Na wakacje na wieś zabraliśmy ze sobą z miasta kota Szymona. Na wsi mieszka jego rodzony brat Lemur. Lemur ma lekko wyłupiaste oczy, stąd jego przezwisko.

polregion.pl 2 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, jak to ostatnio pojechaliśmy na wieś i zabraliśmy ze sobą z miasta naszego kota Stefana. Na tej samej wsi mieszka jego rodzony brat kot o imieniu Nunuś. Imię ma przez swoje charakterystycznie wyłupiaste oczy na wsi nikt się nie kryguje i każdy mówi wprost.

Na początku Stefanowi wcale nie było łatwo. Nunuś, choć niewielkich rozmiarów, urządził starszemu bratu istną falę przeganiał go od kuchni, syczał na niego okrutnie, jak czasem goście u Wojewódzkiego w telewizji.

W końcu Nunuś popełnił typowy błąd lokalnych cwaniaków pomyślał, iż jest nieśmiertelny i postanowił zaatakować Stefana otwarcie. Stefan tylko leniwie machnął na niego łapą niczym dama wachlarzem: daj spokój, hrabio no i przez przypadek trafił go z prawej. Potem trzeba było Nunuśa wyciągać z wiadra na śmieci.

Tak, zupełnie przez przypadek, jak to zwykle w życiu Stefana, kot stał się szefem w tej okolicy.

Na wsi do kotów ludzie mają bardzo praktyczne podejście od polowania Stefana uratowała tylko zima, bo nie było myszy.

Karmienie? Improwizacja, pełna dowolność. Stefan długo nie mógł się przyzwyczaić w mieście miał srebrną miseczkę, posiłki o stałych porach, a do stołu zapraszał go prawie iż kamerdyner.

Od tego całego stresu dość gwałtownie wróciły mu instynkty. Niejeden raz znajdowałam go w nocy z głową w garnku na kuchence. A Nunuś, zostawiony na czatach, wydawał dramatyczne syki na pół wsi, dając znać bratu, iż ktoś idzie. Stefan odwracał się do mnie powoli i miałczył coś w stylu: Nie bój się, to nasz widziałbyś go, jak w nocy po lodówce buszuje….

W końcu pomyśleliśmy, iż Stefan już gotowy na nowe przeżycia, więc wynieśliśmy go na podwórko i posadziliśmy w śniegu. Gdy się obrócił w naszą stronę, cały pyszczek miał w śniegu, a w oczach to samo zmęczone rozczarowanie życiem, jakie miał Pacino w Człowieku z blizną w tej słynnej scenie. Więcej go już na dwór nie wypuszczaliśmy.

Aż pewnego wieczoru do Filipa (syna) przyszli jego kumple z wioski. Siedzieliśmy wszyscy w salonie, a ja czytałam dzieciom przy kominku Majową noc Gogola. I właśnie gdy dochodzimy do fragmentu o macosze, która zamieniła się w czarnego kota, polującego pazurami po deskach, nagle drzwi do salonu otwierają się z wielkim skrzypieniem i wchodzi dumnie Nunuś!

Okazało się, iż Stefan zdążył nauczyć brata swego popisowego numeru otwierania drzwi łapą, nieważne, jak były zamknięte.

Salon maleńki, ale dzieci rozbiegły się po pokoju jak z procy. Jednego chłopca potem wyciągaliśmy z uchylonego okienka wypadnięcia na zewnątrz uratowała go babcia, która zawsze świetnie go dokarmiała.

Ach, muszę dodać, iż Nunuś jest absolutnie, zupełnie czarny. Przyznasz, nieczęsto klasyka wywołuje u dzieciaków aż taką sensację!

Idź do oryginalnego materiału