Natalia wracała z zakupów objuczona ciężkimi torbami. Już była pod domem, gdy zauważyła nieznane auto przy swojej bramie. — Kto to może być? Nikogo się nie spodziewam — pomyślała zaskoczona. Podchodząc bliżej, zobaczyła na podwórku młodego mężczyznę. — Przyjechał! — wykrzyknęła z euforią i rzuciła się, by uściskać syna. — Mamo, poczekaj, muszę ci coś powiedzieć — syn nagle się odsunął. — Co się stało? — zapytała z niepokojem Natalia. — Lepiej usiądź — cicho odrzekł Wiktor. Przysiadła na ławce, gotowa na najgorsze…

newskey24.com 2 dni temu

Dziś wracałam z targu obładowana ciężkimi siatkami. Ledwie doszłam pod dom, kiedy zauważyłam obcy samochód przy naszej bramie. Kto to może być? Nikogo się dziś nie spodziewam pomyślałam z niepokojem. Podchodząc bliżej, dostrzegłam na podwórzu młodego mężczyznę. To on! krzyknęłam i rzuciłam się w ramiona syna, by go wyściskać. Mamusiu, poczekaj. Muszę ci coś powiedzieć odsunął mnie niespodziewanie. Co się stało? ścisnęło mnie w środku. Lepiej usiądź wyszeptał cicho Michał. Przysiadłam na ławce, gotowa na najgorsze.

Od śmierci męża, dwa lata temu, mieszkam sama w naszym malowniczym Głuchowie. Michał, mój jedyny syn, najpierw odbył służbę wojskową, potem poszedł na studia do Warszawy i już nie wrócił do domu na stałe. Jest teraz inżynierem w fabryce, jakiś czas wynajmował pokój, ale ostatnio jego życie zupełnie się zmieniło. Szczegółami nigdy mnie nie wtajemniczał.

Wcześniej przyjeżdżał rzadko, dopóki nie kupił auta. W ostatnim roku pojawiał się nagle, bez zapowiedzi czegoś przywoził, zakupy, ubrania. Zawsze odmawiałam, ale i tak przynosił. Ostatnio podarował mi wełnianą chustę własnoręcznie robioną.

Nigdy jednak nie mówił, jak mu się życie układa. Zawsze: W porządku, mamusiu. Nie martw się. Ot i wszystko. Aż sąsiadka, młoda Justyna, która jechała do miasta, coś mi doniosła.

Dałam jej dla Michała domowe konfitury i marynowane grzybki przecież miałam do niego numer, więc pofatygowała się, by się z nim spotkać.

Wie pani co, pani Jadwigo? On do miasta autem przyjechał i jakaś kobieta z nim była. Wszystko odebrał, kazał pozdrowić, mówił, iż przyjedzie.

A kto to była? zapytałam zaskoczona.

Skąd mam wiedzieć? Nie wyszła z samochodu. Ale wyglądała na starszą od niego, powiem pani! Tak na oko z pięć lat, krągła, cała w makijażu.

Zamyśliłam się. Nigdy Michał ze mną nie dzielił się swoimi sprawami sercowymi. Trzeba będzie przy okazji się wypytać. gwałtownie nie musiałam czekać.

Wracałam właśnie z targu, gdy na podwórzu ujrzałam syna z chłopcem. Samochód pod bramą.

Synu! ruszyłam szybciej, żeby go objąć, ale odsunął się lekko i powiedział:

Cześć, mamo. Poznaj, to Jurek. Teraz jest dla mnie jak syn.

No to chodźcie do domu, po co tu na dworze rozmawiać.

Stół gwałtownie zastawiłam: ziemniaki jeszcze ciepłe, kapusta kiszona, ogórki, mięso prosto z garnka, miękkie i soczyste.

Jurek siedział posępnie i niezbyt chętnie grzebał w talerzu, choćby nie patrząc na mnie. Po jedzeniu wypiliśmy herbatę i posłałam chłopca na dwór niech się rozejrzy, a my sobie pogadamy.

