Moja teściowa postanowiła świętować swoje urodziny w naszym mieszkaniu, mimo iż nasze relacje są nap…

polregion.pl 13 godzin temu

Jutro moja teściowa świętuje urodziny. Tylko oczywiście nie u siebie, a w naszym mieszkaniu, bo przecież byłoby za prosto.

Moje dziecko ma cztery i pół miesiąca. Początkowo teściowa zaprosiła nas do siebie, a plan był taki, iż moja mama posiedzi z maluchem. Ale, jak to u niej, nagle zmiana frontu: teściowa stwierdziła, iż jednak przyjdzie z teściem i moją córką do nas, by świętować wspólnie. O restauracji nie ma mowy ani ja funduszy na to nie mam, ani mój mąż nie jest zachwycony, a teściowie protestują, bo przecież są oszczędni jak oszczędnościowa skarpeta.

Nie mam pojęcia, po co adekwatnie teściowa postanowiła zorganizować urodziny u nas. Może chce mnie zirytować, pokazać jaka ze mnie nieudolna gospodyni, zebrać rodzinę na jednym froncie, czy tylko przy jednym stole. Odkąd się znamy, nasza relacja przypomina pole minowe, ale po narodzinach dziecka zrobiło się jeszcze trudniej. Domyślam się, iż ona chce ten konflikt rozwiązać Tylko, iż to chyba nie tędy droga. I choćby nie chodzi o jakieś wielkie urazy, ale ona naprawdę potrafi dać mi popalić. Resztki sympatii, które jeszcze miałam, zniknęły bez śladu. Bo choć udaje, iż się uśmiecha, to ja już swoje wiem.

Nie zabraniam jej widywać wnuczki wręcz przeciwnie, nigdy nie wykazała choćby takiej inicjatywy. Przed każdym weekendem pytam męża, czy babcia przypadkiem nie chce zobaczyć maleństwa. Nie mam nic przeciwko kontaktowi wnuczki z babcią, tylko sama wolałabym się z nią nie widzieć bo zawsze jest niezręcznie. Ona chyba pamięta, co mi kiedyś wygarnęła, a ja cóż, też pamiętam.

Racja pochodzę z nieco patologicznej rodziny, tata i siostra często sięgają po kieliszek. I co z tego, nie jestem przez to gorsza? Nie musi akceptować, iż w weekend chciałabym dłużej pospać, jeżeli na to pozwoli mi dziecko. Weekendy to wybawienie: nie muszę wstawać o 6:30, by robić mężowi kanapki do pracy (wtedy najbardziej pragnę spać, dziecko śpi, a ja muszę się zerwać). On raz mówi, iż przyjedzie, za chwilę, iż jednak nie A ja przy każdym przekręceniu klucza w drzwiach mam ochotę uciec przez balkon.

I wiecznie przypomina, iż to jej mieszkanie oraz jej zasady. Jasne, rozumiem, ale skoro tu mieszkam, to chciałabym czasem łazić w piżamie i z rozczochranymi włosami. Savoir-vivre jednak jakiś. Gdy mieszkanie wynajmuje się lokatorowi, czy każdy właściciel wpada bez pukania jak do siebie? Ja uznałabym to za mało subtelny sygnał moja własność, mój teren.

Nasze stosunki są napięte, bo nigdy nie chciała mnie poznać choćby po tym, jak usłyszała, iż jej syn mi się oświadczył. Gdy składaliśmy dokumenty w urzędzie stanu cywilnego, dzwoniła do mnie ileś razy, przekonana, iż coś źle usłyszała. Nie chciała mnie poznać, ani w domu, ani choćby w kawiarni. Oczywiście nie wie, iż przed jej synem nikogo nie miałam.

Poznałyśmy się przypadkiem, kiedy z mężem byliśmy razem ledwo pięć miesięcy i nie popisała się wtedy, bo zachowała się, delikatnie mówiąc, jak typowa teściowa z anegdot. Teścia widziałam raz, na ślubie. Może stąd u mnie taka niechęć.

Nie znoszę udawać, chociaż, jeżeli potrzeba, potrafię być naprawdę przekonująca. Ale w tym przypadku? choćby nie chce mi się fatygować. Doskonale wiem, iż mieszkam u niej, ale w sumie, co mnie to już obchodzi? Przepisała mieszkanie na syna. Dwa dni po powrocie ze szpitala potrafiła mi wygarnąć, z jakiej rodziny się wywodzę, oskarżyła, iż jestem dla jej syna ciężarem i chyba trochę jestem. Ile trzeba mieć lat na karku, by jako 55-latka mówić takie rzeczy świeżo upieczonej synowej, która poza kradzieżą syna, naprawdę nic jej nie zawiniła?

Nie mam nic przeciwko gościom ale jej gościć naprawdę nie chcę. Musisz biegać, ustawiać talerze, latać od dziecka do stołu i odliczać minuty, kiedy już sobie pójdą. Ale trudno prezent już kupiłam, jakoś dam radę.

Idź do oryginalnego materiału