Niespodziewanie Danuta Leonidowna bardzo zachorowała. Przez cały czas, kiedy leżała sparaliżowana niemocą, żadna z jej córek nie odwiedziła matki. Opiekowała się nią tylko wnuczka prawdziwa polska, cicha i oddana Jagoda. Dopiero przed samą Wielkanocą pojawiły się córki. Oczywiście jak co roku po babcine pyszności, które mama przygotowała! Danuta Leonidowna wyszła na podwórko witać córki.
Po co przyjechałyście? rzuciła chłodno.
Starsza córka, Bożena, zamarła zszokowana.
Mamo, co ty opowiadasz?! westchnęła.
Nic. To wszystko. Moje drogie dzieci, sprzedałam cały majątek… głos jej był twardy.
Jak to? A co z nami? córki nie mogły zrozumieć, o co chodzi.
Życie w Borkowie toczyło się w swoim monotonnym rytmie. Każde, choćby najmniejsze wydarzenie, które zakłócało nudę dnia codziennego, było prawdziwą sensacją.
A pojawienie się Jagody, wnuczki dawnej kierowniczki wiejskiego sklepu, wywołało we wsi niemałe poruszenie.
Plotki huczały, wrażliwsze panie wzdychały na jej widok.
Ach ta Jagoda! mówiły sąsiadki. Taka rezolutna, wszystkich jednym spojrzeniem bije na głowę! Teraz niech się zazdroszczą!
Rzeczywiście, cała borkowska elita patrzyła z jawną zawiścią, jak Jagoda przejeżdżała przez wieś błyszczącą limuzyną, niby warszawska dama.
Cała wiejska społeczność rzuciła się zobaczyć to ważkie wydarzenie. Niektóre starsze kobiety otarły łzę chusteczką.
Czy to możliwe? Jak w tej bajce o Kopciuszku!
Tak już miało być! Przecież od dzieciństwa wołali na nią Kopciuszek.
Teraz Jagoda miała pełne prawo podchodzić z dystansem do tych, którzy dawniej śmiali się z niej otwarcie.
Zauważyła wiejskiego muzyka, pana Pawła, i serdecznie pomachała z otwartego okna samochodu.
Panie Pawle, jak się pan miewa?
Wszystko po staremu! Jagodo, wpadaj do nas na próbę do klubu!
Koniecznie zajrzę!
Błyszczący samochód zniknął za zakrętem, a zgromadzenie mieszkańców zaczęło powoli się rozchodzić. Pan Paweł mruknął z zadowoleniem pod nosem:
Porządna dziewczyna. Do swojego doszła! Teraz kolej na nasze miejscowe pielęgniarki!
Babcia Bronisława zapytała:
Co mają do tego pielęgniarki?
A to, iż dziś wielu będzie żaba zżerała! Tak już jest! Słyszała babcia?
Babcia Bronisława machnęła ręką na Pawła, przeżegnała się i ruszyła gwałtownie do swojego domu.
Pan Paweł nie brał tego do siebie, wiedząc, iż starsza pani mówi bez złości. Usiadł na ławeczce przy klubie i zadumał się. Powrót Jagody budził w nim różne wspomnienia…
To przecież on, wiejski muzyk, miał największy wpływ na losy tej dziewczyny. Dosłownie i w przenośni.
Jagoda wcześnie została sierotą, gdy odeszła jej mama. Ojciec zostawił rodzinę, gdy była jeszcze malutka.
Rodzina nie była chętna się dziewczyną zaopiekować przez dwa lata tułała się po domu dziecka. Dopiero później Danuta Leonidowna wzruszyła się i zabrała wnuczkę do siebie.
Ten gest oceniono na wsi bardzo pozytywnie. Danuta wtedy pracowała jeszcze w sklepie, a jej szefowa z entuzjazmem opowiadała o całej sytuacji na zebraniach.
Gdybyśmy wszyscy byli jak Danuta Leonidowna!
Byli jednak i tacy, którzy doszukiwali się w jej decyzji wyłącznie korzyści.
Teraz dają niezłą zapomogę za opiekę, to dobra babcia zarobi sobie trochę. Naprawdę sądzicie, iż ona ma serce? Przecież wszyscy wiedzą, jaki ma charakter!
Renoma Danuty nie była bez skazy często oszukiwała klientów w sklepie, ale mieszkańcy woleli o tym milczeć.
