Po urodzeniu dziecka i urlopie macierzyńskim każda z matek staje przed dylematem. Ten dotyczy tego, czy zostać z dzieckiem w domu czy też wrócić do aktywności zawodowej. A jeżeli tak, to jak zapewnić opiekę dziecku? Wybrać nianię, a może jednak postawić na żłobek?
REKLAMA
- U mnie nie było wyboru. Zatrudnienie niani na pełen etat kosztowałoby nas więcej, niż ja mogłabym zarobić. W grę wchodził tylko żłobek i to ten państwowy, bo z dofinansowaniem płaciliśmy tylko za obiady. Był płacz, przysłowiowe zgrzytanie zębów, obwinianie się, ale z perspektywy czasu tego nie żałuję. Moja córka jest już w przedszkolu i posłanie jej do żłobka jak miała niecałe 11 miesięcy, nie było wcale złą decyzją - zaznacza Paulina, nasza czytelniczka, która w rozmowie z portalem eDziecko.pl dodaje, iż nie obyło się jednak bez komentarzy. - Największymi przeciwnikami "żłobkowania" byli moi teściowie. Marudzili, iż tak małe dziecko powinno być przy matce. Tylko zupełnie nie brali pod uwagę tego, iż przy kredycie i rosnących kosztach życia, z jednej pensji nie wyżyjemy. A do pomocy jakoś się nie kwapili - dodaje.
Zobacz wideo Lepszy urlop macierzyński niż żłobek za rogiem
Żłobek to zło? "Mam się bić w pierś i czuć jak wyrodna matka?"
Czy oddanie dziecka do żłobka, z różnych przyczyn, to zło konieczne, na które może zdecydować się tylko "wygodnicka" matka? Takie pytanie pojawiło się na jednej z facebookowych grup dla mam.
"Robię to, bo muszę. Fizycznie i finansowo nie stać mnie na pozostanie w domu do czasu, aż moje dziecko skończy trzy lata. Uważam, iż system powinien dawać nam realny wybór, wsparcie finansowe dla mam, które chcą zostać z dziećmi, oraz żłobki dla tych, które chcą pracować" - pisze autorka posta, która dodaje, iż najbardziej boli ją to, jak dzisiejsze społeczeństwo neguje placówki opiekuńcze dla dzieci.
Widzę w nich same negatywy w waszych wpisach. Czy naprawdę mam się każdego poranka bić w pierś i czuć, jak 'wyrodna matka', bo oddaję swoje największe szczęście w cudze ręce? Czy fakt, iż pracuję na godne życie mojego dziecka, sprawia, iż jestem gorsza? Do osób piszących, 'trzeba było być przygotowanym finansowo': moje dziecko nie było planowane, ale jest całym moim światem. Życie to nie Excel. Czy jeżeli nie miałam milionów na koncie przed ciążą, to mam teraz przepraszać, iż żyję i chcę zapewnić dziecku byt?
- pyta kobieta. "Powiedzcie mi szczerze: jak wy nastawiacie się psychicznie na tę wszechobecną krytykę? Jak nie dać się zwariować, gdy z każdej strony słyszy się, iż żłobek to zło, a matka, która do niego oddaje dziecko, 'pozbywa się problemu'?" - dodaje dalej i apeluje o to, by kobiety przestały się linczować, bo większość z nich po prostu próbuje przetrwać w systemie, który nie wspiera.
Jej wpis wywołał burzę. Pod postem pojawiła się masa komentarzy - zarówno od mam, które zdecydowały się oddać dziecko do żłobka i wrócić do pracy, jak i tych, które zostały w domu i swoją karierę odłożyły na później.
Te komentarze otwierają oczy. "W radach każdy jest dobry, ale do pomocy nie ma nikogo"
"Jestem z wykształcenia psychologiem i wiem, iż do 3. roku życia najważniejsi są dla dziecka rodzice. Natomiast nie neguję żłobka, nie oceniam. Każdy ma inną sytuację życiową i finansową, i robi to, co uważa za słuszne. Moja córka ma rok i 2 miesiące i nie poszła do żłobka, ale nie wiem, co będzie za miesiąc czy pół roku..."; "Tak samo krzywo się patrzy na matki zostające w domu. Kogo nie spotkam, to pyta się mnie, kiedy wracam do pracy. Trzeba robić według siebie i nie przejmować się inną narracją" - piszą mamy, które po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, zdecydowały się na to, by nie wrócić do pracy i zostać z dzieckiem w domu.
W kontrze do tych słów są te kobiety, które oddały dziecko do żłobka, bo zmusiła je do tego sytuacja życiowa. "W radach każdy jest dobry, ale do pomocy nie ma nikogo. Moja teściowa też wiecznie mi gadała, iż jestem leniwa, bo dzieci poszły do żłobka. Prawda jest taka, iż ona z dziećmi została może raptem kilka godzin, zawsze miała coś ważniejszego. Na szczęście od toksycznych ludzi trzeba się odciąć i tak zrobiliśmy, szkoda, iż tak późno"; "Ja oddałam syna do żłobka, gdy skończył rok, nie dla wygody tylko właśnie dlatego, iż musiałam wrócić do pracy. Proszę nie słuchać nikogo, tylko siebie, w żłobku naprawdę dziecku krzywda się nie dzieje" - czytamy w komentarzach.
"Nie wszyscy rodzice mają taką możliwość"
Do naszej redakcji napisała także jedna z mam, której córka chodzi do przedszkola. Dziewczynka spędza w placówce około siedmiu godzin dziennie, a to głównie dlatego, iż jej matka miała możliwość zmniejszenia etatu i pracy zdalnej. "Ja zmniejszyłam sobie etat z całego na 3/4, aby córka miała więcej czasu z nami (z rodzicami) po przedszkolu. Mogliśmy sobie na to pozwolić finansowo. Rodzicom na umowie o pracę przysługuje możliwość zmniejszenia etatu" - pisze autorka listu.
"Dodatkowo zależało mi na tym, aby przedszkole było blisko, by nie tracić dodatkowo czasu w dojazdy. Także córka jest siedem godzin w placówce. Jak są dni, iż muszę popracować dłużej, to dogaduję się z mężem tak, iż on zaczyna pracę wcześniej lub później, aby któreś z nas mogło odebrać córkę o podobnej porze. Nie ukrywam, iż pomagają w tym elastyczne godziny pracy i praca zdalna" - zaznacza i dodaje, iż w awaryjnych sytuacjach może również liczyć na pomoc bliskich. "Na to iż córka może być krócej w przedszkolu składają się: mniejszy etat, praca zdalna, elastyczne godziny pracy, ktoś bliski, kto może pomóc w awaryjnych sytuacjach. Mam świadomość, iż nie każdy ma taką możliwość" - stwierdza jednoznacznie.
A Ty? Co sądzisz o kwestii powrotu mamy do pracy i oddanie dziecka pod opiekę innych osób (babci, niani, placówki)? A może państwo powinno wspierać mamy i dać im wybór? Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl. Gwarantuję anonimowość.










