„Możecie zamieszkać u nas, po co wam ten kredyt hipoteczny? Nasz dom będzie wasz! – usłyszałam od teściowej, która przekonuje nas do wspólnego mieszkania, bo mąż i tak odziedziczy dom, zamiast zadłużać się w młodym wieku.”

newskey24.com 1 dzień temu

Możecie zamieszkać u nas, po co wam ten kredyt hipoteczny? Dostaniecie nasz dom! powiedziała moja teściowa.

Teściowa od dawna próbuje nas przekonać, żebyśmy zrezygnowali z pomysłu brania kredytu hipotecznego. Uważa, iż powinniśmy zamieszkać z nimi, przecież ich dom i tak kiedyś będzie należał do mojego żony, bo jest ich jedyną córką i spadkobierczynią. Ale jej mama ma dopiero czterdzieści pięć lat, a ojciec czterdzieści siedem.

Ja z żoną jesteśmy w tej samej grupie wiekowej, oboje mamy po dwadzieścia pięć lat. Pracujemy, nasze pensje pozwalają nam wynajmować mieszkanie w Warszawie, ale nie chcę psuć relacji z teściami przez codzienne drobne nieporozumienia.

Rodzice mojej żony nalegają na wspólne zamieszkanie pod jednym dachem. Moi rodzice mają duże mieszkanie z trzema sypialniami na Pradze, jest tam miejsce dla wszystkich, ale nie wyobrażam sobie przeprowadzki czułbym się tam jak gość. To samo tyczy się domu teściów pod Łodzią, nie czułbym się tam swoim panem.

Kiedy zaczęła się kwarantanna, właścicielka mieszkania, które wynajmowaliśmy, poprosiła nas o wyprowadzkę, bo chciała oddać lokal swojej siostrze z rodziną. Niełatwo było gwałtownie znaleźć coś nowego, dlatego przenieśliśmy się tymczasowo do domu rodziców Ewy. Teściowa i teść powitali nas bardzo serdecznie. Moja mama nie była dla mnie surowa, ale zawsze poprawiała mnie w różnych drobiazgach. Teściowa była inna, nie narzucała się.

Już wcześniej rozważaliśmy z Ewą zaciągnięcie kredytu hipotecznego, ale dopiero wtedy poczuliśmy, iż to odpowiedni moment. Ustaliliśmy, iż póki mamy szansę, lepiej odkładać jak najwięcej złotych, żeby szybciej stanąć na własnych nogach. Oczywiście chciałem jak najszybciej wyprowadzić się od teściów, ale wiedziałem, iż jeżeli znów zaczniemy wynajmować mieszkanie, będziemy mogli oszczędzać dużo wolniej.

Mimo iż teściowie nie wtrącali się w nasze sprawy, ich dom miał swoje zwyczaje i zasady, mocno odmienne od naszych. Ciągle musieliśmy się do nich dopasowywać nie było to tragiczne, ale i tak czułem się tam obco.

Od pierwszych dni wspólnej egzystencji teściowa odsunęła mnie od kuchni. Delikatnie uświadomiła mi, iż to jej królestwo i nikt inny tam nie gotuje. Nie potrafiłem przywyknąć do jej stylu gotowania wszystko mocno doprawione, wszędzie cebula.

Może dla innych to wydaje się błahostką, ale dla mnie naprawdę nieprzyjemne. Gdy raz sam zabrałem się za gotowanie, teściowa się obraziła, jakbym zarzucał jej, iż jest złą gospodynią.

Co piątek teściowa robi wielkie porządki w całym domu, choćby po pracy. Wracamy ze zmęczoną Ewą z biura i pragniemy tylko położyć się spać, a ona jest zawiedziona, iż nie pomagamy, tylko wszystko robi sama. Zapytałem ją kiedyś, czemu nie sprząta w sobotę czy niedzielę odpowiedziała, iż weekend jest od odpoczynku.

Takich codziennych drobiazgów było mnóstwo. Cały czas pocieszałem się myślą, iż teściowa nie drwi ze mnie, po prostu ma swój sposób na życie i wszystko to minie, bo jesteśmy tu tylko tymczasowo.

Ustaliliśmy z żoną, iż nie zdradzimy rodzicom, iż odkładamy pieniądze właśnie na własne mieszkanie. Za rachunki do prądu i wody płaciliśmy połowę, do tego oddawaliśmy teściom złotówki na zakupy, resztę skrupulatnie oszczędzaliśmy. Pewnego dnia rozmawialiśmy o samochodzie, który kupił brat cioteczny Ewy. Wtedy teść powiedział, iż powinniśmy też mieć własny samochód, a ja odpowiedziałem, iż dla nas ważniejsza jest własna kawalerka niż auto.

Ile lat planujecie tak odkładać? zapytał teść. Powiedziałem mu, iż zbieramy na wkład własny do kredytu hipotecznego, a nie na mieszkanie w całości.
Zamieszkajcie z nami, po co wam kredyt? Nasz dom przecież dostaniecie! rzuciła teściowa.

Tłumaczyliśmy, iż chcemy żyć na swoim. Oni stwierdzili, iż nie ma sensu się zadłużać w banku skoro można tu mieszkać taniej i wygodniej. Kiedy nie udało im się nas przekonać racjonalnie, teściowa zaczęła mówić, iż powinniśmy myśleć o dzieciach, a nie kredytach.

Jej argumenty słyszeliśmy każdego dnia. Na mnie to nie robiło wrażenia, ale na Ewę zaczęło działać potem powiedziała mi, iż matka ma rację. Powiedziała wtedy:
Nie potrzebujemy tego kredytu hipotecznego, moja mama słusznie mówi. Żyjemy spokojnie, nie kłócimy się. A kiedy nadejdzie odpowiedni czas, dom przejdzie na nas.
Za pięćdziesiąt lat w końcu będziemy właścicielami rzuciłem z przekąsem.

Po tej rozmowie żona coraz częściej powtarzała, iż jej rodzice tak naprawdę starzeją się i coraz więcej będą potrzebować opieki, a kredyt to niewola, trudniej spłacać raty, zwłaszcza gdy ona przejdzie na urlop macierzyński.

A ja chciałbym już dzisiaj być pełnoprawnym gospodarzem, a nie czekać, aż teściowa umrze…

Idź do oryginalnego materiału