Monika choćby nie spostrzegła, kiedy zaczęła chodzić na palcach po swoim mieszkaniu w bloku. Starała się wykonywać wszystkie domowe czynności cicho i dyskretnie, by nie przeszkadzać córce i zięciowi, którzy zamieszkali u niej po ślubie.

twojacena.pl 8 godzin temu

Oj, mamo, znowu smażysz karpia, powiedziała Basia, zaglądając do kuchni.
Tak, ale już otworzyłam okna i włączyłam okap kuchenny, odpowiedziała Jadwiga.
Odkąd córka wraz z mężem wprowadziła się do niej cztery miesiące temu, Jadwiga kilka razy dziennie słyszała różne uwagi.
Dodałaś za dużo soli do zupy, albo znowu źle poukładałaś pranie. Albo telewizor w twoim pokoju jest zdecydowanie za głośno.
Jadwiga choćby nie zauważyła, kiedy zaczęła poruszać się po własnym mieszkaniu niemal na palcach. Starała się być jak najciszej, żeby nie przeszkadzać córce i zięciowi.
Na początku wszystko wydawało się w porządku…
Po ślubie Basia i jej mąż zdecydowali, iż chcą mieszkać oddzielnie, więc wynajęli mieszkanie, do Jadwigi wpadając głównie w weekendy. Miało to sens oboje pracowali, prowadzili własną działalność.
Któregoś dnia Jadwiga poczuła się fatalnie. Sąsiedzi zadzwonili po pogotowie. Po kilku minutach zjawiła się także jej córka. Po powrocie ze szpitala usłyszała od córki:
Czeka cię niespodzianka, mamo. Myślę, iż ci się spodoba. Zobaczysz ją u siebie.
Gdy Jadwiga weszła do przedpokoju, od razu zobaczyła torby i walizki.
Ustaliliśmy, iż zamieszkamy teraz z tobą. Będziemy ci pomagać i dbać o ciebie.
Zachowanie dzieci totalnie ją zaskoczyło.
Na początku Basia naprawdę się nią opiekowała sprzątała, gotowała obiady, prasowała ubrania. Ale już po dwóch miesiącach powoli zapominała, dlaczego się tu przeprowadziła.
Jadwiga poczuła się znacznie lepiej. Zaczęła znowu sama wszystko robić gotować, sprzątać, kiedy młodzi byli w pracy.
Basia ciągle powtarzała mamie, by zwolniła, zajęła się sobą, jednak Jadwiga za każdym razem odpowiadała, iż nic jej nie dolega.
Basia wraz z mężem gwałtownie przekonali się, jak wygodne jest życie z mamą. Brak opłat za mieszkanie. Porządek, nie trzeba gotować ani sprzątać.
Mamo, dzisiaj przychodzą do nas znajomi. Może zajrzysz do sąsiadki na herbatę? Będzie nam wtedy bardziej komfortowo, a tobie nie będzie smutno powiedziała kiedyś Basia.
Jadwiga nie miała ochoty wychodzić wieczorem. Sąsiadka zwykle kładła się spać bardzo wcześnie. Pogoda była jednak przyjemna, więc przeszła się wokół bloku, by zaczerpnąć trochę powietrza. Czas mijał, goście nie zamierzali wychodzić. Jadwiga chciała już się położyć, ale uparcie czekała, aż córka zadzwoni i zawoła ją z powrotem.
Sąsiad ze swoim jamnikiem wyszedł na spacer i wrócił dopiero po pół godzinie, a Jadwiga wciąż siedziała na ławce.
Przepraszam, wszystko w porządku? zapytał sąsiad.
Tak, po prostu dzieci mają dziś gości, nie chcę im przeszkadzać.
Na pewno mnie pani kojarzy. Mieszkam na parterze, Kazimierz się nazywam.
Tak, oczywiście, pamiętam.
Kilka razy już się widzieli, ale zawsze kończyło się na krótkim dzień dobry. Kazimierz był wdowcem, jego dzieci mieszkały daleko.
Chodźmy do mnie na herbatę, robi się chłodno. Może zadzwoni pani do córki i uprzedzi, iż zostaje u sąsiada?
Jadwiga wybrała numer Basi, ale ta nie odebrała. Najwyraźniej nie była zainteresowana, co robi matka.
No to chodźmy… rzuciła Jadwiga.
Usiedli razem przy stole, wypili herbatę, porozmawiali trochę. W pewnym momencie Basia w końcu zadzwoniła:
Mamo, gdzie ty jesteś? Goście wyszli już dawno, idziemy spać, a ciebie nie ma.
W głosie córki znów pojawiła się pretensja. Jadwiga nie bardzo wiedziała, co tym razem zrobiła źle. Zaczęła się szykować do wyjścia. Kazimierz ruszył z nią do drzwi.
Przecież mam tu tylko dwa piętra do przejścia powiedziała Jadwiga.
Odprowadzę panią, będę spokojniejszy odpowiedział Kazimierz.
Od tej pory Jadwiga coraz częściej zaglądała do Kazimierza. Czasem razem pili herbatę, czasem gotowali wspólnie obiad. Kazimierz potrafił też czasem zaskoczyć Jadwigę swoimi przepisami. Tego dnia znów siedziała u sąsiada u jej zięcia były urodziny, więc w domu znowu zjawiło się sporo gości.
Jak tu u pana cicho i spokojnie westchnęła kiedyś Jadwiga.
Zostań tu na stałe, zaproponował nagle Kazimierz.
Popatrzył na nią takim wzrokiem, iż nie musiała dopytywać, czy mówi poważnie.
Pomyślę o tym, odpowiedziała z uśmiechem.
A tak naprawdę już wiedziała, iż się zgodzi.

Idź do oryginalnego materiału