Nie będę mogła zostać dla ciebie mamą i nie będę potrafiła cię pokochać, ale zadbam o ciebie i nie powinieneś się na mnie gniewać. Przecież u nas i tak będzie ci lepiej niż w domu dziecka.
Dzisiaj był naprawdę trudny dzień. Jan chował swoją siostrę. Co prawda była dosyć zagubiona, ale przecież własna. Nie widzieli się przez prawie pięć lat, a teraz taka tragedia.
Ja, Wiktoria, jak tylko potrafiłam, wspierałam męża i starałam się wziąć na siebie jak najwięcej spraw.
Po pogrzebie czekało nas jeszcze jedno, równie ważne zadanie. Irena, siostra Jana, zostawiła po sobie małego synka. Rodzina, zgromadzona dzisiaj, żeby pożegnać Irenę, bez żadnych rozmów przekazała odpowiedzialność na młodszego brata zmarłej.
Któż, jeżeli nie rodzony wuj powinien zaopiekować się chłopcem? Nikt nie miał wątpliwości, iż to jedyne adekwatne rozwiązanie.
Zrozumiałam to doskonale. Nigdy nie miałam nic przeciwko, ale był jeden problem. Nigdy nie chciałam mieć dzieci. Ani swoich, ani tym bardziej cudzych.
Taką decyzję podjęłam już dawno temu. Przed ślubem szczerze wyznałam to Janowi. On podszedł do sprawy trochę lekkomyślnie kto w wieku dwudziestu kilku lat myśli poważnie o dzieciach? Uznaliśmy razem, iż będziemy żyć dla siebie. Minęło dziesięć lat
Teraz muszę przyjąć pod swój dach dziecko, które kilka dla mnie znaczy. Innego wyjścia nie ma. Jan nigdy nie pozwoli oddać bratanka do domu dziecka, ja też nie odważę się choćby poruszyć tego tematu.
Wiedziałam, iż nigdy nie pokocham tego chłopca, a tym bardziej nie stanę się dla niego matką. Był jak na swoje lata bardzo dojrzały i rozważny, więc postanowiłam być z nim szczera.
Włodku, gdzie wolałbyś mieszkać u nas czy w domu dziecka?
Chciałbym mieszkać u siebie, sam.
Ale nie możesz mieszkać sam. Masz siedem lat. Musisz wybrać.
W takim razie u wujka Jana.
Dobrze, zamieszkasz z nami, ale muszę ci coś powiedzieć. Nie zostanę twoją mamą i nie będę cię kochała, ale będę się tobą opiekować i nie powinieneś się gniewać. U nas, i tak będzie ci lepiej, niż w domu dziecka.
Załatwiliśmy najpotrzebniejsze formalności i wróciliśmy do domu.
Uznałam, iż po tej rozmowie nie muszę udawać troskliwej ciotki, mogę być sobą: nakarmić, uprać, pomóc z lekcjami nie sprawia mi to trudności. Ale oddawać swoje uczucia tego nie potrafię.
Mały Włodek nie zapomniał ani na chwilę, iż nie jest kochany i iż jeżeli chce uniknąć powrotu do domu dziecka, musi się dobrze zachowywać.
W domu zdecydowaliśmy, iż damy Włodkowi najmniejszy pokój. Trzeba było jednak wszystko w nim urządzić od nowa.
Wybieranie tapet, mebli, ozdób to była moja pasja. Rzuciłam się w wir urządzania dziecięcego pokoju z wielkim entuzjazmem.
Pozwoliliśmy Włodkowi wybrać tapetę, a resztę dobierałam sama. Nie żałowałam pieniędzy w końcu nie byłam skąpa, po prostu nie lubiłam dzieci więc pokoik wyszedł pięknie.
Włodek był szczęśliwy! Szkoda tylko, iż mama nie widzi jego nowego pokoju. Gdyby jeszcze mogła go pokochać Wiktoria. Jest dobra, życzliwa, tylko dzieci nie lubi.
Wielokrotnie myślał o tym przed snem.