Znana była również z wiecznych kłótni z sąsiadami.
Dobrze traktowała wyłącznie swoje dwie córki i syna syn był lekarzem w powiatowym szpitalu, córki mieszkały w Warszawie.
Cała trójka regularnie odwiedzała matkę, by zapełnić spiżarnię domowymi zapasami.
A Danuta była majętna miała wielkie gospodarstwo, hodowała kaczki, kury, w szopce ryczały prosiaki, a kozy drapały się o siano. Uprawiała dwa hektary ziemi, żeby to wszystko nakarmić.
Starszej, choć dość silnej kobiecie było coraz trudniej nie chciała zatrudniać nikogo, więc wymyśliła, iż ściągnie do siebie Jagodę.
Swój pomysł przedstawiła swojej przyjaciółce Wandzie przy herbacie.
Wezmę Jagodę, niech dziecko nie tuła się po domach dziecka. Ludzie już mnie obgadują, iż własną wnuczkę oddałam do sierocińca.
Wanda, całkowicie od Danuty zależna (pracowała z nią w sklepie), przytakiwała.
I dobrze mówisz! Dziewczynka już całkiem spora, pomoże ci w gospodarstwie.
Wanda, właśnie, na coś mnie naprowadziłaś! Ja w pracy, a Jagoda ogarnie inwentarz.
A szkoła? Teraz dzieci mają taki program! Moje wnuki przesiadują nad zeszytami do nocy! A jeszcze kółka, zajęcia, sport…
Obejdzie się bez kółek! To za to, iż ją karmię!
Mała Jagoda była szczęśliwa. Chętnie wykonywała każde polecenie babci, a z czasem cała wieś nazywała ją Kopciuszkiem.
Większość mieszkańców patrzyła na Danutę krytycznie, a kobiety coraz odważniej mówiły jej prosto w oczy, co o niej myślą:
Danutowo, litości, ta Jagoda to sama skóra i kości! Jak tak można dziecko traktować?
Ale Danuta ucinała rozmowę.
To nie wasza sprawa! Pilnujcie siebie, a mojej wnuczce robota służy. Skończy szkołę, pójdzie na weterynarię.
Wszystko można by miało się potoczyć zgodnie z planem, gdyby nie przypadek.
W miejscowym domu kultury pojawiła się nowa kierowniczka pani Marta, świeża absolwentka łódzkiej szkoły artystycznej.
Szybko zaczęła szukać talentów po całej wsi. Pawła nie musiała długo namawiać sam zgłosił się do współpracy.
Pani Marto, jakby się dało lepszy instrument, mogę działać cuda! Pamięta pani, jak dawniej jeździliśmy po polach, by rozweselić ludzi?
Kierowniczka uśmiechnęła się:
Spróbujcie na tym, co mamy! Może nie najlepszy, ale da radę!
Paweł gwałtownie zebrał lokalny chór, ale brakowało im solistki.
Pani Marto, bez solistki ani rusz! Gdzie tu znaleźć młodą z dobrym głosem?
Marta zamyśliła się, ale już chwilę później powiedziała:
Wiem, kogo szukać! Chodźmy do szkoły, niech pan zabierze instrument!
Dla szkoły taki casting był nie lada wydarzeniem. Uczniowie ustawili się w kolejce, gotowi pokazać talent.
Pani z polskiego poleciła Jagodzie, żeby spróbowała:
Jagodo, nie wymiguj się! Słyszałam, jak śpiewasz!
Dziewczynka niemal się popłakała:
Pani Anno, muszę do domu! Babcia się zdenerwuje!
Obiecuję, porozmawiam z twoją babcią! Wyobraź sobie, iż właśnie los daje ci szczęście.
Na twarzy Jagody było widać strach i nadzieję.
Dobrze… ale niech już będzie szybko.
Jagoda zaśpiewała wszystko, co znała śpiewała pasjami, na co dzień do świnek i kóz, czasem dla ptaków, gdy zgięta nad grządkami pomagała babci.
Repertuar miała szeroki, a każdy utwór wykonywała od serca.
Marta nie mogła się powstrzymać:
Brylant! Śpiewa jak porządna artystka!
Sukces przyszedł szybko. Po rozmowie wychowawców z babcią Danuta musiała odpuścić nieco obowiązków wnuczce.
Przyszły żal i pretensje Danuta wyżalała się Wandzie:
To co, teraz mam ją utrzymywać? Koncerty, wyjazdy, a kto mi pomoże na gospodarce?!
