Moja synowa nie pozwala mi widywać wnuka, jeżeli nie przyniosę pieniędzy, a mój syn milczy i nic z tym nie robi

newsempire24.com 1 dzień temu

Mój syn nie jest rozwiedziony, mieszka ze swoją partnerką, ale nie ma w tym domu absolutnie nic do powiedzenia. Zawsze, gdy chcę ich odwiedzić, synowa każe mi obiecać, ile pieniędzy przyniosę, bo inaczej nie pozwala mi zobaczyć wnuczka.

Pobrali się dwa lata temu. Od początku nie wzbudzała mojego zaufania ta młoda kobieta. Miała w sobie coś zawiś­cio­sko-łapczywego, a ręce jakby nie mogły puścić żadnej złotówki. Ledwo co otrzymała pieczątkę w dowodzie, już zaczęła się domagać, bym sprzedała mieszkanie i połowę oddała im bo są rodziną, a nie mają jeszcze własnego lokum.

Pokłóciłam się z nią wtedy na dobre. Po pierwsze mam też córkę, a po drugie dlaczego miałabym pozbawiać siebie mieszkania dla kaprysu synowej? Dzieciom z mężem daliśmy porządną edukację i uczciwy start w dorosłość, niech reszty dorobią się już same, ciężką pracą, tak jak ja musiałam wypracować wszystko od zera.

Córka jeszcze nie wyszła za mąż, pracuje uczciwie i sama spłaca kredyt hipoteczny. Przez jakiś czas mieszkała ze mną, wynajmując swoje mieszkanie, żeby łatwiej płacić raty, ale teraz urządziła się na swoim. Syn to przeciwieństwo słabowity, nie potrzebuje niczego dla siebie, patrzy tylko na żonę. Mieszkać ze mną nie chce, ona niby też jest obca, nie wypada jej, a wynajmować im się nie opłaca.

Szczerze mówiąc choćby nie miałam ochoty dzielić z nią mieszkania, ale zgodziłabym się na wszystko, byleby tylko uzbierali na własne gniazdo. Nie mam zamiaru im nic dawać ani nic sprzedawać. Po mojej śmierci pół na pół, niech się wtedy martwią podziałem.

Powiedziałam jej to wszystko prosto w oczy. Nie miałam zahamowań. Odpowiedziała: Mamo, nie za dużo to samotnie zajmować całe trzypokojowe mieszkanie? To jest według pani w porządku? Prosiłam, żeby syn ze swoją żoną się uspokoili, ale on mruknął coś tylko pod nosem.

Nie poznaję mojego syna. Ja i mój ojciec byliśmy zawsze twardzi, siostra też nie daje sobie w kaszę dmuchać, a mój syn jest całkowicie bez charakteru. Nie rozumiem, jak on w ogóle się ożenił. Pewnie ona koniecznie chciała wyjść za mąż i po prostu go sobie wzięła.

Po tej awanturze o mieszkanie, przez długi czas nie utrzymywałam z nimi kontaktów. Syn czasem zadzwonił, ale w odwiedziny nigdy się nie pofatygował pewnie żona mu zabroniła. O ciąży dowiedziałam się przez telefon, była to dla mnie wzruszająca wiadomość, bo miał się pojawić pierwszy wnuk. Chciałam się pogodzić, kupiłam prezent i ciasto, pojechałam, a ona tylko wycedziła, iż jej dziecko urodzi się w cudzym mieszkaniu, jak jakiś bezdomny. Od nowa zaczęła się rozmowa o moim lokalu.

Z pojednania nic nie wyszło. Nie kłóciłam się, odpuściłam sobie w ciąży nie ma co się szarpać. Nie widziałam ich aż do końca jej ciąży. Miałam swoje problemy ze zdrowiem, lekarze, badania nie miałam głowy, by się przejmować. Po porodzie nikt mnie choćby nie poinformował, sama dowiedziałam się po tygodniu: syn łaskawie zadzwonił.

Zaprosili mnie jakby na pokaz, zaraz w rozmowie synowa powiedziała, by nie fatygować się z upominkiem, tylko najlepiej od razu przekazać pieniądze. Nie miałam siły się wykłócać, w końcu rodzic najlepiej wie, czego dziecko potrzebuje. Sięgnęłam po oszczędności, bo nie codziennie człowiek zostaje babcią. Przyszłam w umówionym dniu.

Synowa jeszcze w progu zajrzała do koperty i skrzywiła się. Najwidoczniej dziesięć tysięcy złotych na nią nie zrobiło wrażenia. Nie powiedziała tego wprost, ale widziałam po twarzy, iż jest rozczarowana. Wnuka zobaczyłam piękne dziecko, urodą po ojcu. Za długo nie byłam, wróciłam do siebie. Od tej pory nie zapraszali mnie już, a ja się nie narzucałam w końcu noworodek w domu, muszą się przyzwyczaić. Ale po trzech miesiącach dotarło do mnie, iż jeżeli sama się nie odezwę, to się nie spotkamy już nigdy. Zadzwoniłam więc do syna i poprosiłam, by wpadli z wizytą.

Przygotowałam drobiazg dla wnuka i ciasto na herbatę. Synowa otworzyła drzwi. Przyjęła prezenty, spojrzała na mnie i skrzywiła się znowu.

Szczerze mówiąc, liczyłam iż już ostatnio zrozumieliście. Nie potrzebujemy waszej jałmużny, tylko konkretnych pieniędzy na dziecko.

Czyli teraz, jak przychodzę do wnuka, to mam zawsze przynosić kopertę?

A co uważasz? Przez was mieszkamy na wynajmie, mąż sam pracuje. Nie zrobiliście dla wnuka nic, więc chociaż dawajcie pieniądze na jego utrzymanie.

Złapało mnie za gardło z oburzenia. Syn to wszystko słyszał, ale tylko siedział, tuląc dziecko i nie powiedział ani słowa.

Odwróciłam się i wyszłam. Nie będę się kłaniać bezczelnej dziewczynie! Nie chcę płacić za kontakt z własnym wnukiem.

Nie rozmawialiśmy już prawie rok. Oni nie dzwonią, ja nie dzwonię. Dopiero tydzień temu syn łaskawie zadzwonił przypomniał, iż jego syn ma urodziny i mogę przyjść, ale żebym nie zapomniała o prezencie i od razu odebrała słuchawkę synowa, wymieniając, jaką kwotę powinnam przynieść. Suma równa mojej miesięcznej emeryturze.

Nie poszłam. Zwyczajnie nie stać mnie na taki prezent. Muszę pogodzić się z tym, iż dla nich nie istnieje ani wnuk, ani syn. Gdyby był prawdziwym synem, nie pozwoliłby żonie szantażować mnie wnukiem. Niech gotują się we własnym sosie. Ja nie będę do końca życia płaciła za prawo do spotkań z własnym wnukiem.

Muszę się porządnie zastanowić, co zrobić z mieszkaniem, żeby po mojej śmierci ani mój miękki syn, ani ta łakoma panna nie dostali choćby odrobiny tego, na co nie zasłużyli.

Człowiek przez życie uczy się, iż szacunek trzeba sobie nawzajem wypracować, nie wymusić. Niestety, niektórzy tego nie pojmują i wtedy nie pozostaje nic, tylko iść własną drogą.

Idź do oryginalnego materiału