Musisz bawić się z wnukiem, to przecież twoje zadanie, babciu!

newsempire24.com 6 godzin temu

28 kwietnia 2025 r.
Dziś znowu myślałam o tym, co wydarzyło się przed laty, kiedy moje własne dziecko stało przed drzwiami, a ja w roli matki musiałam wybrać, czy usiąść przy jej łóżeczku i podzielić się swoim życiem.

Halina, czy naprawdę teraz jest najlepszy moment na dziecko? zapytała mnie moja córka Ania, patrząc na mnie spojrzeniem, które już wtedy zdradzało, iż czeka nieprzyjemne słowo.

Zostawiłam filiżankę z kawą i spojrzałam na nią. Rozkładała ręce, jakby już znała odpowiedź.

Mamo, rozmawiamy o tym po raz setny.
Dlatego wciąż o tym mówimy. Ty i Marek małżeństwo macie dopiero rok. On dopiero zaczyna wspinać się po szczeblach w pracy, ja w swojej firmie nie doszłam jeszcze do stanowiska starszego menedżera. Ledwo wiążemy koniec z końcem, a już myślicie o dziecku

Halina przewróciła oczami, gest, który pamiętam z własnych nastoletnich lat kiedy to znaczył odstaw się, a teraz raczej co ty wiesz?

U nas wszystko w porządku, mamo. Marek dobrze zarabia, damy radę. Poza tym znamy przysłowie o króliczku i łące, pamiętasz?
Słyszałam te bajki, ale króliczek nie jest pluszowy i nie wiesziesz go położyć na półkę, kiedy znudzi się zabawa. Dobrze zarabiać to mieć poduszkę bezpieczeństwa, a nie myśleć, skąd wziąć pieniądze na pieluchy, kiedy nagle ktoś zwolni.

Halina odwróciła się w stronę okna, dając do zrozumienia, iż rozmowa dobiegła końca. Ja znałam tę taktykę milczenie w jej rozumieniu oznacza zwycięstwo w sporze. Westchnęłam. Dwadzieścia pięć lat i wciąż każdy radny komentarz odbiera jak osobistą krzywdę.

Halino, nie mogę ci zabronić, jesteś dorosła. Po prostu pomyśl. Pár lat nic nie zmieni, a stabilność przyjdzie.
Samo wiem, kiedy mam przyjść z dzieckiem.

Taką stanowczość nie da się zignorować. Nie miałam już siły dalej nalegać. Czasami ludzie muszą sami zbierać własne kolce, zwłaszcza gdy są to nasze dzieci.

Dziewięć miesięcy później Halina zadzwoniła z szpitala w Warszawie.

Mamo, dziewczynka! 52cm! Tak piękna, nie uwierzysz!

Głos mojej córki rozbrzmiał radością, a ja nie przywołałam wspomnień sprzed roku. Dlaczego? Dziecko już się urodziło, zdrowe i pożądane. Reszta to drobne szczegóły, które z czasem ułożą się w porządek.

Albo nie…

Co tydzień jeździłam do nich z owocami, czasem z gotowym posiłkiem. Halina w pierwszych miesiącach ledwo znajdowała czas na prysznic, nie mówiąc już o staniu przy kuchence. Pomagałam, ale w granicach. Nie wtrącałam się z radami, nie oceniałam, kiedy Zuzia była kładzona spać o siódmej czy o dziesiątej. Nie marszczyłam brwi, gdy Halina kupowała drogie, ekologiczne mieszanki zamiast tańszych.

Rodzina drugiej generacji to wciąż obcy świat, choć to rodzina mojej córki.

Zuzia rosła, głośno się śmiała, chwytała grzechotki pulchnymi paluszkami. Patrząc na nią czułam dziwny dreszcz: kochać kogoś tak mocno i jednocześnie wiedzieć, iż jesteś tylko gościem. Miłym, pożądanym, ale gościem.

Halina rozkwitała w macierzyństwie. Schudła, choć nie brakowało jej zmęczenia i nieustannego biegu. Cienie pod oczami, ale uśmiechała się, jak nie robiła tego od czasów szkolnych. Cieszyłam się z niej szczerze.

Po sześciu miesiącach od narodzin Zuzia przyjechała do mnie z twarzą, która od razu zapowiadała nieprzyjemną rozmowę.

Mamo, mamy problem.

Usiadłam ją przy kuchennym stole, postawiłam czajnik. Halina siedziała, dłonie skrzyżowane, patrząc w pustą przestrzeń.

Brak pieniędzy. Całkiem brak.
Na co dokładnie?
Na wszystko. Na media, pieluchy, mieszanki, jedzenie. Wiesz, ile wszystko kosztuje!

Wiedziałam. Obliczałam to już rok temu, gdy próbowałam wyjaśnić Ani podstawy arytmetyki.

Marek dostał awans?
Dostał, ale i tak mało. Muszę wrócić do pracy, mamo. Nie damy rady.
Rozumiem.
Nie wiem, gdzie włożyć Zuzę. Żłobek przyjmuje dzieci dopiero od półtora roku, zadzwoniłam do wszystkich placówek w okolicy. A opiekunka Halina westchnęła. Kosztuje tyle, iż lepiej nie pracować wcale.

