Moja teściowa postanowiła świętować swoje urodziny w naszym mieszkaniu – mam niemowlę, nasza relacja…

polregion.pl 6 godzin temu

Dawno temu, gdy moje dziecko miało niecałe pięć miesięcy, zbliżały się urodziny mojej teściowej. Wszystko działo się jeszcze w naszym mieszkaniu w Krakowie. Początkowo teściowa zaprosiła nas do siebie na obiad, ja zaś miałam zostawić małą pod opieką mojej mamy. Jednak nagle zmieniła zdanie i postanowiła, iż przyjdzie do nas z teściem i swoją wnuczką, żeby wspólnie świętować. Nie było nas stać, żeby iść do restauracji zresztą mój mąż się na to nie zgadzał, a jego rodzice, ludzie skromni, nie nalegali.

Nie rozumiałam do końca, czemu teściowa zapragnęła urządzać urodziny właśnie w naszym domu. Czy chciała zagrać mi na nerwach, pokazać mnie jako kiepską gospodynią, zacieśnić więzi rodzinne, usiąść razem do stołu? Już od początku naszej znajomości relacje między nami były napięte, a po narodzinach córki robło się tylko trudniej. Myślę teraz, iż może próbowała załagodzić nasz konflikt choć wybrała na to fatalny sposób. To nie tak, iż jawnie mnie raniła słowami, ale nie raz dała wyraz swojej dezaprobaty. I choć wcześniej miałam do niej jeszcze resztki ciepłych uczuć, po ostatnich wydarzeniach zniknęły bez śladu. Już wiem, iż niezależnie od uśmiechu, jaki przybiera, wiem co naprawdę o mnie myśli.

Nie zabraniam jej widywać wnuczki, ale sama nie wykazuje takiej chęci. Przed każdym weekendem pytam męża, czy babcia chciałaby odwiedzić małą. Nie mam więc nic przeciwko spotkaniom, ale sama tego nie inicjuję nam obu jest niezręcznie. Ona pewnie pamięta swoje słowa, a ja te same raniące uwagi.

Tak, pochodzę z rodziny, w której nie wszystko układało się idealnie mój ojciec i siostra mieli problem z alkoholem. Co z tego? Też jestem człowiekiem. Teściowa nie musiała krytykować mojego zwyczaju przespania kilku godzin dłużej w weekend, o ile córeczka na to pozwalała. Dla mnie sobota i niedziela były wybawieniem nie musiałam wstawać o szóstej trzydzieści i szykować śniadania mężowi, jak codzień, gdy marzyłam o kilku minutach drzemki. Czasem zapowiadała, iż przyjdzie, po czym odwoływała wizytę za każdym razem, gdy słyszałam przekręcający się w zamku klucz, miałam ochotę uciekać…

Zawsze przypominała mimochodem, czyja to jest tak naprawdę własność i czyimi regułami tu się rządzi. Rozumiałam, to jej mieszkanie, ale skoro tu mieszkam, mogę chodzić po nim w piżamie i z rozczochranymi włosami. Proste zasady, odrobina kultury choćby jeżeli wynajmuje się komuś lokum, zwyczajnie puka się do drzwi, a nie wchodzi bez zapowiedzi. Dla mnie to było ewidentne napomknięcie, kto jest prawdziwym gospodarzem.

Nigdy nie próbowała mnie poznać przed ślubem. Gdy dowiedziała się, iż jej syn, Paweł, oświadczył mi się, nie mogła uwierzyć zadzwoniła chyba dziesięć razy, by spytać, czy mówi poważnie i czy naprawdę byliśmy w Urzędzie Stanu Cywilnego. Nie chciała się wtedy ze mną spotkać ani w domu, ani na kawie. choćby nie wiedziała, iż przed Pawłem nikogo nie miałam.

Spotkałyśmy się przez przypadek, po pięciu miesiącach związku. Zaprosiłam go w odwiedziny do jej mieszkania, wtedy zachowała się raczej nieprzyjemnie do dziś pamiętam, jak się uniosła dumą i nie chciała choćby zamienić słowa. Swojego teścia poznałam dopiero na naszym ślubie. Może stąd ta niechęć, która tkwiła we mnie przez lata.

Nie znoszę udawać, chociaż umiem to robić, jeżeli to konieczne ale wtedy kompletnie nie miałam na to siły. choćby nie próbowałam udawać życzliwości, bo wiedziałam, iż wszystko jest tylko na pokaz. Wiem, iż to wciąż mieszkanie po jej dziadkach, ale co z tego? Przekazała klucze synowi. Pamiętam dobrze, jak drugiego dnia po powrocie ze szpitala oskarżyła mnie o moje pochodzenie, wypomniała, iż siedzę jej synowi na karku i wykrzyczała, z jakiej to rodziny jestem. Jak pięćdziesięciopięcioletnia kobieta może pozwolić sobie na takie słowa wobec synowej, która nigdy jej nie zawiniła (oprócz tego, iż zabrała jej syna), i jeszcze tak potraktować ją tuż po porodzie?

Nie mam nic przeciwko przyjmowaniu gości, ale niekoniecznie chcę, żeby to były akurat jej odwiedziny. Pomóż mi, proszę, przygotować stół, latać między dzieckiem a kuchnią, czekając na ten moment, aż wyjdą… Sama już nie wiem, może przesadzam prezent dla teściowej przecież kupiłam.

Idź do oryginalnego materiału