REKLAMA
Świat się rozwija, szkoła stoi w miejscu"Mam wyższe wykształcenie i pochodzę z tzw. nauczycielskiej rodziny i wiem jak szkoła wygląda (a raczej wyglądała kiedyś) od środka" - zaczęła nasza czytelniczka w wiadomości wysłanej eDziecko.pl. Podzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami. W opinii pani Marioli szkoła nie idzie do przodu. Uczy się dokładnie tak, jak kilkadziesiąt lat temu.Zmieniają się podstawy programowe, lektury, oczekiwania i wymagania. Ale system jest podobny. Dzieci dzisiaj są inne niż te mojego pokolenia (urodzonego w latach 70. i 80.). My nie mieliśmy komputerów, internetu. Mieliśmy książki, powtarzanie, byliśmy w większości wzrokowcami. w tej chwili dzieci są wychowane od małego na tabletach, zabawkach interaktywnych, bajkach, internecie, shortsach i filmikach. Oni czerpią wiedzę z obrazu i dźwięku. Słuchają, nie czytają- zaznaczyła.Pani Mariola zauważyła, iż dzieci coraz rzadziej czytają lektury szkolne. Jej syn i większość osób z klasy szukają omówień danej książki z w sieci. "Prace domowe to tylko przepisywanie z internetu lub, co gorsza, posługiwanie się AI, bez zrozumienia, zastanowienia, byle szybciej. Jaki to ma sens?" - pyta.
Zobacz wideo
Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"
"Szkoła to system, najlepiej się nie wychylać"Kolejnym problemem w opinii naszej czytelniczki jest to, iż szkoła nie wspiera ucznia, nie szuka w nim wartości, nie wspiera i nie buduje zdolności i umiejętności, nie rozwija pasji. "Szkoła to system, najlepiej się nie wychylać, nie zadawać pytań" - twierdzi. Na poparcie tej tezy nasza czytelniczka przytoczyła dwa przykłady.
Mój starszy syn był wzorowym uczniem, dostawał same piątki i szóstki, był uzdolniony. Brał udział w olimpiadach i konkursach. Wszystkiego dokonał samodzielnie, bo to my znaleźliśmy potrzebne informacje, sami znaleźliśmy też nauczyciela, który przychodził do domu, aby przygotować syna do kolejnych etapów olimpiady. Bo dziecko samo chciało. Gdzie była szkoła? Nikt nic nie podpowiedział, nikt nie pomógł, nie wspierał. Oczywiście z sukcesu cieszyli się wszyscy- przyznała.Młodszy syn pani Marioli nie uczy się, w wolnych chwilach robi, co chce, oceny dostaje różne. Interesuje się niektórymi zagadnieniami historycznymi i geograficznymi. "Pani od historii zapytała mnie, dlaczego uczeń ma dwóję na koniec roku. Przecież powinien mieć szóstkę. A mi opadają ręce i szczęka! To ja pytam, dlaczego ucznia, który jest zainteresowany nie można wciągnąć i zmobilizować, zmotywować do działania. Za to super łatwo postawić trzy jedynki za brak notatek w zeszycie! Efekt? Motywacja dziecka zerowa" - dodała.W opinii naszej czytelniczki te dwa przykłady dowodzą, iż trzeba zobaczyć w dziecku pragnienie rozwoju w danej dziedzinie i je pociągnąć, coś podpowiedzieć, pokazać. "Szkoła jest ślepa, nie widzi albo nie chce widzieć, nie ma czasu widzieć" - podsumowała."Przy takim planie i przeładowaniu, nie chcę zmuszać dziecka do kolejnego wysiłku"Trzecią kwestią, która najbardziej denerwuje naszą czytelniczkę są przeładowanie i zmęczenie dzieciaków. "Moje dziecko ma na godzinę 7 rano lekcje. Wstaje o 5.30. W innym dniu w planie lekcji jest 9 godzin lekcyjnych od 8.00 do 16.20. To jakieś szaleństwo" - napisała.
Grafik siódmoklasisty jest bardzo napięty. W każdym tygodniu ma od dwóch do czterech klasówek lub sprawdzianów. Kartkówki są robione choćby z przedmiotów uchodzących za lżejsze, jak np. muzyka.Do tego wszystkie te książki trzeba nosić. W szafkach nie ma miejsca. Co roku kupujemy nowy plecak bo rączki się urywają- przyznała.Pani Mariola odniosła się także do kwestii wprowadzenia nowych przedmiotów. "Moje dziecko nie chodzi na edukację zdrowotną. Nie chodzi też na religię ani etykę. Nie chodzi, bo nie chce. Wie, iż nie musi, bo to nie są obowiązkowe zajęcia i z nich rezygnuje, aby mieć więcej czasu dla siebie. Nawet, jeżeli musi czekać, ale nie musi nic robić. Przy takim planie i przeładowaniu, nie chcę zmuszać dziecka do kolejnego wysiłku" - podkreśliła.Żadne inne kwestie, o których głośno w mediach (ideologiczno-polityczne) nie mają znaczenia. Tylko zwykła prosta sprawa. Po co kolejna godzina zajęć?- zaznaczyła.
Na końcu nasza czytelniczka przypomniała, iż każdy z nas chodził do szkoły. Jako matka od placówek oczekuje jednak postępu. "Wszystko się rozwija, idzie do przodu. Edukacja też musi iść z duchem czasu. Nie chodzi o to, aby nauczyć czytać i pisać. Taki priorytet miała moja babcia - nauczycielka, która po wojnie uczyła dorosłych, bo wtedy panował ogromny analfabetyzm. To były wyzwania tamtej epoki. Dzisiaj mamy inne" - podsumowała.Jakie zmiany należałoby Twoim zdaniem wprowadzić w polskim systemie edukacji? Podziel się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami w komentarzu albo napisz na maja.kolodziejczyk@grupagazeta.pl.







.jpg)
.jpg)
.jpg)



