Nie odchodź, mamo. Polska historia rodzinna pełna trudnych wyborów, matczynych oczekiwań oraz miłości, która pozwala zrozumieć drugiego człowieka

newskey24.com 15 godzin temu

Nie odchodź, mamo. Opowieść rodzinna

Stare polskie przysłowie mówi: człowieka nie od razu rozgryziesz, jak orzecha.

Ale Danuta Strzelecka była przekonana, iż to głupoty ona doskonale zna się na ludziach!

Jej córka, Jagoda, rok temu wyszła za mąż.

Danuta marzyła, iż córka znajdzie porządnego chłopaka, pojawią się wnuki. Ona, babcia, będzie znowu głową tego rodu, przewodniczką, jak dawniej.

Aleksander wydawał się niegłupi, więc i niebiedny. Wyglądało, iż był z tego bardzo dumny. Ale zamieszkali osobno, Aleksander miał własne mieszkanie, a jej rady nie były im najwyraźniej potrzebne.

Czuła, iż wywiera na Jagodę zły wpływ.

Takie układy wcale nie wpisywały się w jej plany. Aleksander zaczął ją coraz bardziej drażnić.

Mamo, nie rozumiesz, Aleksander wychował się w domu dziecka. Wszystko, co ma, osiągnął sam. Jest silny i bardzo dobry tłumaczyła smutno Jagoda.

Ale Danuta Strzelecka tylko zaciskała usta i wciąż znajdowała w Aleksandrze nowe skazy.

Coraz bardziej wydawał jej się kimś innym, niż udawał przed córką! I poczuła, iż jej matczyny obowiązek otworzyć Jagodzie oczy na tego pustego chłopaka, póki nie za późno!

Nie miał wykształcenia, był uparty i niczym szczególnym się nie interesował!

Weekendy przesiedział przy telewizorze, zmęczony niby! Z takim człowiekiem jej córka ma przeżyć życie? Na to ona nie pozwoli. Jagoda jeszcze jej za wszystko podziękuje.

A gdy pojawią się dzieci, jej wnuki, czego taki ojciec ich nauczy?!

Danuta była bardzo rozczarowana. Oczywiście Aleksander, wyczuwając niechęć teściowej, zaczął unikać kontaktów.

Zaczęli się widywać coraz rzadziej, a do ich mieszkania Danuta w ogóle przestała zaglądać.

Ojciec Jagody, człowiek łagodny, znając charakter żony, wycofał się i stał na uboczu.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do niej Jagoda, głos miała roztrzęsiony:

Mamo, nie mówiłam ci, ale pojechałam na dwa dni w delegację. Aleksander się rozchorował, na budowie złapał grypę, wrócił wcześniej do domu, kiepsko się czuł. Teraz dzwonię, ale nie odbiera.

Jagoda, po co mi to opowiadasz? wybuchła Danuta. Żyjecie po swojemu, o nas z ojcem choćby nie pamiętacie! Może ja też czuję się źle nikogo to nie obchodzi!

I ty do mnie w nocy wydzwaniasz, żeby mi powiedzieć, iż Aleksander się przeziębił? Dobrze się czujesz?

Mamusiu głos Jagody zadrżał, wyraźnie się martwiła przepraszam, po prostu mi przykro, iż nie rozumiesz, iż się kochamy. Uważasz, iż Aleksander jest kilka wart, iż jest pusty, ale to nieprawda! Jak możesz sądzić, iż ja, twoja córka, pokochałabym złego człowieka? Nie wierzysz mi?

Danuta milczała.

Mamo, proszę cię, masz klucz do naszego mieszkania. Wejdź do nas, coś jest nie tak z Aleksandrem! Proszę, mamo!

Dobrze, ale tylko dla ciebie powiedziała Danuta i poszła obudzić męża.

Na dzwonek nikt nie otworzył, więc Danuta otworzyła swoim kluczem.

Weszli do mieszkania ciemno, może nikogo nie ma?

Może wyszedł? rzucił mąż, ale Danuta spojrzała na niego surowo. Przeniosła się na nią niepokój córki.

Weszła do pokoju i aż złapała się za serce. Aleksander leżał na kanapie w dziwnej pozycji. Miał gorączkę!

Lekarz z pogotowia gwałtownie zaradził sprawie:

Proszę się nie martwić, u syna powikłania po przeziębieniu. Pracuje dużo, prawda? zapytał ze współczuciem lekarski głos, spoglądając na Danutę.

Tak, pracuje kiwnęła głową.

Wszystko będzie dobrze, kontrolujcie temperaturę, jakby coś dzwońcie.

Aleksander spał, a Danuta usiadła w fotelu, czując się dziwnie czuwała przy łóżku znienawidzonego zięcia.

Leżał blady, włosy potargane i przyklejone do czoła. Nagle zrobiło jej się żal. We śnie wyglądał młodziej, a buzię miał łagodniejszą niż zwykle.

Mamo wyszeptał Aleksander przez sen, chwycił ją za rękę nie odchodź, mamo.

Danuta zamarła, ale nie wyrwała się z jego dłoni.

Siedziała przy nim do rana.

Z samego świtu zadzwoniła Jagoda:

Mamo, wybacz, wrócę zaraz, nie musisz przychodzić, będzie dobrze.

Oczywiście, jest już dobrze uśmiechnęła się Danuta czekamy na ciebie, wszystko u nas w porządku.

*****

Kiedy urodził się pierwszy wnuk, Danuta od razu zaoferowała pomoc.

Aleksander z wdzięcznością pocałował ją w dłoń:

Widzisz, Jagoda, mówiłaś, iż mama nie będzie chciała nas wspierać.

A Danuta, dumnie trzymając w ramionach małego Bartka, krążyła po mieszkaniu i mruczała do wnuczka:

Popatrz, Bartuś, masz najlepszych rodziców i babcię z dziadkiem! Szczęściarz z ciebie!

Więc jednak przysłowie ma rację człowieka nie rozgryziesz z miejsca jak orzecha.

Tylko miłość potrafi wszystko wyjaśnićPo południu, kiedy mieszkanie wypełniło się śmiechem, Danuta przystanęła w drzwiach kuchni i cicho westchnęła. Roześmiany Aleksander kręcił się wokół Jagody i Bartka, nieporadnie przewijał dziecko, żartował, a Jagoda patrzyła na nich z łagodnym uśmiechem.

Przez chwilę Danuta poczuła się, jakby patrzyła na kadr z cudzego życia. Wszystko toczyło się dalej, rodzina rosła i zmieniała się, a ona zamiast być przewodniczką była świadkiem, towarzyszem i wsparciem.

Przy kolacji spojrzała na zięcia śmiejącego się, zaskakująco czułego i nagle doznała ulgi, jakby spadł z niej ciężar starych oczekiwań. Serce podpowiedziało jej coś jeszcze: prawdziwe miejsce matki nie jest na czele, ale przy sercu tych, których kocha.

Wieczorem, gdy żegnała się z Jagodą, uniosła wnuka do policzka, czule ścisnęła dłoń Aleksandra i szepnęła:

Pamiętajcie, rodzina to skarb. A ja już nie odchodzę zawsze jestem tu, gdy mnie potrzebujecie.

I tym razem naprawdę to czuła, bo nic nie smakuje tak słodko jak pogodzenie się z drugim człowiekiem choćby orzech ma w sobie serce.

Idź do oryginalnego materiału