Ludowe powiedzenie mówi: człowiek to nie orzech, nie od razu poznasz, co ma w środku.
Ale Jadwiga Zielińska uważała, iż to bzdury przecież ona się na ludziach zna jak mało kto!
Jej córka Magdalena rok temu wyszła za mąż.
Jadwiga od dawna marzyła, iż Magda znajdzie porządnego chłopaka, doczekają się dzieci, a ona zostanie prawdziwą głową całej, dużej rodziny jak przystało na babcię.
Marek okazał się chłopakiem niegłupim i co ważne, jak na dzisiejsze czasy, całkiem nieźle sobie radził finansowo. Chyba był z tego choćby dumny. Zamieszkali jednak osobno, Marek miał swoje mieszkanie i wyglądało na to, iż jej, Jadwidze, rady wcale nie były im potrzebne!
Wydawało jej się, iż to Marek źle wpływa na Magdę!
Takie relacje zupełnie nie pasowały do planów Jadwigi. Z czasem Marek zaczął ją coraz bardziej drażnić.
Mamo, nie rozumiesz, Marek wychował się w domu dziecka. Wszystko osiągnął sam, jest silny, dobry człowiek tłumaczyła Magda, widząc niezadowolenie mamy.
Jadwiga jednak, zaciskając usta, za każdym razem wyszukiwała w Marku nowe wady.
Teraz wydawał jej się zupełnie inny niż na początku znajomości z córką! Czuła się wręcz zobowiązana otworzyć córce oczy na tego pustego chłopaka, zanim będzie za późno!
Wykształcenia żadnego, uparty, w niczym szczególnym się nie interesuje!
W weekendy tylko siedzi przed telewizorem pod pretekstem, iż jest zmęczony po pracy!
I z takim facetem jej córka chce spędzić całe życie? Nie pozwoli na to! Jeszcze Magda jej podziękuje.
A jeżeli pojawią się dzieci, wnuki Jadwigi to czego on mógłby je nauczyć?!
Jadwiga czuła wielkie rozczarowanie. Marek, wyczuwając jej nastawienie, zaczął unikać spotkań.
Coraz rzadziej się widywali, a Jadwiga choćby przestała odwiedzać ich mieszkanie.
Ojciec Magdy, człowiek pogodny i wyrozumiały, doskonale znając swoją żonę, zachował neutralność.
Aż pewnego wieczoru Magda zadzwoniła do Jadwigi wyraźnie zaniepokojona:
Mamo, nie mówiłam ci wcześniej, ale wyjechałam służbowo na dwa dni. Marek jest po chorobie, coś złapał na budowie. Dzisiaj choćby wcześniej wrócił do domu i nie czuł się najlepiej. Teraz dzwonię do niego, ale nie odbiera telefonu.
Magdo, po co mi to wszystko opowiadasz? zirytowała się Jadwiga. Żyjecie po swojemu, do nas z ojcem się nie odzywacie! Kto wie, jak ja się czuję? To chyba nikogo nie obchodzi!
I jeszcze w nocy dzwonisz, żeby opowiedzieć, iż Marek jest chory? Zwariowałaś?
Mamusiu… głos córki zadrżał, naprawdę była zatroskana proszę, po prostu jest mi przykro, iż nie chcesz zrozumieć, jak bardzo się kochamy. Uważasz, iż Marek jest nic nie wart, ale to nieprawda! Czy możesz uwierzyć, iż twoja córka umie kochać dobrego człowieka?
Jadwiga milczała.
Mamo, bardzo cię proszę, masz przecież klucz do naszego mieszkania. Zajrzyj tam, mam złe przeczucie, z Markiem coś się musiało stać… Proszę cię, mamo!
Dobrze, zrobię to tylko dla ciebie odpowiedziała Jadwiga i poszła obudzić męża.
Nikt nie otwierał drzwi. Jadwiga przekręciła klucz w zamku.
Weszli z mężem, w mieszkaniu było ciemno. Może faktycznie go nie ma?
Może nie ma go w domu? zasugerował mąż, ale Jadwiga rzuciła mu groźne spojrzenie. Udzielił jej się niepokój Magdy.
Zajrzała do pokoju i aż zamarła z przerażenia. Marek leżał wykręcony na kanapie w dziwnej pozycji. Aż parzył od gorączki!
Lekarz z pogotowia gwałtownie przywrócił chłopaka do przytomności.
Proszę się nie martwić, u syna powikłania po przeziębieniu. Przepracowany zapytał ze współczuciem lekarz, patrząc na Jadwigę.
Tak, pracuje bardzo dużo odpowiedziała cicho.
Wszystko będzie dobrze, obserwujcie go, w razie potrzeby proszę dzwonić.
Marek spał, a Jadwiga usiadła przy jego łóżku, czując się dziwnie przecież dopiero co nie mogła go znieść!
Wyglądał blado, włosy spięte potem przyklejone do czoła. Zarazem zrobiło jej się go żal. We śnie wyglądał młodziej, łagodniej, niż zwykle.
Mamusiu, nie odchodź… wyszeptał przez sen Marek i ujął jej dłoń.
Jadwiga zesztywniała, ale nie wyrwała ręki z jego uścisku.
Siedziała tak przy nim do rana.
O świcie zadzwoniła Magda:
Mamo, przepraszam, już wracam, nie musisz już się fatygować, będzie dobrze.
Oczywiście, już wszystko w porządku odpowiedziała z uśmiechem Jadwiga. Czekamy na ciebie, u nas wszystko dobrze.
*****
Gdy urodził się jej pierwszy wnuk, Jadwiga od razu zaoferowała pomoc.
Marek z wdzięcznością pocałował ją w rękę:
Widzisz, Magda, mówiłeś, iż mama nie będzie chciała nam pomagać.
A Jadwiga, dumnie nosząc na rękach małego Szymonka, chodziła po mieszkaniu i przemawiała do wnuka:
No widzisz, Szymek, ale ci się poszczęściło masz najlepszych rodziców oraz babcię i dziadka! Jesteś prawdziwym szczęściarzem!
Jednak chyba jest coś w tym przysłowiu człowieka nie poznasz od razu, jak orzecha.
I tylko miłość pozwala naprawdę wszystko zrozumieć.














