Sam pochodzę z domu dziecka moi rodzice zmarli, nie miałem żadnej rodziny, więc trafiłem do domu dziecka. Gdy skończyłem 18 lat, od razu musiałem iść do pracy. Nie było mnie stać, żeby pójść do szkoły. Jestem pracowity i nigdy nie bałem się żadnej pracy. Potem poznałem Roberta, zakochaliśmy się w sobie i zamieszkaliśmy razem. Dogadywaliśmy się dobrze, nie kłóciliśmy się, zawsze sobie pomagaliśmy.
Robert jednak nigdy nie chciał mnie poślubić, a ja bardzo marzyłem o prawdziwej rodzinie, której nigdy nie miałem. Po czterech latach wspólnego życia, dowiedziałem się, iż będziemy mieli dziecko. Kiedy Robert się o tym dowiedział, uciekł. Zostawił tylko kartkę, na której napisał, iż nie chce jeszcze dziecka i iż jego rodzice prześlą mi pieniądze, żebym się pozbył problemu.
Rzeczywiście, przysłali te pieniądze, ale ja wiedziałem, iż nigdy nie skrzywdzę własnego dziecka. Bez względu na przeciwności, byłem gotowy ciężko pracować i próbować sam dać radę.
Pewnego dnia moja sąsiadka, pani Helena, zauważyła mój brzuch i powiedziała:
A nie mówiłam? Mówiłam, iż z facetem mieszka się tylko po ślubie! I co teraz zrobisz? Samotna matka, no pięknie…
Bardzo mnie to dotknęło. Powtarzała to kilka razy, okazując niezadowolenie.
Potem nastały naprawdę trudne czasy będąc w ciąży, pracowałem jeszcze więcej niż wcześniej. Jedynym pocieszeniem było to, iż szef zrozumiał moją sytuację i dał mi choćby trochę dodatku do pensji. Nigdy bym się nie spodziewał, iż z czasem obcy ludzie zaczną mi pomagać.
Któregoś dnia siedziałem w domu i zadzwonił dzwonek. Stała w drzwiach kobieta z torbą. Okazało się, iż moja sąsiadka poprosiła wszystkich ze wsi, by mi pomagali każdy przyniósł coś od siebie. Mamy przyniosły mi sterty ubrań, zabawek i innych rzeczy. Potem zacząłem też dostawać pieniądze starszy pan Józef, który zawsze sprzątał nam podwórko, zdecydował się wspierać mnie i moje dziecko finansowo.
Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, iż gdy będę tak bardzo potrzebował pomocy, otrzymam ją od obcych. Dzięki Bogu, choćby właścicielka mieszkania, pani Iwona, obniżyła mi czynsz. W ten sposób, dzięki wsparciu tylu dobrych ludzi, udało mi się urodzić i wychować syna. Wychowywała go w zasadzie cała nasza wspólnota.
Po latach, ojciec mojego dziecka chce teraz go poznać. Nie ułożył sobie życia, choćby jego rodzice zaczęli nagle się odzywać i pytać o wnuka. Nie wiem, czy powinienem do tego dopuścić…






