Kasia usłyszała klucz w zamku. Serce zamarło jej w piersi.
Ten stuk obcasów znała lepiej niż własny oddech.
Ósmy miesiąc ciąży bolał każdym ruchem.
A teraz musiała stawić czoła osobie gorszej niż ból porodowy.
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
Do mieszkania wpadła Barbara Nowak, teściowa Kasi.
„Co to ma być?!” – krzyknęła Barbara zamiast powitania.
„Dlaczego moja synowa ma taką ponurą minę?”
Kasia planowała się zdrzemnąć po obiedzie.
Ciąża wymagała odpoczynku, choćby drobne czynności były trudne.
Urlop macierzyński dawał chwilę ulgi.
Teraz plany legły w gruzach.
„Witaj, pani Barbaro” – powiedziała cicho Kasia, ustępując z drogi.
„A gdzie mój Igorek?” – zapytała teściowa, rozglądając się.
„Pracuje” – odpowiedziała Kasia. „Zarabia na rodzinę i dziecko.”
„No i co, sama nie potrafisz o siebie zadbać?”
Barbara postawiła torby i weszła do środka, niemal przewracając synową.
„Dorosła kobieta, zaraz matka, a zachowujesz się jak dziecko!”
Teściowa zaczęła lustrować każdy kąt mieszkania.
Kasia poczuła niepokój.
„Przyjechała pani w jakiejś sprawie?” – zapytała ostrożnie.
„Mieszkam tu teraz” – odpowiedziała Barbara, patrząc zdziwiona.
Kasi ugięły się kolana.
„Ale jak to?” – wyszeptała.
„Zmęczył mnie ten gbur, z którym wynajmowałam pokój” – wyjaśniła teściowa.
„Mieszkanie jest na mojego męża. Szukanie nowego zajmie czas.”
„Więc na razie zostanę u was” – dodała bez pytania o zgodę.
Dom był przestronny, ale czy to dawało jej prawo wtargnąć?
Kasia chciała zaprotestować, ale zmęczenie wzięło górę.
Wyszła do sypialni, czekając na męża.
Powrót Igora nic nie zmienił.
Żal mu było matki, mimo jej trudnego charakteru.
Wychowała go – nie mógł jej odrzucić.
Kasia zrozumiała te uczucia.
Może teściowa pomoże w domu, pomyślała z nadzieją.
Nadzieja gwałtownie się rozwiała.
W dwa dni Barbara przejęła kontrolę nad całym domem.
Igor pracował od rana do wieczora.
Kasia musiała sama radzić sobie z teściową.
Barbara krytykowała każdy ruch synowej.
Brudną podłogę, okruchy na stole, nieumytą filiżankę.
„Pani Barbaro” – powiedziała zmęczona Kasia – „trudno mi się schylać, bolą mnie plecy.”
„Co z tego, iż bolą?” – teściowa skrzyżowała ręce. „Kobiety zawsze pracują!”
„Ciąża nie zwalnia z obowiązków! Ja wychowałam syna sama!”
Kasia nie miała siły się kłócić.
Bała się stresu dla dziecka.
Pewnego dnia skończyły się produkty w domu.
„Pójdę z tobą” – oznajmiła Barbara z wyższością. „Bo jeszcze coś pomylisz.”
Na targu teściowa cały czas marudziła.
„No co się tak guzdrasz? Bierz torby, wracamy!”
„Pani Barbaro, pomoże mi pani? Nie powinnam dźwigać…”
„Oj, przesadzasz! To nie jest ciężkie!”
Kasia wzięła torby bez słowa.
Po kilku krokach zrobiło jej się słabo.
„Ojej…” – jęknęła, chwytając się muru.
„Co znowu?” – Barbara choćby się nie odwróciła.
W uszach Kasi zaszumiało, świat zawirował.
„Pani! Pani!” – podbiegł nieznany mężczyzna, podtrzymując ją.
„Wezwać lekarza?”
Barbara stała obok, nieporuszona, patrząc z pretensją.
To był dopiero początek najgorszego dnia jej życia.