Mamo, mam sprawę zaczął syn. Rok temu ożeniłem się z Anną. A dokładniej, wzięliśmy ślub cywilny. Jurek to jej syn. Nie mówiłem ci wcześniej, nie gniewaj się. Ania nie chciała poznawać teściowej.

Dlaczego? Taką złą jestem, czy co, prosta kobieta ze wsi i do niej nie pasuję?

Nie dlatego. W poprzednim małżeństwie jej teściowa była dla niej okrutna, awantury po całości. Odeszła przez nią od męża, a potem i mąż, i teściowa zmarli w jednym roku. Została jej po nich i kawalerka, i samochód. Kiedy się poznaliśmy, zaprosiła mnie do siebie, potem ślub. O teściowych nie chce choćby słyszeć.

A chłopca po co przywiozłeś? zdziwiłam się.

Teraz lato, a Anna w ciąży w sierpniu ma rodzić. Ciężko jej z Jurkiem, trzeba na niego uważać, a ja w pracy całe dnie. Nie przypilnuję do jesieni, a potem go zabiorę.

Popilnuję, czemu nie. Tylko czy on będzie tu chciał z babcią zostać?

A kogo to obchodzi? Matka powiedziała, musi słuchać.

Tego się nie spodziewałam po niej, ale nie komentowałam. Ani nie znam, nie będę oceniać. Chłopak osiem lat, będzie trochę gwarniej. A już niebawem i własnego wnuczka się doczekam, lub wnuczki! euforia wielka.

Rano syn pojechał, a Jurek przylgnął do okna, naburmuszony.

Podeszłam i zagadnęłam:

No to co, Jureczku, zabieramy się za życie. Możesz mówić do mnie „babciu Jadwigo”. Do której klasy idziesz?

Do drugiej burknął, nie patrząc.

Chodź, pokażę ci kury, obejście, ogród. Truskawki zaczynają dojrzewać, zaraz będziesz zbierał owoce, wcześnie u mnie.

Nie pójdę z panią.

Dlaczego? Nie skrzywdzę cię, a mój piesek Burek też cię nie skrzywdzi, jeżeli o niego się boisz.

Mama mówiła, iż jesteś zła. I i tak u pani długo nie będę. Burka się nie boję.

No to ładnie! A mama skąd wie, iż jestem zła, jak się nigdy nie spotkałyśmy? Siedź tu, jak chcesz. Ja idę do swoich zajęć, wnuczku.

Zostałam z tym żalem. Widać Anna musiała mieć ciężką rękę swojej dawnej teściowej, iż choćby dziecko uprzedza do mnie. No nic, dobrocią go przekonam.

Zabrałam się za pielenie i doglądanie kur i kaczki. Więcej nie potrzebuję. Mleko i sery kupuję u sąsiadek, u matki Justyny za złotówki. Sama im czasem jajka przyniosę czy trochę owoców. Tak żyjemy.

Tydzień minął. Jurek powoli zaczął wychodzić na podwórko. Raz pogłaszcze Burka, raz zajada się truskawkami. Do pomocy się nie rwał, a i nie przymuszałam. Raz wybierałam się na zakupy i zaproponowałam mu, żeby poszedł ze mną zgodził się.

W drodze powrotnej zagadywał cały czas, śmiało opowiadał. Od tamtej pory zmienił się nie do poznania sprzątał w domu, podlewał grządki, Burka sam karmił, zaprzyjaźnił się z chłopcami z sąsiedztwa, wieczorami nie sposób było go do domu zagonić.

Rozpromienił się. Sięgnął po starą książkę Robinsona Crusoe, jeszcze po Michale została. Zaczytywał się, a potem babci opowiadał i śmiał się z Piętaszka, gdy wieczorami siedziałam i robiłam na drutach. Wspominałam dzieciństwo syna taki sam był rozmowny i radosny.

