„Nie chciałbyś mieć córki? Mogę być twoją córką, jeżeli tylko zechcesz.” Dziewczyna sama przyszła do naszej rodziny

newskey24.com 5 godzin temu

Ta historia wydarzyła się piętnaście lat temu. Byłam wtedy w domu dziecka w Krakowie, kiedy pewna dziewczynka spojrzała na mnie swoimi ogromnymi, zielonymi oczami. Przez kilka minut wpatrywała się we mnie z powagą, po czym niespodziewanie zapytała:
Ma pani córkę?
Nie mam odpowiedziałam trochę zaskoczona.

Westchnęła wtedy głęboko i rzuciła smutnym spojrzeniem:
Nie chciałaby pani mieć?
Zanim zdążyłam się zastanowić nad sensowną odpowiedzią, odezwała się znowu:
Mogę być pani córką. jeżeli pani by tylko chciała…

Zaczęłam intensywnie o tym myśleć. Mam przecież dorosłego syna Michała, który wtedy miał dwadzieścia lat. Po co mi drugie dziecko? Ale te jej słowa: Córka nigdy nie jest zbędna oraz jej niezwykle głębokie oczy bardzo mnie poruszyły.

Zawsze marzyłam o córce. Chciałam mieć swoją małą księżniczkę, której mogłabym kupować sukienki, spinki, lalki, z którą bym się malowała i grała w typowo dziewczęce zabawy. Z życiem jednak różnie bywa doczekałam się tylko syna, a potem bałam się decydować na następne dziecko.
Myślałam: mam już swoje lata, to chyba nie jest czas na wychowywanie dziewczynki? Zwłaszcza, iż w sercu gdzieś tlą się niespełnione marzenia z młodości.
Oczywiście, iż tak! wyrwało mi się w końcu, a ona rzuciła mi się na szyję z takim uczuciem, jakbyśmy były razem od pierwszego dnia jej życia.

W tym przytuleniu czułam, jak daje mi całą tę miłość, którą przez lata zbierała gdzieś głęboko będąc w domu dziecka.
Kasia miała pięć lat. Do domu dziecka trafiła, gdy miała półtora roku jej rodzice zginęli tragicznie w wypadku samochodowym, w którym zginęło aż siedem osób. Od tamtej pory Kasia marzyła o rodzinie, jednak większość dzieci trafiała do adopcji wcześniej i jej oczekiwanie się przedłużało.

Nie jestem w stanie opisać jej szczęścia, gdy zaczęła poznawać nową rodzinę i uczyć się imion wszystkich bliskich. Wszyscy momentalnie ją pokochali była po prostu urocza, pełna ciepła i serdeczności. Na początku mój mąż nie był przekonany do mojego pomysłu, ale już po chwili uległ urokowi Kasi. Od razu zaczęła nazywać nas mamo i tato stało się to dla nas całkowicie naturalne.

Kasia bardzo gwałtownie odnajdywała się w nowym środowisku. Bez problemu doganiała rówieśników, a gdy poszła do pierwszej klasy, jej bystrość i logiczne myślenie zrobiły duże wrażenie na nauczycielkach. Ostatnio znalazła nowe hobby zaczęła pisać wiersze. Stała się ulubienicą wszystkich, a ja codziennie dziękuję losowi, iż tamtego popołudnia zdecydowałam się zajrzeć do tego właśnie domu dziecka pod Wawelem.

Idź do oryginalnego materiału