Milczałam. Rozumiałam, dokąd zmierzał ten dialog, a świadomość tego ściskała mnie od środka.

Mamo, mogłabyś usiąść z Zuzią, kiedy będę w pracy?
Halina, pracuję.
Ale możesz zwolnić się lub wziąć urlop. Masz niewykorzystane dni, prawda?

Powoli pokręciłam głową. Halina patrzyła na mnie z taką nadzieją, iż przez chwilę chciałam jej rozczarować. Prawie.

Nie, Halino. Nie zrezygnuję z pracy, żeby siedzieć przy twoim dziecku.
Dlaczego?! To twoja wnuczka!

Głos Anii przeszył się nutą pretensji, prawie dziecinną. Jak w sklepie, gdy pięcioletnia dziewczynka domaga się lalki, a rodzic tłumaczy, iż wypłata dopiero za tydzień.

Bo mam własne życie, pracę, plany.
Jakie plany, mamo? Masz pięćdziesiąt pięć lat!

Nie drgnęłam od tej bezczelności. Od dawna przyzwyczaiłam się, iż dla córki jestem jedynie mamą, której nie wolno mieć własnych pragnień i ambicji.

Dlatego nie zamierzam spędzać kolejnych lat na zmienianiu pieluch.

Halina zsunęła kubek tak gwałtownie, iż herbata rozlała się po serwetce.

Jesteś egoistką.
Może.
Jesteś okropną matką!
I to możliwe.

Widziałam, jak łzy zebrane w oczach Haliny wyciekają z gniewu, urazy, wszystkiego naraz. Nigdy nie potrafiła przegrać. Już jako dziecko rzucała pionki w ścianę, gdy przegrywała.

Kolejne tygodnie zamieniły się w niekończącą się pętlę tych samych oskarżeń. Halina przyjeżdżała, dzwoniła, pisała SMS-y. Jesteś złą matką. Jesteś złą babcią. powtarzała po raz kolejny.

W pewnym momencie nie wytrzymałam.

Powiedz mi konkretnie, w czym cię obraziłam. Dlaczego nagle stałam się zła?

Halina zamarła, nie spodziewając się takiego zwrotu.

Odmawiasz pomocy!
To nie wina, to mój wybór. A kiedy ja byłam twoją matką, co robiłam źle?
Zawsze byłaś w pracy!

Byłam w pracy, bo karmiłam cię i ubierałam. Pamiętasz przedszkole, w którym byłaś? Sukienki z Dziecięcego Świata, kiedy inne dziewczynki nosiły podniszczone ubrania starszych sióstr?

Milczała.

Pamiętasz studia? Płatne, pięć lat, żebyś miała dyplom.
Mamo
Mieszkanie, które dałam wam na ślub? Dwupokojowe w dobrej dzielnicy. Samochód?

Zaczerwieniła się, nie wiem czy ze wstydu, czy z gniewu.

To nie to.
Nie, to nie jest inne. Jako matka zrobiłam wszystko, co mogłam, może choćby więcej niż powinno. A teraz, kiedy naprawdę potrzebuję pomocy, odmawiasz!

Wziąłam głęboki oddech.

Halino, ostrzegałam cię rok temu. Mówiłam: poczekaj, dopóki staniecie na własnych nogach. Ty odpowiedziałaś, iż wiesz, kiedy przyjść z dzieckiem. To był twój wybór.
I co teraz? Karzę cię za to?
Nie. Po prostu nie zamierzam płacić za to swoim życiem.

Halina wstała gwałtownie, łzy prawie wylatywały z oczu, usta drżały od powstrzymywanych szlochów.

Nigdy nie zapomnę, jak się zachowałaś!
Może kiedyś zrozumiesz, będąc babcią.

Ona wyszła, nie żegnając się.

Dwa miesiące ciszy. Dzwoniłam Halina odrzucała połączenia. SMSy pozostawały nieodczytane. Zuzę widziałam tylko na zdjęciach w mediach społecznościowych; nie odważyła się mnie zablokować.

Wieczorami przeglądałam te fotografie: mała Zuzia uczyła się siedzieć, potem raczkować, uśmiechała się do kamery, wyciągając ręce po zabawki. Rosła bez mnie.

Czy to bolało? Tak. Czy żałowałam decyzji? Nie.

Myślałam, jak łatwo ludzie przyzwyczajają się do wygody. Prośby gwałtownie zamieniają się w żądania. Halina zawsze była taka brała, przyjmowała, wymagała. A kiedy powiedziałam nie, zamieniła się w potwora.

Czas pokaże, może córka kiedyś zrozumie, weźmie odpowiedzialność za własne wybory. Dojrzeje, przynajmniej do trzydziestu lat.

A ja? przez cały czas pracuję, spotykam się z przyjaciółkami, planuję wakacyjny wyjazd nad Bałtyk i cierpliwie czekam. Nie z żalem, nie z chęcią zemsty, po prostu czekam, aż Ania dorosnie i przestanie żywić ten dziecięcy egoizm.

Zawsze byłam cierpliwa.

Idź do oryginalnego materiału