W sierpniu przyjechał Michał z nowiną: córka im się urodziła, Julia. Jutro odbiera Anię z dzieckiem ze szpitala. Chciał podzielić się euforią i sprawdzić, jak radzi sobie Jurek.

Tato, mnie się tu z babcią Jadwigą świetnie mieszka, mogę jeszcze zostać? Siostrzyczkę zobaczę jak pójdę do szkoły!

Tak też zostało do września. Spakowałam dla wnuczki prezenty zrobiłam na drutach malutkie skarpetki, czapeczkę i puchowy kocyk. Ani rękawiczki. Syn ucałował mnie, uścisnął Jurka jak dużego i wyjechali.

Pod koniec sierpnia Jurek grał piłką z kolegami, kiedy pojawił się samochód przy drodze. Wszyscy patrzyli na gości. Samochód zatrzymał się przy naszym domu. Wysiadła z niego okrągła kobieta z dzieckiem na rękach, za nią Michał. Zabrał córeczkę z rąk żony, a do niej już pędził Jurek.

Mama przyjechała! krzyknął i potknął się o kamień.

Ale nie popłakał się, tylko przyłożył do kolana liść babki, jak nauczyli chłopcy. Ania pocałowała go, wzięła za rękę i poszli do domu.

Czemu Jurek tak biega po ulicy bez opieki? rzuciła na dzień dobry.

Witaj, córko odpowiedziałam ciepło. Dobrze, iż się spotkałyśmy. U nas tu chłopcy zawsze na dworze, grają, a Jurek mi pomaga w domu i w ogródku. Niech się pobawi.

Potem podeszłam do wnuczki. Spała cichutko, taka śliczna, aniołek… Łzy same mi popłynęły.

Nakarmiłam rodzinę świeżym barszczem ze śmietaną, domowym chlebem. Zaczęłam wypytywać, jak się żyje.

Przyjechaliśmy po Jurka powiedziała stanowczo Ania. niedługo szkoła. Pewnie się tu wam znudził, a i on pewnie już chce do miasta.

Jurek wstał i głośno zawołał:

Nie chcę do miasta! Chcę być z babcią Jadwigą! Mamo, okłamałaś mnie, iż ona jest zła. Jest bardzo dobra!

Policzki Ani pokryły się rumieńcem, oczy zaszkliły.

Jurku, nie powinno się tak mówić mamie. Przeproś i idź się bawić, tylko nie wychodź z podwórka powiedziałam spokojnie.

Opuścił głowę, obiecał poprawę i wyszedł.

Aniu, nie martw się. Wychowałaś porządnego, grzecznego chłopaka. Dziękuję, iż mogłam go mieć przez całe lato, była to dla mnie wielka radość. Niech przyjeżdża jak najczęściej.

Julka zapłakała, więc Ania pobiegła do niej. Dwa dni spędzili jeszcze u mnie. Michał coś naprawił, poprawił. Ania nie odchodziła od córki, ja gotowałam, dbałam o swoich. A Jurek albo mnie pomagał, albo siostrą się opiekował i opowiadał, jak dobrze mu było.

Kiedy ruszyli w drogę, Michał, Jurek i Julia pożegnali się ze mną. Ania podeszła, objęła mnie i cicho wyszeptała:

Dziękuję, mamo. Swojej mamy już nie pamiętam, a nie wiedziałam, iż teściowe potrafią być tak dobre. Proszę, wybacz mi. Bardzo kocham Michała, dobrze go pani wychowała.

Teraz już twój, córko, ale moja euforia ogromna. I Jurka przywoź pokochałam go jak własnego.

Rozstaliśmy się pogodzeni. Na zimę dzieci zabrały mnie do siebie, bym pomogła z maluchami i w domu. I teściowa z synową żyły w zgodzie, ku uciesze Michała i bystrego Jurka.

Idź do oryginalnego materiału