Natalio Stefanówno, nie zamierzam dłużej żyć z twoim synem, możesz mu to przekazać — powiedziała Krystyna.

twojacena.pl 3 godzin temu

— Natalio Stefanówno, nie zamierzam dłużej żyć z twoim synem, możesz mu to przekazać — powiedziała Krystyna.

Teściowa spojrzała na nią zimno.

— A z kim będziesz żyła? Komu jesteś potrzebna z dzieckiem? Jakoś nie widzę kolejki książąt pod twoim płotem — mruknęła teściowa.

Krystyna pakowała rzeczy córki ze spokojem.

Swoje już spakowała do torby.

Wzięła tylko to, co najpotrzebniejsze.

Resztą zajmie się później bez żalu.

Jej ruchy były spokojne i metodyczne.

Włożyła do torby ciepły kombinezon Zosi.

W myślach postawiła mały haczyk.

Spakowała też ulubione buciki.

Kolejny haczyk w głowie.

Nie płakała już dzisiaj wcale.

Nie przeżywała tego nowego dramatu.

Bezsenna noc wystarczyła, by podjąć ostateczną decyzję.

Z Krzysztofem muszą się wreszcie rozstać.

Słyszała dokładnie, kiedy wrócił do domu.

Zajrzał do sypialni bardzo cicho.

Nie zastawszy tam żony, uchylił drzwi pokoju dziecięcego.

Krystyna udawała wtedy głęboko śpiącą.

Rano przed wyjściem do pracy Krzysztof też podszedł.

Podszedł do drzwi pokoju Zosi.

Postał tam chwilę, pokręcił się nerwowo.

Ale nie odważył się wejść do środka.

Rozmowę z żoną odłożył na sam wieczór.

Ale żadnej rozmowy już nie będzie.

Za pół godziny Krystyna wezwie taksówkę.

Razem z dwuletnią Zosią pojedzie do swoich rodziców.

Po tym, co wydarzyło się wczoraj, nie chce niczego.

Nie chce z Krzysztofem rozmawiać.

Nie chce choćby na niego patrzeć.

Do tego, iż wracał pod gazem co piątek, przywykła.

Ale wczoraj była zwykła środa.

Poza tym rano prosiła męża o przysługę.

Prosiła, żeby wrócił wcześniej z pracy.

Chciała, żeby posiedział z córką.

Ona miała spotkać się z koleżanką.

Wiola obiecała znaleźć jej dobrą pracę zdalną.

Nie odważyła się zostawić córki z pijanym mężem.

Zadzwoniła do Wioli z wielkim żalem.

Prosiła o przełożenie spotkania na inny dzień.

Krzysztofowi się to bardzo nie spodobało.

— Do kogo dzwonisz? O jakie spotkanie się umawiasz? — rzucił się na Krystynę.

— Rozmawiam z Wiolą. Miałyśmy się spotkać, ale nie mogę zostawić z tobą Zosi.

— Dlaczego nie możesz? — wrzeszczał mąż.

— Spójrz na siebie w lustro — jak wyglądasz. Idź się prześpij, jutro masz pracę — powiedziała Krystyna.

Odwróciła się i poszła spokojnie do kuchni.

— Stój! — krzyknął Krzysztof.

Złapał żonę mocno za rękę.

— Co ci się w moim stanie nie podoba? Hę?

Posiedział trochę z chłopakami u Witka.

U Witka były przecież urodziny.

Pomyślisz sobie, księżniczko!

Sam decyduję, jak mam wracać do domu.

Jasne? — pytań było za wiele.

Krystyna próbowała uwolnić swoją rękę.

— Puść! Boli mnie! Zupełnie ci odbiło!

Szarpnęła gwałtownie ręką.

Krzysztof zachwiał się na nogach.

O mało nie upadł na podłogę.

— A, ty tak! — wrzasnął wściekły.

W następnej chwili jego pięść uderzyła ją w nos.

Krystyna złapała się rękami za twarz.

Krzysztof sam chyba nie spodziewał się tego.

Puścił rękę żony i zaniemówił.

Próbował coś jeszcze powiedzieć na usprawiedliwienie.

Ale ona odwróciła się i poszła do córki.

— Pomyślisz sobie, księżniczko! — znów krzyknął mąż.

Wybiegł z mieszkania trzaskając drzwiami.

Księżniczką nazywała Krystynę teściowa.

Dziewczyna od razu nie spodobała się Natalii Stefanównie.

— Dwadzieścia jeden lat, a wciąż siedzi na karku rodziców. Uczy się!

A ja w jej wieku miałam już dziecko.

Drugie miałam już w drodze.

Mąż, dom, ogródek, całe gospodarstwo!

A ona się ciągle uczy!

Księżniczka! Będziesz się z nią męczył, Krzysiu.

Wybrałbyś sobie dziewczynę prostszą!

Rodzice Krystyny też nie byli zachwyceni zięciem.

— Krystyno, po co się tak śpieszysz?

Krzysztof nie jest jedynym mężczyzną na świecie!

Zakochałaś się? No to się spotykajcie.

Możecie choćby razem zamieszkać.

Choć wiesz dobrze, jak do tego podchodzę.

Nie od razu za mąż!

Pomyśl: czy jesteś gotowa spędzić z nim życie?

Przyjrzyj się jego rodzinie.

I dopiero wtedy zdecyduj rozsądnie.

Więc Krystyna wtedy zdecydowała.

Że jej decyzja była błędna, zrozumiała szybko.

Zrozumiała to już po pół roku.

Mogła wtedy jeszcze odejść.

Ale po pierwsze, wstyd było przyznać rację rodzicom.

Po drugie, była już w ciąży.

Pojawienie się Zosi niczego nie zmieniło.

Krzysztof wciąż uważał inaczej.

Wszystkie domowe obowiązki to sprawa żony.

Opieka nad dzieckiem to też jej problem.

Jej złe samopoczucie nic nie znaczyło.

Choroba córki nie była żadnym usprawiedliwieniem.

Jeśli nie było obiadu, była awantura.

Jeśli mieszkanie było nieposprzątane, krzyczał.

— Z jednym dzieckiem nie możesz sobie poradzić!

A inne kobiety wszystko ogarniają!

Pewnie jak ja idę do pracy, ty śpisz!

Nie może być, żebyś cały dzień nic nie robiła.

Zdrada i brak szacunku dobiły miarkę.

Zakończ to raz na zawsze.

Idź do oryginalnego materiału