REKLAMA
Zobacz wideo
Tym różni się nauka w Stanach od nauki w Polsce. "Nie siedzą w sali"
Jasne stawianie granic? "To trudne, ale nie niemożliwe"- Oj, byłam tym nauczyciele, który zwyczajnie dał sobie wejść na głowę. Chciałam być otwarta, pomocna i zawsze dostępna. Przepłaciłam to swoim zdrowiem, tym fizycznym i psychicznym, bo rodzice często wykorzystywali moją dostępność. Były telefony po nocach, odpisywanie na "pilne" wiadomości w weekendy - opowiada eDziecku pani Iza, nauczycielka historii z 12-stoletnim stażem pracy. - Kiedy nauczyciel nie stawia granic, bardzo łatwo o nieporozumienia. To trudne, ale nie niemożliwe. Teraz już to wiem, więc na pierwszych spotkaniach z rodzicami mówię prosto z mostu, jak sprawa wygląda, iż mam dyżury, iż jestem dostępna, ale nie będę odbierać telefonów w piątek o 22:00, czy odpisywać na maile, kiedy mam dzień wolny - dodaje moja rozmówczyni i przyznaje, iż jednak najbardziej chciałaby "skończyć z pielgrzymkami".Mam czasem wrażenie, iż rodzice nie ufają nauczycielom, więc podważają ich zdanie i autorytet. Wtedy też zaczynają się pielgrzymki do dyrekcji, do kuratorium, bo ich zdaniem uczniowi dzieje się krzywda, co oczywiście nie jest prawdą- dopowiada. - Rodzice są różni. Od takich, którzy słuchają nauczycieli, rozmawiają, współpracują, po takich, którzy wiedzą wszystko absolutnie najlepiej. Najgorzej jest w placówkach prywatnych. Wiadomo: płacę - wymagam. To rodzice decydują, co panie kucharki powinny przyrządzać na obiad oraz jaka powinna być tematyka zajęć edukacyjnych - opowiada nam pani Agata, była wychowawczyni grupy w prywatnym, warszawskim przedszkolu, cytowana w jednym z naszych artykułów. Poprawa komunikacji i współpracy. To pomoże?Nauczyciele uważają, iż stary model relacji między rodziną a szkołą zdezaktualizował się. Problem w tym, iż dziś przez cały czas nie zdefiniowano na nowo, jak w dzisiejszych warunkach powinny wyglądać wzajemne stosunki.
Wniosek? Rodzice, nie tylko uczniowie, potrzebują wyraźnych granic. "To sekret dobrych relacji z nauczycielem. Dobre relacje wiążą się z wyraźnym podziałem odpowiedzialności" - podaje portal strefaedukacji.pl. Kluczem jest tu więc poprawa komunikacji i współpracy między nauczycielami, rodzicami i uczniami. "Słynna 'roszczeniowość' rodziców rzadko wynika ze złej woli, najczęściej rodzi się z przeciążenia odpowiedzialnością. Za wszystko naraz: zdrowie, rozwój, wygląd, bezpieczeństwo, wychowanie i edukację. Gdy odpowiedzialność nie może zostać realnie podzielona, pojawia się lęk, a wraz z nim potrzeba kontroli. Szkoła staje się wtedy miejscem napięcia, zamiast przestrzenią zaufania" - czytamy dalej w przytoczonym artykule.A Ty? Co sądzisz o podejściu nauczycieli i "roszczeniowości" rodziców? Czy to Twoim zdaniem poważny problem? A może błahostka? Daj znać, co myślisz. Napisz: anita.skotarczak@grupagazeta.pl.













