Podczas gdy matki zalewają internetowe fora pytaniami o to, co spakować do apteczki i czy z wózkiem w ogóle wejdą do kabiny, inni pasażerowie przygotowują się nerwowo do lotu, przysłuchując się tym dyskusjom mimo woli. Od pewnego czasu stało się to banalnie proste na początku to inni próbowali zawstydzać tych niezadowolonych, powtarzając, iż dzieci trzeba kochać bez względu na wszystko. Teraz zaś coraz głośniej wybrzmiewają wezwania, by linie lotnicze tworzyły osobne sektory dla rodzin i reszty podróżnych. Kiedy to się stało, iż tak bardzo zapragnęliśmy żyć obok siebie, a nie razem?
Miłego lotu życzę!
Dokładnie kiedy zaczęło być modne nie zamykać się w domu, mając dziecko? Chodzimy do pracy, mamy życie towarzyskie, bywanie na wydarzeniach i podróże ile dusza zapragnie, niezależnie od tego, ile lat ma nasze dziecko. Naszym matkom nie śniło się choćby takie życie na bogato, nikt nie myślał o zabraniu niemowlaka do eleganckiej restauracji w PRL-u, czy choćby dekadę później. To byłoby uznane za ekstrawagancję! I trudno się dziwić tak po prostu było.
Jak ktoś by nie uciekał przed tą prawdą wyjazd z małym dzieckiem na drugi koniec Polski czy Europy potrafi być dla wszystkich ogromnym wyzwaniem. By każdemu zapewnić odrobinę spokoju, trzeba się postarać. Wielu jednak nie ma na to ochoty w końcu urlop! Ludzie nastawiają się na relaks i pozwalają dzieciom radzić sobie same. Reszta pasażerów musi się z tym jakoś pogodzić.
A przecież każdy chce lecieć wygodnie. Mało kto pogodzi się z tym, iż przez dwie godziny będzie słuchał wrzasków i zamieszania za sporą cenę swojego biletu. Pasażerowie narzekają choćby na odległość między fotelami, by móc rozprostować nogi. A co dopiero, gdy pięciolatek za naszym fotelem postanawia sprawdzić, jak wysoko można kołysać oparciem. Nie przypominam sobie, żebym widziała kogoś, kto na taki test reagował uśmiechem i jeszcze dzieciakowi przybił piątkę.
Przedszkole na wyginięciu.
Kiedyś próbowałam być uprzejma. Gdy obok mnie w samolocie usiadła Regina z maleństwem, ledwo oddychałam ze stresu. gwałtownie okazało się jednak, iż to nie koniec dzieci było więcej! Rozsiedli się wokół mnie: z przodu, z tyłu, przekazywali sobie rzeczy przez oparcia, głośno rozmawiając, podając butelki, smoczki, termosy. Brakowało tylko, żebym zaczęła ich niańczyć. Prawdę mówiąc, to było bardzo niekomfortowe. Kazano mi trzymać raz to, raz tamto oczywiście bez słowa proszę a ochlapanie mnie wrzątkiem z termosu groziło kilka razy. Fantastyczna sprawa! Ucieczki nie było, chciało się wyskoczyć przez okno.
Innym razem, w pociągu z Krakowa do Gdańska, obserwowałam scenę: mama czteroletniej Natalki próbowała przez bite dwadzieścia sześć godzin animować córkę, by ta nie przeszkadzała innym. Efekt? Wieczne Natalka, chodź tu, Natalka, popatrz przez okno, Natalka, narysujmy coś i czterdzieści minut rysowania na głos, z wybieraniem wszystkich kredek, wszystkich piesków i kotków. Czasem człowiek sam już nie wie, co jest gorsze.
Cóż się dziwić, iż potem ludzie przewracają oczami i mruczą: Siedźcie z tymi dziećmi w domu, dzieci przecież wyrosną. o ile dziecko jest w stanie bezgłośnie kolorować przez trzy godziny i potem usnąć na ramieniu namalowanego psiaka okej, czapki z głów. Ale czy są takie dzieci?
Nie wspominając już o niemowlakach, które płaczą na starcie, lądowaniu i generalnie kiedy tylko im się zechce. Kiedyś był to jeden malec na cały samolot, dziś trzy, pięć plus rozbawione rodzeństwo, które biega i piszczy po przejściach. Z takiego pokładu wysiada się niemal w tym samym tempie, co się leci.
Nie jestem Childfree, sama podróżowałam z maluchem. Ale szczerze mówiąc z przymusu. Na urlopie po prostu nie mam na to siły. Czekałam, aż dziecko urośnie na tyle, by można było policzyć do dziesięciu i powiedzieć siedź tutaj, nie dotykaj niczego. Naprawdę, to jest opcja idealna: po prostu poczekać. Ale wielu woli wrzucić w walizkę zestaw gier edukacyjnych, biegać i organizować aktywności, bo ruch jest istotny dla rosnącego organizmu Ale czy urlop dorosłych nie ma też być odrobiną spokoju?










