Nie bez powodu istnieje przysłowie: „Bóg daje dziecko, sam też się nim opiekuje”.

newsempire24.com 3 godzin temu

Sam wychowałem się w domu dziecka moi rodzice zmarli, nie miałem żadnej rodziny więc trafiłem do domu dziecka w Krakowie. Gdy skończyłem osiemnaście lat, od razu poszedłem do pracy. Nie było mnie stać na studia. Zawsze byłem pracowity i żadna praca mnie nie przerażała. Wtedy poznałem Roberta, zakochaliśmy się w sobie i zamieszkaliśmy razem w małej kawalerce na Podgórzu. Nasza relacja układała się dobrze, nie kłóciliśmy się, wspieraliśmy się nawzajem.

Ale Robert nigdy nie chciał mnie poślubić, a ja bardzo marzyłem o prawdziwej rodzinie, której nigdy nie miałem. Po czterech wspólnych latach dowiedziałem się, iż zostanę ojcem. Gdy Robert się o tym dowiedział, uciekł. Zostawił tylko krótki liścik, w którym napisał, iż nie chce na razie dzieci, a jego rodzice przeleją mi pieniądze w złotówkach, żebym pozbył się problemu.

Pieniądze faktycznie przysłali, ale ja wiedziałem, iż moje dziecko ma prawo żyć. Bez względu na przeciwności chciałem pracować i próbować wszystkich sił.

Pewnego dnia spotkałem na klatce Zofię, sąsiadkę z parteru. Popatrzyła na mój brzuch i powiedziała:

A nie mówiłam? Z mężczyzną to tylko po ślubie się mieszka! I co teraz zrobisz? Sam będziesz ojcem, co?

Było mi wtedy bardzo przykro, bo takie rzeczy słyszałem od niej nie raz.

Potem było naprawdę ciężko w ciąży pracowałem jeszcze więcej niż zwykle. Na szczęście mój kierownik zrozumiał moją sytuację i dorzucił mi coś ekstra do pensji. Nigdy nie przyszło mi do głowy, iż z czasem całkiem obcy ludzie zaczną mi pomagać.

Pewnego popołudnia zadzwonił dzwonek do drzwi. Otwieram, a tam stoi pani z bloku z wielką torbą. Okazało się, iż moja sąsiadka poruszyła wszystkie mamy na klatce i każda przyniosła coś dla dziecka ubranka, zabawki, pieluchy. Potem zaczęły wpływać niewielkie sumy pieniędzy, choćby pan Marian, starszy pan, który sprzątał podwórko, zdecydował się mnie wspierać.

Nigdy bym się nie spodziewał, iż w najtrudniejszym momencie życia pomoc przyjdzie od zupełnie obcych osób. choćby właścicielka mieszkania zaczęła pobierać ode mnie niższy czynsz. To wszystko sprawiło, iż mogłem spokojnie przywitać na świecie syna i sam go wychować. Można powiedzieć, iż całe nasze osiedle uczestniczyło w jego wychowaniu.

Po latach Robert się odezwał chciałby zobaczyć syna. Jego życie osobiste nie poukładało się, choćby jego rodzice pytają o wnuka. Nie wiem, czy powinienem na to pozwolić

Codziennie uczę się, iż nie liczy się tylko rodzina z krwi czasem serce i wsparcie ludzi z sąsiedztwa znaczą znacznie więcej. Nie wolno tracić wiary w dobro zawsze znajdzie się ktoś, kto poda ci rękę, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

Idź do oryginalnego materiału