Nie będę mogła zostać Twoją mamą ani nigdy Cię pokochać, ale będę się o Ciebie troszczyć i nie powinieneś mieć mi tego za złe. Przecież u nas i tak będzie Ci lepiej niż w domu dziecka. Dziś był trudny dzień – Janek chował swoją siostrę. Choć bywała kłopotliwa, była mu bliska. Nie widzieli się ponad pięć lat, aż los doświadczył ich tragedią. Wika robiła co mogła, by wspierać męża, próbowała większość obowiązków wziąć na siebie. Po pogrzebie pozostała im jeszcze jedna, równie ważna sprawa. Po Irenie, siostrze Janka, został jej mały syn. Wszyscy krewni, którzy przyszli pożegnać Irenę, od razu uznali, iż to młodszy brat musi wziąć odpowiedzialność. Bo przecież kto, jak nie rodzony wujek, powinien zatroszczyć się o chłopca? Dlatego nie dyskutowano, decyzję uznano za oczywistą. Wika rozumiała sytuację, nie była przeciw, ale miała jedno „ale”. Nigdy nie chciała dzieci – swoich czy cudzych. Taką decyzję podjęła dawno temu. Powiedziała o tym Jankowi przed ślubem, a on zlekceważył temat – kto myśli o dzieciach w wieku trochę ponad dwadzieścia lat? Ustalili, iż będą żyć dla siebie, tak postanowili dziesięć lat temu. A teraz musiała przyjąć zupełnie obce dziecko. Nie było wyjścia – oddać chłopca do domu dziecka Janek nie pozwoli, a Wika nie miałaby odwagi zaproponować takiej rozmowy. Wiedziała, iż nigdy nie pokocha tego chłopca i nie zostanie mu matką. Mikołaj, bo tak miał na imię, był dojrzały jak na swój wiek – rozumiał więcej niż siedmiolatki. Wika postanowiła powiedzieć mu wszystko prosto. – Mikuś, gdzie chciałbyś mieszkać? U nas czy w domu dziecka? – Chciałbym mieszkać u siebie, sam. – Ale nie możesz, masz dopiero siedem lat. Musisz wybrać. – W takim razie z wujkiem Jankiem. – Dobrze, pojedziesz z nami, ale muszę powiedzieć Ci jedno: nie będę Twoją mamą i nie będę Cię kochać, ale będę się o Ciebie troszczyć i nie miej mi tego za złe. U nas będzie Ci lepiej niż w domu dziecka. Formalności częściowo załatwili, wrócili do domu. Wika sądziła, iż po szczerej rozmowie nie musi udawać troskliwej ciotki – może być po prostu sobą. Nakarmić, wyprać, pomóc w lekcjach – to nie problem, ale nie zamierzała angażować się emocjonalnie. A Mikołaj nie zapominał choćby na chwilę, iż jest niekochany, więc starał się dobrze zachowywać, by nie trafić do domu dziecka. Zamieszkał w najmniejszym pokoju, który musieli najpierw całkiem dla niego przygotować. Wika uwielbiała urządzanie wnętrz – tapety, meble, dekoracje, w tym się odnajdywała. Pozwoliła Mikołajowi wybrać tapety, resztę dobierała sama. Nie oszczędzała – była szczodra, po prostu nie lubiła dzieci, ale pokój miał być piękny. Mikołaj był zachwycony! Szkoda tylko, iż mama nie zobaczy, jaką ma teraz fajną przestrzeń. Ach, gdyby tylko Wika go pokochała. Jest dobra, tylko nie umie kochać dzieci. Często tak rozmyślał przed snem. Mikołaj potrafił cieszyć się z każdej drobnostki. Wypady do zoo, parku rozrywki, cyrku – chłopiec tak szczerze się zachwycał, iż Wika zaczęła sama czerpać z tego radość. Lubiła zaskakiwać go i patrzeć na jego reakcję. W sierpniu mieli lecieć nad morze z Jankiem, a Mikołajem na dziesięć dni miała zająć się ich kuzynka. Wika w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Nagle bardzo chciała, by Mikołaj zobaczył morze. Janek się zdziwił, ale po cichu był z tego naprawdę zadowolony. Bardzo się do chłopca przywiązał. A Mikołaj był prawie szczęśliwy! Gdyby tylko jeszcze go kochali… Ale trudno, zobaczy morze! Wyjazd był cudowny. Morze ciepłe, owoce soczyste, nastrój rewelacyjny. Ale wszystko kiedyś się kończy – skończyły się wakacje. Wracali do codzienności – praca, dom, szkoła. Ale coś się zmieniło: pojawiło się uczucie ruchu, drobnej radości, oczekiwania na cud. I cud się wydarzył – Wika wróciła znad morza z nowym życiem. Jak to możliwe, skoro przez lata skutecznie unikali niespodzianek? Nie wiedziała co robić. Powiedzieć mężowi, czy rozwiązać wszystko sama? Po pojawieniu się Mikołaja nie była już pewna, czy Janek przez cały czas jest przekonany do życia bez dzieci. Z euforią spędzał z chłopcem czas, chodził z nim choćby na mecze. Jeden krok wykonała, drugiego już nie była w stanie. Podjęła trudną decyzję. Siedziała w klinice, gdy ze szkoły zadzwoniono: Mikołaja zabrano karetką – podejrzenie wyrostka robaczkowego. Decyzje musiały poczekać. Wpadła do szpitala. Mikołaj leżał bledziutki, gorączkował. Jak ją zobaczył, rozpłakał się. – Wika, proszę, nie odchodź, boję się. Bądź dziś moją mamą – tylko jeden dzień i już nigdy potem nie będę prosił. Chłopiec mocno ściskał jej rękę, łzy płynęły strumieniami. Wika nigdy nie widziała go płaczącego, oprócz dnia pogrzebu. Teraz zupełnie się rozkleił. Wika przytuliła jego rękę do swojej twarzy. – Wytrzymaj, skarbie. Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko będzie dobrze. Jestem tu z Tobą, nigdzie nie idę. Boże, jak bardzo go w tej chwili kochała! Ten chłopiec z zachwyconymi oczami – był najważniejszy w jej życiu. Chcąc nie mieć dzieci – co za głupota. Dziś wieczorem opowie Jankowi o nowym dziecku. Podjęła decyzję, gdy Mikołaj z bólu jeszcze mocniej ścisnął jej rękę. Minęło dziesięć lat. Dziś Wika ma prawie jubileusz – dokładnie 45 lat. Będą goście, życzenia. Póki co, przy kawie, ogarnęło ją wzruszenie. Jak gwałtownie minął czas. Młodość, dorosłość. Jest teraz szczęśliwą żoną i mamą dwójki dzieci. Mikołaj ma już prawie osiemnaście, a Zuzia dziesięć lat. I niczego nie żałuje. Choć jest jedna rzecz, którą bardzo, bardzo żałuje. Tamtych słów o braku miłości. Jak chciałaby, aby Mikołaj ich nie pamiętał, zapomniał i nigdy nie wracał do nich myślami. Po tamtym dniu w szpitalu, często mówiła mu o swojej miłości, ale nie odważyła się nigdy zapytać, czy pamięta jej pierwsze wyznania.