Włodek cieszył się wszystkim każdą drobnostką. Cyrk, zoo, park rozrywki tak szczerze wyrażał swój zachwyt, iż ja sama zaczęłam czerpać euforia z takich wyjść. Podobało mi się najpierw zaskakiwać go, a potem obserwować jego reakcje.
W sierpniu mieliśmy lecieć z Janem nad Bałtyk, a Włodka miała przejąć na dziesięć dni nasza bliska krewna.
Tuż przed wyjazdem wszystko zmieniłam. Bardzo pragnęłam, by Włodek zobaczył morze. Jan był zdziwiony, ale cieszył się wyjątkowo mocno przywiązał się do chłopca.
Włodek był prawie szczęśliwy! Jakby go jeszcze kochali Ale i tak zobaczy morze!
Wyjazd okazał się wspaniały. Morze ciepłe, owoce soczyste, nastrój doskonały. Ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy i urlop także.
Zaczęły się zwykłe dni: praca, dom, szkoła. A jednak coś w naszym świecie się zmieniło. Pojawiło się nowe uczucie lekka, nieuchwytna radość, oczekiwanie na cud.
I ten cud się wydarzył. Przywiozłam z wakacji nowe życie. Jak to w ogóle możliwe, skoro tyle lat udawało się uniknąć takich niespodzianek?
Nie wiedziałam co robić. Powiedzieć mężowi czy wszystko przeżyć sama? Po pojawieniu się Włodka nie byłam już pewna, czy Jan naprawdę nie chce dzieci. Uwielbiał zajmować się chłopcem, z chęcią zabierał go na piłkę.
Nie, jedno poświęcenie już podjęłam, ale na drugie nie byłam gotowa. Sama wybrałam trudną decyzję.
Siedziałam w klinice, gdy zadzwonili ze szkoły. Włodka zabrali karetką, podejrzenie wyrostka robaczkowego. Wszystko trzeba odłożyć.
Wpadłam do szpitala. Włodek leżał blady, trząsł się z zimna. Gdy mnie zobaczył, rozpłakał się.
Wiktorio, proszę, nie odchodź. Boję się. Bądź dziś moją mamą. Proszę, tylko ten jeden raz, potem nigdy już nie będę prosił.
Chłopiec mocno ścisnął moją rękę, łzy lały się strumieniami. Wydawało mi się, iż przeżywa prawdziwą histerię. Nigdy wcześniej nie widziałam, by płakał tylko w dniu pogrzebu.
A teraz wszystko się rozpadło.
Przycisnęłam jego dłoń do policzka.
Włodeczku, jeszcze trochę. Zaraz przyjdzie lekarz i wszystko będzie dobrze. Jestem tutaj, nie odejdę nigdzie.
Boże, jak go kochałam w tym momencie! Ten chłopiec z roziskrzonymi oczami, to najważniejsze, co mam.
Childfree co za głupota. Jeszcze dziś wieczorem powiem Janowi o naszym dziecku. Ta decyzja przyszła, gdy Włodek mocniej ścisnął moją rękę z bólu.
Minęło dziesięć lat.
Dziś prawie jubileusz mam czterdzieści pięć lat. Będą goście, życzenia. Teraz, przy kawie, wszystko do mnie wraca.
Ależ gwałtownie przeleciał czas. Młodość minęła. Stałam się kobietą, szczęśliwą żoną i mamą dwojga cudownych dzieci. Włodek ma prawie osiemnaście lat, Zosia dziesięć. I nie żałuję niczego.
Chociaż… jest jedna rzecz, której żałuję bardzo, bardzo mocno. Tamtych słów o braku miłości. Jak bym chciała, żeby Włodek ich nie pamiętał, żeby zapomniał i nigdy do nich nie wracał.
Po tamtym dniu w szpitalu, starałam się jak najczęściej mówić mu o swojej miłości, ale czy pamięta wcześniejsze wyznania i tamte pierwsze słowa nigdy nie ośmieliłam się zapytać…








