Nie będę i już. Powodów jest kilka, ale dwa najpoważniejsze.
Po pierwsze, nie aspiruję do bycia gwiazdą. Nie lubię blasku fleszy ani prezentowania się na forum. Wolę działać w zaciszu własnego domu. Co prawda od wielu lat maluję i piszę, ponoć nieźle, ale nie biorę udziału w konkursach, poza tymi organizowanymi w grupach na Facebooku. Nie chcę przez przypadek zająć jakiegoś miejsca i zostać postawiona przed koniecznością udziału w uroczystej gali. Jestem domatorką i introwertyczką, a z takimi imprezami zupełnie mi nie po drodze.
Taka byłam od zawsze. Już w szkole miałam problem z odpowiedziami ustnymi i wszelkimi akademiami, od których uciekałam jak diabeł od święconej wody. Nie lubiłam też zgłaszać się jako pierwsza do odpowiedzi i nic sobie nie robiłam z uwag nauczycieli na ten temat.
Z tego samego powodu zrezygnowałam z zajęć w pracowni malarskiej. Nie potrafiłam przełamać się i spokojnie malować, kiedy inni patrzyli mi na ręce. Wytrzymałam niecałe pół roku. Później uczyłam się już tylko w domu.
Podobnie było z poezją. Na warsztatach przychodziła chwila, kiedy trzeba było głośno przeczytać swoje wiersze. To była tragedia! Głos mi drżał, pociłam się jak mysz, a serce łomotało jak oszalałe. Mam na koncie kilka książek i kilkadziesiąt antologii. Mimo iż otrzymywałam propozycje udziału w wieczorkach poetyckich, nigdy się na nie nie zdecydowałam.
Czy próbowałam się przełamać? No jasne! Przecież wiadomo, iż rozwój oznacza wychodzenie ze strefy komfortu. Próbowałam kilka razy. Raz na przykład wzięłam udział w spotkaniu w Bibliotece Powiatowej, gdzie miałam odebrać dyplom Superczytacza. Nie spałam całą noc. Dyplom odebrałam jak zombi i powiedziałam sobie: nigdy więcej!
Druga sprawa to prywatność, o którą bardzo dbam. Praktycznie nikogo nie zapraszam do domu. Wychodzę z założenia, iż pokazuję siebie tylko w tym, co tworzę. Pod tym względem jestem trochę jak Wisława Szymborska. Już kiedyś odrzuciłam propozycję wywiadu dla lokalnego czasopisma. Wywiad miał odbyć się u mnie w domu, a ja nie wpuszczam do niego obcych ludzi. Mam koty po przejściach i nie zamierzam fundować im stresu tylko po to, żeby zaistnieć. Koty są ważniejsze.
Już te dwa powody wystarczą, żeby skreślić mnie jako twórczynię. I co z tego? Nic!
Będę sobie pisać, malować i publikować, ale się nie zmienię. Czytelnicy i miłośnicy moich obrazów poznają mnie tylko na tyle, na ile im pozwolę. Oczywiście cieszy mnie i pochlebia ich zainteresowanie, ale jestem i pozostanę sobą.
Agata Rak