twojacena.pl 13 godzin temu

Nie będę mogła zostać twoją mamą ani cię pokochać, ale będę się tobą opiekować i nie możesz się na mnie gniewać. Bo u nas i tak będziesz miał lepiej niż w domu dziecka.

Dzisiaj był naprawdę ciężki dzień. Janek pochował swoją siostrę. Co prawda niesforną, ale przecież własną. Nie widzieli się prawie pięć lat, i proszę tragedia.

Jego żona, Milena, jak mogła, wspierała męża i starała się przejąć na siebie większość obowiązków.

Ale po pogrzebie czekała ich jeszcze jedna, nie mniej ważna sprawa. Po Irminie, siostrze Janka, został mały synek. Wszyscy krewni, którzy w ten dzień żegnali Irminę, jakoś naturalnie postanowili zrzucić całą odpowiedzialność na młodszego brata zmarłej.

No bo kto, jeżeli nie rodzony wujek, ma się zająć chłopakiem? Temat był nie do dyskusji, wszyscy uznali, iż tak właśnie ma być.

Milena wszystko rozumiała, nie była jakoś specjalnie przeciwna, ale jedno ale skrobało ją w duszy. Ona nigdy nie chciała mieć dzieci. Ani własnych, ani tym bardziej cudzych.

To postanowienie podjęła już dawno i szczerze wyznała je Jankowi przed ślubem. Jakoś lekceważąco to potraktował. Zresztą, kto się w wieku dwudziestu kilku lat na poważnie zastanawia nad dziećmi? Nie i nie, będziemy żyć dla siebie tak ustalili dziesięć lat temu.

A teraz Milena musiała przyjąć do siebie całkiem obcego chłopca. Nie było wyjścia. Oddać go do domu dziecka Janek by nigdy nie pozwolił, a ona sama choćby nie potrafiłaby zacząć takiej dyskusji.

Milena wiedziała, iż nigdy go nie pokocha i tym bardziej nie będzie matką. Chłopiec był zaskakująco dojrzały jak na siedem lat, więc postanowiła powiedzieć mu wprost.

Władku, gdzie wolisz mieszkać u nas czy w domu dziecka?

Chcę mieszkać w domu sam.

Ale sam ci nie pozwolą, jesteś jeszcze za mały. Musisz wybrać.

W takim razie u wujka Janka.

Dobrze, pojedziesz z nami, ale muszę ci coś ważnego powiedzieć. Nie będę twoją mamą i nie pokocham cię, ale zaopiekuję się tobą i nie powinieneś się na mnie gniewać. Bo u nas i tak będzie ci lepiej niż w domu dziecka.

Formalności zostały częściowo załatwione i wreszcie mogli wrócić do domu.

Milena uważała, iż po tej rozmowie już nie musi udawać serdecznej ciotki przed Władkiem. Może po prostu być sobą. Nakarmić, wyprać, pomóc z lekcjami to nie problem, ale serca oddać tego już nie.

