No wiesz, wszystko było w porządku. Według USG moja córeczka była całkiem zdrowa. Ale poród okazał się trudny. Urodziła się dziewczynka, ale z problemami. Takimi, iż lekarze zaczęli mnie namawiać, żeby ją oddać.
Mała była w inkubatorze. Kiedy mój mąż przyszedł w odwiedziny, ordynator powiedział mu, iż dziecko nie ma szans, będzie tylko ciężarem. Długo się zastanawiał i doszedł do wniosku, iż lepiej się wycofać, nie psuć sobie życia. Nie miałam siły, żeby się sprzeciwić byłam totalnie przybita.
Ale tuż przed wypisem powiedziałam, iż nie oddam swojej córeczki. Mąż spakował rzeczy i odszedł. Wróciłam z dzieckiem do pustego mieszkania w Warszawie. Przez długie tygodnie jeździłyśmy po klinikach, szukałyśmy każdej szansy. I w końcu pojawił się postęp.
Wiele mam z chorymi dziećmi trzymało za mnie kciuki, wspierały mnie słowem i czynem. Pewnego dnia poznałam w szpitalu faceta miał na imię Wojciech. Opowiedział mi swoją historię: żona zostawiła go dla młodszego, nie mieli dzieci, więc został zupełnie sam.
Spojrzał na moją chorą córkę, Zuzannę, z taką czułością, iż aż się popłakałam. Pomagał mi swoim wsparciem, kontaktami, choćby pieniędzmi. Zbliżyliśmy się do siebie i nie chcieliśmy się rozdzielać. Wzięliśmy ślub.
Dziś moja Zuzia jest prawie zdrowa. Jest mistrzynią sportową. A poza tym niedawno pojawił się w rodzinie jeszcze jeden maluch nasz syn, Franek.



![Tak zachowuje się ciało kobiety po porodzie. Drżenie na początku przeraża [FILM]](https://m.mamadu.pl/193bc1d4b257bc3b95a55770ed612bdb,1920,1080,0,0.webp)



