Nie odchodź, mamo. Polska opowieść rodzinna

newsempire24.com 6 godzin temu

Nie odchodź, mamo. Historia rodzinna

Polskie przysłowie mówi: nie oceniaj książki po okładce.

Ale Grażyna Nowak uważała, iż to głupstwo ona przecież świetnie zna się na ludziach!

Jej córka, Jagoda, rok temu wyszła za mąż.

Grażyna całym sercem marzyła, iż jej córka trafi na porządnego chłopaka, wnuki się pojawią. No i ona, babcia, jak dawniej zostanie głową całej tej dużej rodziny.

Marek okazał się chłopak niemal niegłupi, a przy tym nie biedny. I wyglądało na to, iż był z tego bardzo dumny. Ale mieszkali osobno, Marek miał własne mieszkanie i ewidentnie nie potrzebowali jej rad!

On na pewno miał zły wpływ na Jagodę!

Takie układy zupełnie nie mieściły się w planach Grażyny. Marek zaczynał ją coraz bardziej drażnić.

Mamo, Ty mnie nie rozumiesz, przecież Marek jest z domu dziecka. Sam wszystkiego się dorobił, jest silny, dobry i bardzo porządny martwiła się Jagoda.

Ale Grażyna tylko zaciskała usta, doszukując się w Marku kolejnych wad.

Teraz wydawał się jej zupełnie innym człowiekiem niż tym, za kogo się podawał przed jej córką! A ona jako matka musiała przecież otworzyć Jagodzie oczy na tego pustego chłopaka, zanim będzie za późno!

Żadnego wykształcenia, ciężki w obyciu, nic go nie interesuje!

W weekendy tylko siedzi przed telewizorem, bo zmęczony, widocznie!

I z kimś takim jej córka chce spędzić życie? Nie ma mowy, w końcu Jagoda jeszcze będzie jej za to wdzięczna.

A jak pojawią się dzieci, jej, Grażyny, wnuki czego taki ojciec może ich nauczyć!?

Słowem, Grażyna była mocno rozczarowana. Marek, czując niechęć teściowej, także zaczął jej unikać.

Kontaktowali się coraz rzadziej, a Grażyna do ich mieszkania przestała zaglądać całkiem.

Ojciec Jagody, człowiek łagodny z natury, znając żonę, zachował neutralność.

Pewnego wieczoru, tuż przed północą, Jagoda zadzwoniła do Grażyny z wyraźnym zdenerwowaniem w głosie:

Mamo, nie mówiłam Ci wyjechałam na dwa dni w delegację. Marek się przeziębił na budowie, wcześnie z pracy wrócił, niezbyt się czuł. Dzwonię do niego, a on nie odbiera.

Jagoda, po co mi to wszystko mówisz? zdenerwowała się Grażyna. Sami sobie żyjecie, tatuś i ja nikogo nie obchodzimy! Skąd mam wiedzieć, jak się czuję kogo to teraz obchodzi!

I dzwonisz do mnie w nocy, żeby mi powiedzieć, iż Marek jest chory? Naprawdę?

Mamusi, Jagodzie zadrżał głos, naprawdę się martwiła, wybacz, po prostu przykro mi, iż nie chcesz zrozumieć, iż naprawdę się kochamy. Uważasz, iż Marek jest nieodpowiedni, iż jest nikim, ale to nie prawda! Jak możesz myśleć, iż Twoja córka pokochałaby złego człowieka, nie ufasz mi?

Grażyna zamilkła.

Mamo, proszę Cię bardzo, masz przecież klucz do naszego mieszkania. Wejdź chociaż raz, błagam! Boję się, iż z Markiem coś się stało! Proszę, mamusiu!

Dobrze, tylko dla Ciebie westchnęła Grażyna i zaczęła budzić męża.

Na dzwonek nikt w mieszkaniu ich córki nie odpowiedział, więc Grażyna otworzyła drzwi swoim kluczem.

Weszli z mężem ciemno, może faktycznie nikogo nie ma?

Może go nie ma w domu? rzucił mąż, ale Grażyna spojrzała na niego z wyrzutem. Jej także udzielił się niepokój Jagody.

Weszła do pokoju i aż się przeraziła. Marek leżał na kanapie w dziwnej pozycji. Gorączka!

Lekarz z pogotowia gwałtownie się nim zajął:

Proszę się nie martwić, państwa syn chyba nabawił się powikłań po przeziębieniu. Musiał przetrwać chorobę na nogach, pewnie dużo pracuje? dopytywał się lekarz.

Tak, pracuje bardzo ciężko przyznała Grażyna.

Wszystko będzie dobrze, proszę obserwować temperaturę i w razie czego dzwonić.

Marek spał, a Grażyna usiadła w fotelu i poczuła się dziwnie oto czuwa przy łóżku znienawidzonego zięcia.

Leżał blady, spocone włosy przylepione do czoła. I nagle było jej go szczerze żal. We śnie wydawał się młodszy, a twarz miał łagodniejszą niż zwykle.

Mamo Marek zawołał przez sen i ujął jej dłoń nie odchodź, mamo

Grażyna aż zaniemówiła, ale nie odważyła się wyrwać ręki.

Siedziała przy nim przez całą noc.

O świcie zadzwoniła Jagoda:

Mamusiu, przepraszam, niedługo wracam, już nie trzeba jechać, myślę, iż wyzdrowieje.

Oczywiście, iż wyzdrowieje, już jest lepiej odpowiedziała Grażyna z uśmiechem czekamy na Ciebie, wszystko w porządku.

*****

Kiedy urodził się jej pierwszy wnuk, Grażyna natychmiast zaproponowała pomoc.

Marek z wdzięcznością pocałował ją w rękę:

Widzisz, Jagoda, a mówiłaś, iż mama nie będzie chciała nam pomóc.

A Grażyna, dumnie nosząc na rękach małego Tadeusza, chodziła po mieszkaniu i mówiła do wnuka:

Tadziu, szczęściarz z Ciebie, masz najlepszych rodziców i dziadków na świecie! Jesteś naprawdę szczęśliwy, chłopaku!

Wygląda na to, iż przysłowie nie kłamie człowieka nie poznasz od razu.

I tylko miłość pozwala wszystko zrozumiećA gdy wracała do siebie ze świeżym zapachem niemowlęcia na rękach, przez długą chwilę stała jeszcze na progu. W oknie pojawił się Marek z synem, pomachał jej ostrożnie, nie chcąc wybudzić Tadzia. Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy a wtedy Grażyna po raz pierwszy poczuła, iż wszystko w jej rodzinie jest dokładnie tak, jak być powinno.

Zrozumiała, iż miłość to także dorastanie do własnych błędów, a bliskość czasem trzeba zbudować z kawałków zwątpienia i nowych szans. Przytuliła kurczowo torebkę do siebie, poczuła łzę radości, która wymknęła się mimo woli.

Będę zawsze blisko szepnęła sama do siebie. choćby jeżeli moje dzieci wybierają inną drogę niż ja.

Bo największą mądrością matki jest w końcu nauczyć się odchodzić powoli zostawiając w sercach tylko światło.

Idź do oryginalnego materiału