Naiwni młodzi chcieli być niezależni, wpadli w długi i stracili mieszkanie – prawdziwa historia o śl…

twojacena.pl 18 godzin temu

Wiesz co, Kasia, muszę Ci coś opowiedzieć, bo aż się w środku gotuję, jak o tym myślę. Kiedy nasza Zosia wyszła za mąż za Michała, to my, rodzice z obu stron, wspólnie stwierdziliśmy, iż młodym się należy start w życie. My z Rafałem trochę odłożyliśmy, teściowie też coś mieli na czarną godzinę, więc złożyliśmy kasę razem i wyszło nam akurat na małe mieszkanko w Warszawie. Chcieliśmy od razu je kupić i im przekazać, ale dzieciaki się uparły my niezależni, sami sobie wszystko załatwimy.

No i wyobraź sobie, po jakimś czasie dowiadujemy się, iż rzeczywiście kupili mieszkanie, ale trzypokojowe… Skąd taki rozmach? Oczywiście kredyt wzięli w złotówkach, bo przecież dadzą radę! No i kto spłaca raty? A no oni, przecież są dorośli i odpowiedzialni, tak nam powtarzali.

Potem im wpadło do głowy, iż koniecznie potrzebują samochodu. Bo mieszkanie jest na Bemowie, on pracuje na Mokotowie, a autobus za wolny. No więc auto, wiesz, nie jakieś używane, tylko nowe, prosto z salonu. Na raty! My mówiliśmy: po co, przecież można taniej, spokojniej… Ale nie, oni wiedzą lepiej.

Zaraz po tym zaszła Zosia w ciążę. Wymyślili, iż najlepiej byłoby urodzić za granicą bo obywatelstwo, lepsza opieka i takie tam. No więc kolejny kredyt, żeby mogła rodzić w dobrej klinice, lekarz na żądanie, wszystko tip-top.

Mała urodziła się zdrowa, ale wtedy zaczęli wymyślać remont pokoju dla dziecka. Oczywiście znowu kredyt! Pytaliśmy, czy mają z czego spłacać, zawsze ta sama śpiewka: my sobie radzimy, przecież jesteśmy samodzielni.

I jak to bywa, pech przyszedł nagle. Michała zwolnili z pracy, Zosia na macierzyńskim, pieniędzy brak. A raty lecą… No i jak tu wybrnąć? Błagali nas, żebyśmy sprzedali działkę na Mazurach, żeby jakoś wyjść na prostą. Nie chcieliśmy jej się pozbywać, serce bolało, ale co było robić musieliśmy ratować dzieci. Niestety, i to nie wystarczyło…

Musieli sprzedać mieszkanie, potem samochód, zostało im tylko kilka walizek. Teraz muszą mieszkać kątem u teściów. I w kółko słyszę żale, iż nic swojego nie mają, iż wszystko się rozpadło. A przecież nie musiało tak być, gdyby tylko posłuchali. Kredyty ciągną się za nimi dalej, parę lat im zostało do spłaty. Tylko smutek i łzy… Kasia, serce mi pęka, bo przecież człowiek tylko chciał im dobrze.

Idź do oryginalnego materiału