W dzieciństwie ja, mój brat i siostra byliśmy zbliżeni wiekiem, a ja najczęściej nosiłam rzeczy, które zostawały po siostrze. Ona dostawała szczególną uwagę i specjalne traktowanie, a ja czułam się przezroczysta i zapomniana. Rodzice inwestowali pieniądze w jej edukację, podczas gdy mnie zostawili samej sobie. choćby gdy odnosiłam szkolne sukcesy, nie dostrzegali tego ani nie okazywali żadnej euforii z moich osiągnięć.
Moje niskie poczucie własnej wartości sprawiało, iż nie potrafiłam się bronić ani domagać sprawiedliwości. Udało mi się dostać na prestiżowy uniwersytet w Warszawie, jednak rodzice nie zauważyli mojego sukcesu. Zamiast tego sugerowali, żebym poszła do pracy, jeżeli nie potrafię zdobyć stypendium. Rozczarowana ich obojętnością, zamieszkałam w akademiku, gdzie poznałam przyszłego męża. W trakcie studiów zaszłam w ciążę, a my podjęliśmy decyzję o ślubie.
Rodzice stanowczo się sprzeciwili, namawiali mnie do pozbycia się dziecka. Krzyczeli na mnie, rzucali przekleństwami i zupełnie nie chcieli pomóc ani finansowo, ani emocjonalnie. W tym czasie dla mojej siostry kupili drogi samochód za dziesiątki tysięcy złotych. Pomimo braku wsparcia urodziłam syna, a rodzina męża podarowała nam niewielkie mieszkanie w Poznaniu. Rodzice odwiedzili mnie z grzeczności, nie wykazując żadnego prawdziwego zainteresowania moim życiem.
Czas płynął, mój syn dorastał, a potem na świecie pojawiło się jeszcze jedno dziecko. Życie stopniowo stawało się coraz lepsze dzięki zaangażowaniu mojego męża i życzliwości jego rodziny. Nagle mama zadzwoniła ponownie, opowiadając o zbliżającym się weselu siostry i prosząc, żebym zaciągnęła kredyt na jej uroczystość. Odmówiłam, więc mama w złości wyrzekła się mnie, oznajmiając, iż już nie mam rodziny.
Wtedy zdecydowałam, iż czas się wyprostować i postawić wszystko na swoim miejscu. Dość miałam obojętności i niesprawiedliwości. Zbudowałam swoją kochającą rodzinę z mężem i dziećmi, i zrozumiałam, iż prawdziwa rodzina to siatka troski i wsparcia, a nie krew to wszystko rozpłynęło się w surrealistycznym świecie mojego snu, gdzie czasem padał deszcz złotych liści, a słowa matki rozchodziły się echem w pozbawionych ścian mieszkaniach, przekształcając ból w uczucie wolności i własnej siły.







