„Nie chcę być mamą! Chcę wychodzić z domu!” – tak usłyszałam od własnej córki. O jej nastoletniej ciąży dowiedzieliśmy się z mężem dopiero w piątym miesiącu. Przez długi czas ją ukrywała i do dziś nie wiemy, kto jest ojcem. Po porodzie nie chciała zająć się synkiem i niemal całą opiekę przejęłam ja, rezygnując z pracy. To była ciężka próba dla naszej rodziny – córka nie chciała być matką, chciała imprezować, a ja i mąż musieliśmy formalnie przejąć opiekę nad wnukiem. Wydawało się, iż nic już się nie zmieni… aż pewnego dnia serce mojej córki stopniało i stała się cudowną mamą, a w naszej rodzinie wreszcie zapanował spokój.

twojacena.pl 1 dzień temu

Nie chcę być mamą! Chcę wyjść z domu! wykrzyknęła do mnie moja córka, Aurelia.

Aurelia miała zaledwie piętnaście lat, kiedy zaszła w ciążę. Przez wiele miesięcy ukrywała to przede mną i moim mężem, Arturem. O jej ciąży dowiedzieliśmy się dopiero wtedy, gdy była już w piątym miesiącu. O żadnej aborcji nie było mowy, to dla nas nie wchodziło w grę.

Nigdy nie poznaliśmy ojca dziecka. Aurelia powiedziała tylko, iż spotykali się przez kilka miesięcy. Rozstali się nagle, a ona choćby nie była pewna, ile miał lat.
Może siedemnaście, osiemnaście A może dziewiętnaście rzucała wymijająco, patrząc w podłogę.

Wiadomość była dla nas obu z Arturem potężnym ciosem. Zdawaliśmy sobie sprawę, jak trudna będzie dla naszej rodziny ta sytuacja. Aurelia jednak powtarzała uparcie, iż chce być mamą, iż pragnie dziecka. Widząc ją, wiedziałam, iż zupełnie nie rozumiała jeszcze, na co się decyduje.

Cztery miesiące później na świat przyszedł chłopiec zdrowy, silny, piękny. Ale poród niezwykle ją wymęczył przez kolejne cztery miesiące dochodziła do siebie. Wymagała mojej nieustannej opieki, więc rzuciłam pracę w kancelarii i całkowicie poświęciłam się córce i wnukowi, małemu Michałkowi.

Kiedy już odzyskała siły, coś się w niej zmieniło. Coraz rzadziej patrzyła na Michałka, w nocy spała jak kamień, a za dnia nie chciała choćby go dotykać. Byłam na skraju wytrzymałości. Próbowałam rozmów, prośby, tłumaczyłam i czasem podnosiłam głos, gdy nie mogłam znieść jej obojętności. Wtedy wreszcie wybuchła:
Ty go kochasz. To ty powinnaś zostać jego matką! Ja mogę być dla niego starszą siostrą. Nie chcę być mamą! Ja chcę chodzić na imprezy z Olą i Zuzą, bawić się, tańczyć, śmiać się, a nie zamykać w domu z dzieckiem!

Podejrzewałam depresję poporodową, ale lekarze nie potwierdzili tej diagnozy. Aurelia po prostu nie czuła miłości do swojego syna.

W końcu podjęliśmy z Arturem decyzję formalnie uzyskaliśmy opiekę nad Michałkiem. Aurelia stała się jeszcze trudniejsza, przestała nas słuchać, znikała z domu, wracała bladym świtem, a synka nie zauważała.

Tak mijały kolejne lata. Wydawało się, iż nic już tego nie zmieni. Michałek rósł jak na drożdżach był pogodny, radosny, interesujący świata. Każdego dnia widziałam, jak się rozwija, jak uczy się mówić, jak śmieje się, gdy opowiadam mu bajki. Mimo wszystko był bardzo przywiązany do Aurelii gdy tylko wracała do domu, pędził do niej z uśmiechem, przytulał się z całych sił, coś radośnie mamrotał.

I wtedy, zupełnie nieoczekiwanie, Aurelii stopniało serce. Zaczęła spędzać z Michałkiem coraz więcej czasu. Często przytulała go, całowała, czytała mu książeczki, zabierała na spacery po parku Krakowskim. Teraz powtarza mi ze łzami w oczach:
Mamo, jestem najszczęśliwsza na świecie, iż mam synka! Nic nie jest dla mnie ważniejsze! Nigdy go nikomu nie oddam!

Z Arturem patrzymy na nich z prawdziwą ulgą. W końcu do naszego domu wrócił spokój, którego tak bardzo nam brakowało.

Idź do oryginalnego materiału