Ale przecież dostajesz zasiłek na Jagodę!
Co z tego… Ubrać, nakarmić, a miałam nadzieję, iż latem popracuje i zarobi coś dla siebie! Co mi dają te występy?
Wanda zamyśliła się:
Ty się teraz denerwujesz, a wyobraź sobie za dziesięć lat pokazują twoją wnuczkę w telewizji, zdjęcia w gazetach!
A co mi z tej sławy? Mnie dzieci trzeba wspomóc!
Stara przyjaciółka spojrzała na Danutę, jakby nagle jej nie poznawała.
Wiesz, ludzie mówią, iż ty jak macocha z bajki! Zobacz, jaka zmęczona dziewczyna!
Po tej rozmowie przyjaźń się rozpadła, a Danuta straciła jedyną sojuszniczkę.
Tymczasem sukcesy Jagody rosły: razem z zespołem odwiedziła wszystkie wsie powiatu, wystąpiła na konkursach, zdobywała nagrody. Jednak lokalna sława nie zmieniła jej dalej troszczyła się o babcię, a gdy ta poważnie zachorowała, spędzała przy niej całe dnie i noce.
Córki do Danuty nie zajrzały w czasie choroby. Zjawiły się tradycyjnie dopiero na Wielkanoc.
Przyjechały spragnione świątecznych przysmaków. Danuta Leonidowna wyszła je przywitać.
Po co przyjechałyście? chłodno zapytała.
Starsza Bożena była w szoku.
Mamo, co ci?
Nic, wszystko w porządku. Sprzedałam cały majątek…
Jak… A co z nami? córki oniemiały.
Idźcie do sklepu i kupcie. Nie mam już siły na to wszystko!
A Jagoda?
I wtedy Danuta nie wytrzymała:
Jagoda nie jest niewolnicą, nie będzie więcej na was pracować! Kiedy chorowałam, nie widziałyście mnie wcale pojawiacie się tylko wtedy, gdy jest wam coś potrzebne! Tak już więcej nie będzie. Chcę jeszcze normalnie przeżyć starość!
Jagoda… niech uczy się dalej, może naprawdę zostanie artystką!
Siostry odjechały z pustymi rękami, a Danuta poszła do Wandy.
Dziękuję ci, przyjaciółko! Otworzyłaś mi oczy. Mało brakowało, a zabrałabym wnuczce życie. Pomóż mi sprzedać mięso!
Jakie mięso, Danusiu?
Wszystko. Zostawiłam tylko jedną kozę dla siebie!
Słusznie! A córki?
Już mi nie zależy… Liczę się tylko z Jagodą.
Przez długie lata Jagoda nie zaglądała częściej do Borkowa. Zawsze jednak dzwoniła, przesyłała babci pieniądze. Ciągłe trasy koncertowe i praca nauczycielki w szkole muzycznej zabierały jej cały czas. Z trudem wygospodarowała tydzień, by przyjechać z synkiem.
Na tylnym siedzeniu usłyszała szuranie, potem zaspany głos Maksa:
Mamo, jeszcze długo do babci?
Synku, już jesteśmy! Patrz, babcia już wita nas w bramie.
Danuta Leonidowna mimo wieku była dzielna. Przytuliła prawnuka, obsypała go pocałunkami.
Mój kochany! Czekałam na ten dzień jak na cud!
Nawet Jagodę przytuliła ostrożnie bała się, by nie popsuć jej fryzury.
Widziałam cię w telewizji byłaś najpiękniejsza!
Jesteś za dobra, babciu. Jestem zwyczajna, tylko trochę śpiewam!
Nie wstydź się, jesteś artystką z prawdziwego zdarzenia!
Gdyby nie ty i pan Paweł, nic by ze mnie nie było. Do dziś byłabym tym Kopciuszkiem!
W bajce to wróżka zamienia dynię w karocę a ty swoje szczęście zawdzięczasz tylko sobie…
Jagoda nieświadomie schowała kiedyś zniszczone pracą ręce, ale Danuta zauważyła ten gest.
Przytuliła ją mocniej, popłakała się i prosiła Jagodę o przebaczenie, ale ta już dawno nie miała żalu.
Najważniejsze było, iż miała na świecie kogoś bliskiego, dla kogo warto żyć i dbać…











