Nie ich to matka, tych pięcioro… ale któż by się odważył powiedzieć…

twojacena.pl 18 godzin temu

Nie była im matką, tej piątce Ale któż by to odgadł

Eustachy został sam. Żona odeszła, nie podnosząc się po ostatnim porodzie.

Mógł rozpaczać, mógł nie rozpaczać ale pięcioro dzieci zostało. Najstarszy, Wojtuś, miał dziewięć lat. Jasiowi siedem. Bliźniakom, Krzysiowi i Stasiowi, po cztery. A najmłodszej, długo wyczekiwanej córeczce Marysi zaledwie trzy miesiące.

Nie ma czasu w smutek, gdy dzieci proszą o jedzenie. A gdy już wszystkie śpią, o północy siedzi w kuchni, kurzy papierosa

Z początku Eustachy radził sobie, jak umiał. Potem przyjechała szwagierka, trochę pomogła. Innej rodziny nie mieli. Chciała zabrać Krzysia i Stasia, mówiąc, iż będzie mu lżej. Później przyszli pracownicy opieki społecznej.

Proponowali oddać wszystkie dzieci do domu dziecka. Eustachy nie zamierzał oddawać nikogo. Jak to swoje dzieci komuś oddawać? I jak potem żyć? Ciężko, oczywiście, ale co robić? Rosną powoli, w końcu podrosną.

U starszych czasem zdążył sprawdzić lekcje. Z Marysią było najwięcej kłopotu, to jasne. Ale i Wojtuś z Jasiem jakoś pomagali.

Przychodziła też pielęgniarka środowiskowa, Nina Janówna, dbała o nich. Pewnego dnia obiecała Eustachemu znaleźć nianię. W końcu trudno mężczyźnie z niemowlęciem. Mówiła dobra dziewczyna, pracowita. W szpitalu jako pomocnica pracuje.

Swoich dzieci nie miała, jeszcze niezamężna. Ale rodzeństwo wychowywała z dużej rodziny była, z sąsiedniej wsi. I tak pojawiła się w ich domu Lucyna.

Niska, krzepka, o okrągłej twarzy, z niemodnym warkoczem do pasa. I cicha. Ani słowa więcej niż trzeba. A jednak wszystko się zmieniło w domu Eustachego. Chatka zajaśniała umyła, wyczyściła wszystko.

Dziecięce ubrania połatała, wyprała. I o Marysię zdążyła zadbać, i ugotować, usmażyć. W szkole i przedszkolu od razu zauważono zmianę. Dzieci czyste, schludne, guziki przyszyte pasującą nitką, łokcie nie przetarte.

Pewnego dnia Marysia zachorowała, gorączkowała. Lekarka powiedziała, iż wyzdrowieje, byleby dbać. Lucyna noce przesiedziała przy niej, sama choćby się nie położyła. Wychowała dziewczynkę. I jakoś tak niepostrzeżenie została w domu Eustachego

Młodsi zaczęli wołać ją mamo, zatęsknili za matczyną czułością. A Lucyna nie skąpiła pieszczot. Pochwali, po główce pogładzi. Przytuli. No bo dzieci

Starsi, Wojtuś i Jaś, z początku byli nieśmiali, nie nazywali jej w żaden sposób. Potem po prostu mówili Lucyna. Ani niania, ani mama po prostu Lucyna. Żeby pamiętać, iż swoją matkę mieli No i wiekiem ledwie mogłaby być ich matką.

Rodzina Lucyny była przeciw.

Po co taki ciężar sobie na kark wieszasz? Chłopców we wsi mało?

Chłopcy są odpowiedziała ale żal mi Eustachego A dzieci przywykły, teraz szukać nowej

I tak żyli. Piętnaście lat minęło jak sen Dzieci się uczyły, rosły. Nie zawsze gładko zdarzały się wybryki. Eustachy się gniewał, po pas sięgał. A Lucyna go powstrzymywała ojcze, poczekaj, najpierw sprawę wyjaśnij

I pokłócili się, i pogodzili. Tak iż nikt już we wsi nie mówił na nią Lucyna. Ludmiła Janówna ją nazywali, szanowali. Wojtuś w tym roku już żonaty był, pierwszego dziecka czekali.

Młodzi mieszkali osobno, Wojtek w PGR-ze pracował. I nie byle jakim mechanizatorem był co rok to nagroda, to pochwała. Jaś w mieście kończył studia, Lucyna szczególnie nim się chwaliła syn inżynierem będzie.

Wszystko razem robili i psocili w dzieciństwie, i stawali za sobą murem, gdy coś się działo. Marysia do dziewiątej klasy przeszła, też duma Lucyny. I śpiewać, i tańczyć mistrzyni, żadne święto bez niej.

A Eustachy po raz kolejny myślał, jak dobrze Nina Janówna mu żonę znalazła Tego lata Lucyna poczuła, iż coś nie tak z jej ciałem, coś niedobrze. Nigdy nie chorowała, a tu nagle w oczach ciemno, mdłości

Eustachego z papierosem na ganek wyganiała, źle się czuła. Myślała, iż przejdzie, ale nie. Musiała do lekarza iść.
Wróciła cicha, zamyślona. Od pytań Eustachego machnęła ręką głupstwa, mówiła, wszystko w porządku.

Ale wieczorem, gdy wszyscy zasnęli, zawołała go na ganek.

Usiądź, ojcze, trzeba pogadać Wiesz, co mi lekarz powiedział? Dziecko będzie Za późno cokolwiek robić, trzeba zostawić Zakryła twarz dłońmi. Wstyd, co za wstyd

Eustachy tylko zdumiał się na tę wiadomość. Tyle lat nie było dzieci i nagle proszę!

Jaki wstyd, matko, starsi już prawie rozlecieli się, we dwoje zostaniemy? Widzisz, natura wszystko dobrze ułożyła! Więc przygotujemy się!

Jak dzieciom powiedzieć? Powiedzą, stara już, a tu jeszcze to

Jaka stara? Trzydzieści dziewięć, toż to młodość!

Oj, nie wiem, co robić, co robić Wstyd

Dobra. Ja powiem. Jutro powiem. Akurat wszyscy będą.

I powiedział. Gdy tylko przy stole się zebrali, tak im oznajmił. Że, moi kochani, niedługo będziecie mieli jeszcze brata. Albo siostrę. Ot, tak.

Lucyna głowę spuściła, w talerzu coś wypatrywała, zaczerwieniła się aż po łzy.

Wojtek, który z okazji niedzieli z młodą żoną w gościnie był, tylko się zaśmiał.

Super, matko! Brawo! To razem z moim rodzisz! Będą mieli towarzystwo!

Krzyś też się ucieszył:

No dalej, mamo! Jeszcze brat potrzebny!

A Staś zaprotestował:

Nie Dziewczynkę. Chłopców u nas dużo, a dziewczynka jedna. Rozpieszczona księżniczka

Marysia tylko spojrzała na Stasia.

Rozpieszczona Ty rozpieszczałeś? Oczywiście, dziewczynkę, mamo! Będę jej wiązała kokardy, sukienki ładne kupimy! Zapałała entuzjazmem.

Sukienki Ona ci lalka? wtrącił się Jaś. Dziecko jeszcze wychować trzeba pouczył.

Wychowamy rzekł Eustachy.

A Lucyna wciąż się wstydziła, zasłaniała rosnący

Idź do oryginalnego materiału