Nie mogę być dla ciebie mamą, nie potrafię cię pokochać, ale będę się tobą opiekować i nie powinieneś się obrażać. Przecież u nas i tak będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Dzień był ciężki jak kamień w koronie. Jan chowal dziś swoją siostrę. Nie była najłatwiejsza, ale jednak bliska krwią. Przez prawie pięć lat nie mieli okazji się spotkać i przyszło im żegnać się na pogrzebie w Krakowie, wśród szaroburych kamienic i nieodgadnionego wiatru. Wszyscy stali milcząco, rozciągnięci między wspomnieniami a żałobą.
Weronika, jak potrafiła, wspierała męża, przejmując większość spraw organizacyjnych. Ale po pogrzebie czekało ich jeszcze jedno zadanie najważniejsze, bo dotyczyło przyszłości. Irena, siostra Jana, zostawiła po sobie synka, który został w świecie bez matki. Rodzina, przy śliwkowym torcie i herbacie w kuchni, podzieliła temat tak, iż odpowiedzialność spadła na młodszego brata. Takie decyzje w polskich domach rozkładają się naturalnie, pytania choćby nie padają, tylko spojrzenia przenoszą troski z jednej osoby na drugą.
No bo kto, jak nie wujek, miałby zająć się chłopcem? Wszyscy przyjęli to za oczywiste rozwiązanie.
Weronika rozumiała sytuację. Nie była przeciwna, ale miała jedno ale w jej duszy od dawna mieszkało przekonanie, by nie mieć dzieci. Ani własnych, ani cudzych. To była jej droga już przed ślubem, wyznana szczerze Janowi, który, mając kilka ponad dwadzieścia lat, potraktował to lekko, jak idealizm młodości. No i dobrze, będziemy dla siebie, uzgodnili dekadę temu w Zakopanem przy oscypku, patrząc na Tatry.
Teraz jednak zderzyła się z koniecznością przyjęcia do domu zupełnie obcego chłopca. Nie było wyjścia. Oddać Kacpra tak miał na imię chłopiec do domu dziecka Jan nigdy by nie dopuścił. A i Weronika nie odważyłaby się choćby zacząć takiej rozmowy.
Wiedziała, iż nie pokocha tego dziecka, nie zastąpi mu matki. Chłopiec był dojrzalszy niż wskazywał wiek i Weronika zdecydowała się powiedzieć mu prawdę.
Kacprze, gdzie chciałbyś mieszkać u nas, czy w domu dziecka?
Chciałbym mieszkać sam, we własnym mieszkaniu odpowiedział, patrząc na nią spod burzy brwi.
Ale sam nie możesz, masz przecież siedem lat. Musisz wybrać.
To chcę z wujkiem Janem.
Dobrze, zamieszkasz z nami, ale muszę ci powiedzieć coś ważnego. Nie będę dla ciebie mamą i nie pokocham cię. Ale będę się tobą opiekować. Nie obrażaj się, bo u nas będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Część formalności udało się załatwić, wrócili do domu.
Weronika poczuła ulgę; po tej rozmowie nie musiała już udawać troskliwej cioci, mogła być sobą. Nakarmić, wyprać, pomóc w lekcjach z tym nie miała problemu. Ale oddać serce i duszę to już nie.
Mały Kacper nie zapominał choćby na chwilę, iż nie jest kochany. By nie zostać odesłanym do domu dziecka, trzymał się zasad, starał się być grzeczny.
Wybrano dla niego najmniejszy pokój. Najpierw trzeba było zaaranżować to miejsce. Wybranie tapet, mebli, dodatków to była pasja Weroniki rzuciła się w ten proces z niepojętym entuzjazmem.
Kacprowi pozwolono wybrać tapetę resztę dobrała Weronika. Nie szczędziła złotówek, bo nie była skąpa, tylko nie lubiła dzieci. Pokój wyszedł piękny, jak ilustracja z bajki o Lajkoniku.
Kacper był szczęśliwy! Szkoda tylko, iż mama nie zobaczy, jak wygląda jego pokój. Ech, gdyby Weronika mogła go pokochać. Była dobra, uprzejma tylko dzieci nie kocha.
Często rozmyślał o tym przed snem, patrząc przez okno, gdzie dorożki magicznie sunęły po bruku.
