. Tylko iż ja wieczna nie będę, choćby Maryla Rodowicz się kiedyś zestarzeje, o mnie nie wspominając. Mama mojej synowej już nie żyje, nie ma kto pomagać oprócz mnie. Chociaż dom wreszcie postawili, to dalej we troje plus cztery dzieci tłoczno jak w tramwaju numer 8 o ósmej rano.
Zapytam wprost: A co będzie, jak zasiłki się skończą? Gdzie pójdziesz szukać pracy po czterdziestce, bez żadnego doświadczenia? A ona mówi: Jakoś to będzie!. Jakbyśmy w Polsce kiedykolwiek na jakoś wyszli dobrze A jak, nie daj Boże, coś się synowi przydarzy? Co ja wtedy zrobię z gromadką wnuków do ogarnięcia?
Mam jeszcze drugiego syna, który mi ciągle wypomina, iż z wnukiem jego praktycznie nie mam czasu, bo całe życie kręcę się wokół rodzinki tego pierwszego. No i weź tu wszystkim dogódź, bądź mądrą babcią, ogarniaj i nie zwariuj…



![Zwymiotowałam raz, drugi, trzeci. Dziesiąty. Ciąża to dla mnie najgorsza choroba [TAKA PANI URODA]](https://cdn.oko.press/cdn-cgi/image/trim=534;0;540;0,width=1200,quality=75/https://cdn.oko.press/2026/04/20260401-niepowsciagliwe-wymioty-ilu-IK.jpg)