A mały Władek od tej pory co chwilę myślał, iż jest niekochany i żeby nie wylądować w domu dziecka, musi się porządnie zachowywać.

W domu dostał najmniejszy pokój. Najpierw trzeba było go całkiem przerobić.

Wybór tapet, mebli, dekoracji to było coś, co Milena uwielbiała. Z zapałem rzuciła się w urządzanie dziecięcego pokoiku.

Władek mógł wybrać tapetę, resztą zajęła się Milena. Na pieniądzach nie oszczędzała nie była w końcu skąpa, tylko nie przepadała za dziećmi, więc pokoik wyszedł naprawdę ładny.

Władek był wniebowzięty! Szkoda tylko, iż mama nie widzi, jaki teraz ma pokój. Eh, gdyby Milena jeszcze mogła go pokochać. Jest dobra, sympatyczna tylko dzieci nie są jej bajką.

O tym Władek często rozmyślał wieczorami przed snem.

Cieszył się z wszystkiego: z cyrku, zoo, parku rozrywki tak szczerze wyrażał zachwyt, iż Milena zaczęła naprawdę lubić te wspólne wypady. Spodobało jej się zaskakiwać chłopca i potem patrzeć, jak reaguje.

W sierpniu mieli lecieć z Jankiem nad Bałtyk, a Władkiem miała się na te dziesięć dni zająć bliska krewna.

A jednak prawie w ostatniej chwili Milena zmieniła plany. Nagle nalegała, żeby chłopiec zobaczył morze. Janek był trochę zaskoczony, ale w sumie bardzo się ucieszył. Po cichu mocno przywiązał się do Władka.

A Władek? Niemal uszczęśliwiony! No, gdyby jeszcze go ktoś pokochał! Ale co tam zobaczy morze!

Wyjazd wyszedł świetnie. Morze ciepłe, owoce soczyste, humor dopisywał. Ale wszystko, co dobre, gwałtownie się kończy, urlop też.

I tak wrócili do codzienności: praca, dom, szkoła. Coś jednak się zmieniło. Pojawiło się nowe uczucie. Trochę jakby życie nabrało sensu, takiego subtelnego szczęścia, oczekiwania czegoś magicznego.

I stał się cud Milena wróciła znad morza z małą niespodzianką. Jak to możliwe, skoro tyle lat skutecznie unikała podobnych niespodzianek?

Co zrobić? Powiedzieć Jankowi czy załatwić wszystko sama? Po Władku nie była pewna, czy mąż jest takim zdeklarowanym childfree. Uwielbiał być z chłopcem, uczył go gry w piłkę, pomagał w nauce, zabierał na mecze.

Nie, na jeden wyczyn Milena się zdobyła, ale na drugi już nie miała sił. Sama podjęła istotną decyzję.

Siedziała w klinice, gdy nagle zadzwonił telefon ze szkoły. Władek pojechał karetką do szpitala z podejrzeniem zapalenia wyrostka. Więc wszystko się opóźnia.

Wpadła do szpitalnej izby przyjęć. Władek leżał blady na kozetce, trzepał go dreszcz. Gdy zobaczył Milenę, rozpłakał się.

Milena, proszę, nie odchodź. Boję się. Bądź moją mamą, chociaż dzisiaj, tylko jeden dzień. Obiecuję, potem już nigdy nie będę prosił.

Chłopiec kurczowo trzymał jej rękę, łzy ciekły ciurkiem istna histeria. Milena nigdy nie widziała go płaczącego, tylko w dzień pogrzebu.

A teraz się rozpłakał na całego.
Milena przytuliła jego rękę do policzka.

Kochanie, wytrzymaj. Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko będzie dobrze. Jestem tu, nie odejdę.

Boże, jak ona go wtedy kochała! Ten zachwycony chłopiec był najważniejszy na świecie.

Bycie childfree zabrzmiało jak głupota. Dziś wieczorem powie Jankowi o przyszłym dziecku. Decyzja przyszła właśnie wtedy, gdy Władek jeszcze mocniej ścisnął jej rękę z bólu.

Minęło dziesięć lat.
Dziś Milena obchodzi prawie jubileusz, czyli okrągłe 45 lat! Będą goście, życzenia. A póki co przy kawie naszła ją nostalgia.

Jak gwałtownie minął czas. Młodość, wczesna dorosłość wszystko za nią. Stała się szczęśliwą żoną, mamą dwójki wspaniałych dzieci. Władek ma już prawie osiemnaście, a Zuzia dziesięć. I nie żałuje niczego.

No, prawie niczego. Jest jedna rzecz, której bardzo żałuje. Tych słów o braku miłości. Jak bardzo chciałaby, by Władek o nich nie pamiętał, żeby wymazał i nigdy nie wracał myślą.

Po tamtym dniu w szpitalu starała się mówić mu jak najczęściej, iż go kocha, ale czy on pamiętał te pierwsze słowa? Milena nigdy nie miała odwagi spytać.

Idź do oryginalnego materiału