Kacper cieszył się z wszystkiego z cyrku, zoo, parku linowego na krakowskich Błoniach. Okazywał euforia tak szczerze, iż Weronika sama zaczęła czerpać z tych wycieczek przyjemność. Lubiła go zaskakiwać, a jeszcze bardziej patrzeć na jego reakcje, jakby dostawała klucz do zapomnianych własnych emocji.
W sierpniu mieli lecieć nad Bałtyk, a Kacpra na dziesięć dni miała wziąć ich bliska krewna.
Ale nagle, tuż przed wyjazdem, Weronika wszystko przemeblowała w głowie chciała, by chłopiec zobaczył morze. Jan się zdziwił jej zmianą, ale ucieszył się w duchu, bo coraz bardziej zżywał się z chłopcem.
Kacper był prawie szczęśliwy! Gdyby tylko był kochany. Ale cóż przynajmniej zobaczy morze!
Podróż była jak ze snu o słońcu. Morze ciepłe jak zupa, owoce słodkie i soczyste jak te z bazaru, humor doskonały. Ale wszystko mija wakacje też.
Wrócili do codzienności praca, dom, szkoła, szare ranki. Coś się jednak zmieniło w ich skromnym świecie pojawiło się lekkie drżenie, przeczucie cudu, nadzieja na coś niewypowiedzianego.
Cud się wydarzył. Weronika wróciła znad morza z nowym życiem. Jak to się w ogóle stało, skoro tyle lat skutecznie unikała niespodzianek?
Nie wiedziała, co robić. Powiedzieć Janowi czy rozstrzygnąć wszystko sama? Od czasu pojawienia się Kacpra, nie była już taka pewna, czy jej mąż jest przekonanym bezdzietnym. Uwielbiał zabawy z chłopcem, chodził z nim na mecze Wisły Kraków.
Jednego wyzwania się podjęła, ale drugiego już nie była gotowa. Podjęła trudną decyzję sama.
Siedziała w klinice przy ul. Kopernika, gdy zadzwonił telefon ze szkoły. Kacper został odwieziony karetką z podejrzeniem zapalenia wyrostka. Wszystko się odłożyło.
Weronika wpadła do szpitalnego przedsionka. Chłopiec leżał na leżance, blady jak mokry papier, trząsł się z zimna. Gdy ją zobaczył, rozpłakał się.
Weroniko, proszę, nie odchodź, boję się. Bądź dziś moją mamą. Tylko jeden dzień, błagam. Potem już nigdy nie będę prosił.
Chwycił jej rękę tak mocno, iż aż bolało, łzy spływały jak wiosenne burze. Miał prawdziwy atak paniki. Weronika nigdy nie widziała go płaczącego, poza dniem pogrzebu.
Teraz wylała się na niego cała tęsknota.
Weronika przycisnęła jego dłoń do własnego policzka.
Mój chłopcze, wytrzymaj jeszcze chwilę. Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko będzie dobrze. Jestem przy tobie, nie odejdę.
Boże, jak ona go wtedy kochała! Ten chłopiec o błyszczących oczach był najważniejszą istotą w jej świecie.
Bez dzieci, cóż za bzdura. Wieczorem opowie Janowi o przyszłym dziecku. To decyzja pojawiła się dokładnie wtedy, gdy Kacper zacisnął jej dłoń z bólu jeszcze mocniej.
Minęło dziesięć lat.
Dziś Weronika ma niemal jubileusz, okrągłą rocznicę 45 lat. Będą goście, życzenia, kwiaty. A póki co, siedzi nad filiżanką kawy i wspomnienia zalewają ją jak ciepły deszcz.
Jak gwałtownie minęły młode lata! Już dawno przeszła przez próg kobiecości, została szczęśliwą żoną i mamą dwójki cudownych dzieci. Kacper ma prawie osiemnaście lat, Zofia dziesięć. Niczego nie żałuje.
Choć jest jedno wspomnienie, którego żałuje najbardziej słów o braku miłości. Jakby chciała, by Kacper ich nie pamiętał, by zapomniał, nigdy nie wspominał.
Po tamtym dniu w szpitalu Weronika starała się często mówić chłopcu o swojej miłości, ale czy Kacper pamięta pierwsze jej wyznania? Nigdy nie odważyła się zapytać.














