Mamo, co ty opowiadasz? Jak to nie masz z kim porozmawiać? Przecież dzwonię do ciebie dwa razy dziennie westchnęła zmęczona córka.
To nie o to chodzi, Agatko westchnęła smutno Nina Andrzejewska po prostu nie zostało mi już żadnych przyjaciół ani znajomych w moim wieku, z mojego pokolenia.
Mamo, nie mów głupstw. Masz przecież Hankę ze szkoły. I w ogóle, jesteś bardzo nowoczesna i wyglądasz dużo młodziej. No mamo, co się z tobą dzieje? zmartwiła się córka.
Przecież wiesz, u Hanki astma, przez telefon zaraz kaszle. Mieszka daleko, aż na drugim końcu Warszawy. Myśmy we trójkę się przyjaźniły, pamiętasz jak ci opowiadałam. Ale Krysi już od dawna nie ma… Wczoraj wpadła na chwilę Danuta spod piątki. Zaproponowałam jej herbatę, jest porządna kobieta, często mnie odwiedza. Przyniosła świeże drożdżówki upiekła dla swojej rodziny. Opowiadała o dzieciach, o wnukach. Ona też już babcia, choć ode mnie sporo młodsza. Ale jej wspomnienia z dzieciństwa, szkoły zupełnie inne.
A ja bym tak chciała porozmawiać z rówieśnikami, kimś, kto pamięta tamten świat mówiła Nina Andrzejewska, choć przecież wiedziała, iż tego córka nie zrozumie. Jeszcze młoda. Jej czas jest na zewnątrz. Jeszcze nie tęskni do wspomnień. Agata jest wspaniała i troskliwa to nie jej wina.
Mamo, na wtorek mam bilety na wieczór pieśni. Pamiętasz, chciałaś pójść? Dość już tej melancholii, załóż swoją bordową sukienkę w niej wyglądasz przepięknie!
Dobrze, dobrze, Agatko, nie wiem co mnie naszło, dobranoc, jutro zadzwonimy. Połóż się wcześniej, bo cały czas nie dosypiasz zmieniła temat Nina Andrzejewska.
Tak mamo, dobranoc odpowiedziała Agata i się rozłączyła.
Nina Andrzejewska bezgłośnie patrzyła na migotliwe światła miasta za oknem…
Dziesiąta klasa, też wiosna. Tyle planów! Jakby to było wczoraj. Jej przyjaciółce Hance podobał się Marek Milczarek z klasy. Ale Marek lubił Ninę. Dzwonił wieczorami na domowy numer, zapraszał na spacery. Ale Nina uważała go tylko za kolegę, nie chciała robić mu nadziei.
Potem Marek poszedł do wojska. Wrócił, ożenił się. Mieszkał w dawnym domu Hanki. Wtedy miał jeszcze stacjonarny telefon. Numer… Nina Andrzejewska wstukała zapamiętany numer.
Sygnal był niewyraźny, potem ktoś podniósł słuchawkę. Najpierw szelesty, potem czyjś cichy, męski głos:
Halo, słucham?
Może za późno? Po co adekwatnie zadzwoniła? Może Marek już jej nie pamięta, albo to zupełnie nie on!
Dobry wieczór głos Niny Andrzejewskiej zadrżał z emocji.
Znowu szuranie, aż nagle usłyszała zaskoczone:
Nina? Niemożliwe A jednak, to ty! Tego głosu nie da się pomylić. Jak mnie znalazłaś? Przez przypadek tu jestem…
Marek! Poznałeś! na Ninę Andrzejewską spłynęła fala radosnych wspomnień. Dawno nikt nie mówił do niej po imieniu, tylko „mama”, „babcia” lub „pani Nina”. Chyba tylko Hanka jeszcze to robi.
A zwykłe „Nina” zabrzmiało lekko, jak pierwsza zielona trawa, jakby w ogóle nie upłynęły te wszystkie lata.
Nina, jak ci się żyje? Jak dobrze znów cię usłyszeć ucieszyła się na te słowa. Bała się, iż jej nie pozna albo iż zadzwoniła nie w porę.
A pamiętasz dziesiątą klasę? Jak z Zbyszkiem Wiśniewskim was z Hanką wieźliśmy na łódce? Całe dłonie miał od wioseł w odciskach, ukrywał je przed nami. Potem zjedliśmy lody na bulwarze. Grała muzyka głos Marka był cichy, zamyślony.
Oczywiście, iż pamiętam! roześmiała się Nina a nasza klasowa wyprawa do lasu z nocowaniem? Jak nie mogliśmy otworzyć konserw, a głód narastał!
