Nie chcę być mamą! Chcę wyjść z domu! usłyszałam od mojej córki.
Moja córka, Malwina, zaszła w ciążę, gdy miała zaledwie 15 lat. Przez długi czas ukrywała ten fakt przede mną oraz przed mężem, Markiem. O jej ciąży dowiedzieliśmy się dopiero, kiedy była już w piątym miesiącu. Oczywiście nie było mowy o aborcji.
Nigdy nie poznałyśmy tożsamości ojca dziecka. Malwina przyznała tylko, iż spotykali się przez trzy miesiące, a potem nagle przestał się pojawiać. Nie wiedziała nawet, ile miał dokładnie lat.
Może siedemnaście, może osiemnaście. A może dziewiętnaście odpowiadała.
Wieść o ciąży córki była dla nas obojga ogromnym szokiem. Wiedzieliśmy, iż to będzie dla nas wszystkich niezwykle trudny czas. Mimo to Malwina zapewniała, iż bardzo chce mieć dziecko i pragnie zostać mamą. Wiedziałam, iż nie zdaje sobie sprawy z tego, co to naprawdę oznacza.
Po czterech miesiącach urodziła się śliczny, zdrowy chłopiec, mój wnuk Olek. Niestety poród był bardzo ciężki, a Malwina przez kolejne cztery miesiące dochodziła do siebie. Bez mojej pomocy zupełnie by sobie nie poradziła, dlatego zrezygnowałam z pracy i w pełni poświęciłam się opiece nad córką i wnukiem.
Kiedy wreszcie wróciła do formy, nie interesowała się Olek wcale. W nocy spała jak kamień, za dnia nie chciała się nim choćby zająć. Robiłam wszystko, co mogłam rozmawiałam, prosiłam, tłumaczyłam, czasem krzyczałam, żeby mi pomogła. W końcu powiedziała:
Widzę, iż go kochasz. To go adoptuj! Ja wolę być jego siostrą. Nie chcę być mamą. Chcę się spotykać z koleżankami, chodzić na imprezy, bawić się!
Przez chwilę myślałam, iż Malwina cierpi na depresję poporodową, ale okazało się, iż to nie to. Ona po prostu nie potrafiła pokochać własnego syna.
W końcu, z Markiem postanowiliśmy oficjalnie załatwić wszystkie formalności i otrzymaliśmy opiekę nad wnukiem. W tym czasie Malwina stała się zupełnie nie do przewidzenia. Przestała nas słuchać. Znikała z domu nocą, wracając dopiero nad ranem. Dzieckiem nie interesowała się zupełnie.
Tak mijali nam kolejne lata. Myśleliśmy już, iż tak zostanie na zawsze. Olek rósł, gwałtownie się uczył, codziennie zaskakiwał czymś nowym. Był pogodny, wesoły i niezwykle żywy.
Za każdym razem, gdy Malwina wracała do domu, Olek wybiegał jej naprzeciw, przytulał się i opowiadał o wszystkim, co się wydarzyło. I wtedy coś się w niej zmieniło; jej serce zmiękło. Malwina z czasem stała się wspaniałą matką. Teraz każdą wolną chwilę spędza z Olkiem, przytula go, całuje, bawi się z nim. Często powtarza:
Jestem taka szczęśliwa, iż mam syna! To najcenniejszy skarb w moim życiu! Nigdy nikomu go nie oddam!
Z Markiem jesteśmy przeszczęśliwi, iż w naszej rodzinie znów zapanowała harmonia i spokój.






