Na progu stał nieznajomy. Wojtek kochał się w Jance jeszcze od czasów liceum. Pisał jej liściki, pr…

newskey24.com 12 godzin temu

31 grudnia

W drzwiach stał nieznajomy.

Zbyszek podkochiwał się w mnie jeszcze od czasów liceum. Pisał mi liściki, robił wszystko, by zwrócić na siebie moją uwagę.

Ale mnie wtedy podobał się Marek wysoki blondyn, razem graliśmy w siatkówkę w szkolnej drużynie.

Na niezdarnego Zbyszka, który ledwo przechodził z klasy do klasy i miał słabe oceny, choćby nie patrzyłam.

Niedługo potem Marek zaczął się spotykać z Małgosią z równoległej klasy.

Po maturze Zbyszek znowu próbował się do mnie zbliżyć.

Nawet poprosił mnie o rękę na balu studniówkowym…

Ale zdecydowanie odmówiłam. W ogóle nie chciałam go słuchać.

Po studiach dostałam pracę jako księgowa. Mój szef, Rafał Stanisławowicz, był przystojnym brunetem, starszym ode mnie o dekadę.

Podziwiałam jego profesjonalizm, charyzmę i bystrość.

Między nami pojawiła się więź, choć nie przeszkadzało mi, iż Rafał miał żonę i małego synka.

Obiecywał, iż się rozwiedzie i zarzekał, iż kocha tylko mnie.

Mijały lata. Przyzwyczaiłam się do samotnych weekendów i świąt. Czekałam, aż Rafał w końcu się rozstanie z żoną i będziemy razem.

Pewnego dnia, w sklepie, zobaczyłam Rafała z rodziną.

Jego żona była w ciąży, a on troskliwie trzymał ją za rękę i niósł siatki do samochodu.

Zalały mnie łzy, patrząc na ich szczęście.

Następnego dnia złożyłam wypowiedzenie…

Zbliżał się Nowy Rok. Nie miałam ochoty ani na zakupy, ani na świąteczne dekoracje, ani tym bardziej na świętowanie.

Któregoś dnia, po powrocie do domu, zorientowałam się, iż jest zimno. Okazało się, iż piec przestał działać. Mieszkam w domku na przedmieściach Krakowa.

Dzwoniłam po serwisach, ale wszyscy przed świętami chcieli bajońskie sumy, zwłaszcza jeżeli musieli dojechać poza miasto.

Byłam już totalnie zrezygnowana, aż zadzwoniłam do przyjaciółki Ani. Jej mąż pracuje przy naprawach, może mógłby mi pomóc.

Ania obiecała, iż od razu do niego zadzwoni.

Po dwóch godzinach usłyszałam dzwonek do drzwi.

Na progu zobaczyłam nieznajomego, ale przyjrzałam się to przecież Zbyszek, mój dawny kolega z klasy.

Cześć Janka, co się u ciebie stało?

Skąd wiedziałeś?

Szef zadzwonił, iż mam tu podjechać, bo zimno jak w psiarni. Mam nadzieję, iż spuściłaś wodę z kaloryferów, żeby nie zamarzły?

Nie, kompletnie się na tym nie znam…

No co ty! Dobrze, iż nie ma dużego mrozu. Zaraz wszystko ogarnę.

Zbyszek gwałtownie spuścił wodę z instalacji, coś tam pogrzebał przy piecu, a potem powiedział, iż musi przyjechać z częściami.

Godzinę później wrócił z potrzebnymi rzeczami.

W domu zrobiło się przytulnie i ciepło. Zbyszek umył ręce, po czym zauważył:

Janka, kran ci cieknie, lampka w kuchni miga… Twój facet nie może tego zrobić?

Nie mam nikogo

A czemu tak? Dalej szukasz ideału?

Jakiego tam ideału westchnęłam szczerze.

To czemu mi wtedy odmówiłaś? uśmiechnął się Zbyszek.

Nie potrafiłam odpowiedzieć.

Zbyszek naprawił kran, wymienił żarówkę i pożegnał się.

Zostałam sama, a w głowie wróciły wspomnienia: dzieciństwo, młodość, pulchny chłopak, który patrzył na mnie z zauroczeniem.

Z czasem bardzo się zmienił. Jest teraz wysoki i przystojny, z głębokimi brązowymi oczami. Tylko uśmiech się nie zmienił…

Nawet nie zapytałam, czy jest żonaty.

A 31 grudnia wieczorem ktoś znowu zadzwonił do drzwi.

Nie spodziewałam się nikogo.

Otworzyłam a na progu stał Zbyszek w nowym garniturze i z bukietem kwiatów.

Janka! Spytam jeszcze raz wyjdziesz za mnie, czy będziesz czekać na księcia aż do emerytury?

Łzy napłynęły mi do oczu. Kiwnęłam głową ze szczęścia.

Za drugim razem powiedziałam TAK…

Idź do oryginalnego materiału