Tak, tak roześmiał się Marek a Zbyszek w końcu otworzył i potem pod gitarę śpiewaliśmy przy ognisku. Przez ciebie zacząłem uczyć się gry!
I co, nauczyłeś się? głos Niny zamigotał młodością wywołaną wspomnieniami. Marek ożywiał przeszłość, znajdował nowe szczegóły.
A jak dzisiaj u ciebie? zapytał Marek, po czym sam odpowiedział adekwatnie nie muszę pytać, słychać, iż jesteś szczęśliwa. Masz dzieci, wnuki? przez cały czas piszesz wiersze? Pamiętam, pamiętam! „Rozpuścić się w nocy, by rankiem się narodzić!” Optymistycznie!
Zawsze byłaś jak słońce! Przy tobie dusza się rozgrzewa twoi bliscy to szczęściarze: taka mama, taka babcia skarb.
Daj spokój, Marek, przesadzasz! Moje czasy już minęły, ja…
Przerwał jej:
Przestań! Od ciebie aż cieplej w telefonie! Żartuję, rzecz jasna. Nie wierzę, iż straciłaś apetyt na świat nie jesteś taka. Więc twój czas trwa dalej. Nina, żyj i raduj się. Słońce świeci dla ciebie.
I wiatr pędzi chmury po niebie dla ciebie.
I ptaki śpiewają dla ciebie!
Marek, dalej jesteś romantykiem. A ty? Ciągle ja i ja chciała dopytać, ale nagle coś zaszumiało, zaskrzypiało i rozmowa się urwała.
Nina Andrzejewska chwilę siedziała z telefonem w ręku, chciała oddzwonić, ale uznała, iż już późno. Innym razem.
Ileż wspomnień wróciło! Przez chwilę poczuła się lekka, młoda, pełna planów. Nagle zadzwonił telefon. Wnuczka.
Tak, Malwinko, jestem. Co mówiła mama? Nie, mam świetny humor, idziemy z mamą na koncert. Przyjdziesz jutro? Świetnie, czekam!
W doskonałym nastroju Nina Andrzejewska poszła spać. Miała tyle planów! Zasypiając układała w głowie kolejne wersy wierszy…
Rankiem Nina postanowiła odwiedzić Hankę. Kilka przystanków tramwajem jeszcze nie jest z niej taka staruszka.
Hanka ucieszyła się:
No wreszcie! Od dawna obiecywałaś. Ojej, kupiłaś ciasto morelowe? Najlepsze! No mów, co u ciebie? zachłysnęła się, przycisnęła dłoń do piersi, ale zaraz machnęła ręką:
Już lepiej, mam nowy inhalator. Chodź, pijemy herbatę. A ty, Nina, młodniejesz z każdym spotkaniem. Wyznaj, o co chodzi?
Nie wiem, może piąta młodość, wyobraź sobie zaczęła kroić ciasto wczoraj przez przypadek zadzwoniłam do Marka Milczarka. Twoja licealna miłość, pamiętasz? Zaczął wspominać stare czasy, aż mi się zapomniało, jak było! Czemu milczysz, Haniu? Znów kaszlesz?
Hanka zbladła jak ściana, spojrzała w milczeniu i cicho wyszeptała:
Nina nie wiedziałaś? Marka już od roku nie ma I mieszkał gdzie indziej, opuścił tamto mieszkanie dawno temu.
No co ty? Jak to możliwe? Z kim więc rozmawiałam? Pamiętał wszystkie szczegóły naszej młodości. Miałam zły dzień… ale po rozmowie poczułam, iż życie się toczy, iż mam jeszcze siły, chcę znowu żyć Jak to możliwe? Nina nie wierzyła.
Ale to był jego głos, słyszałam! I powiedział mi tak pięknie: „Słońce świeci dla ciebie. I wiatr chmury po niebie goni dla ciebie. I ptaki śpiewają dla ciebie!”
Hanka pokręciła głową, jakby nie dowierzała temu, co słyszy. Nagle powiedziała:
Nina, nie wiem jak, ale wygląda na to, iż to rzeczywiście był on. Tak mówił, to jego słowa. Marek cię kochał. Myślę, iż chciał cię wesprzeć stamtąd. I chyba mu się to udało. Nie widziałam cię tak radosnej i tak pełnej życia od lat.
Kiedyś ktoś pozbiera twoje połatane serce i wtedy przypomnisz sobie, iż jesteś… po prostu szczęśliwa.
