Nie odchodź, mamo. Rodzinna opowieść z serca polskiego domu

newsempire24.com 3 dni temu

Ludowa mądrość mówi: człowiek to nie orzech, od razu go nie rozgryziesz.

Ale Grażyna Mikołajewska uważała, iż to bzdura przecież ona zna się na ludziach jak mało kto!

Jej córka, Jagoda, rok temu wyszła za mąż.

Grażyna całe życie marzyła, iż Jagoda znajdzie porządnego chłopaka, będą wnuki. A ona, babcia, znów będzie trzymać wszystkich pod pantoflem, jak kiedyś.

Bartosz wydawał się chłopak niegłupi, a i pieniędzy miał trochę. Dumny był z siebie, co się zowie. Ale zamieszkali osobno, Bartosz miał swoje mieszkanie i, najwyraźniej, porad Grażyny nie potrzebowali!

To on, Grażynie, wyraźnie źle wpływał na Jagodę!

Takie układy nie pasowały do planu Grażyny. Szczerze mówiąc, Bartosz coraz bardziej ją denerwował.

Mamusiu, nie rozumiesz, Bartosz jest z domu dziecka. Sam wszystko osiągnął, silny z niego człowiek, dobry bardzo przekonywała Jagoda.

Grażyna tylko zaciskała usta i wyszukiwała u Bartosza kolejne wady.

Co to za ziółko?! Przy córce udaje aniołka, a naprawdę pustak i leniuch. Grażyna, będąc matką, musiała przecież otworzyć córce oczy na tego nieudacznika, póki czas!

Wykształcenia żadnego, do rozmowy ciężki, niczego poza telewizorem nie lubi!

W weekendy przyklejony do kanapy, bo niby zmęczony po robocie!

I z takim osobnikiem jej córka ma spędzić życie? O nie, jeszcze jej podziękuje, kiedy się zorientuje!

A jak już będą dzieci, jej wnuki to czego taki ojciec miałby ich nauczyć?!

Grażyna była rozczarowana. Bartosz, wyczuwając teściową jak radar, też coraz częściej unikał wspólnych rozmów.

Kontaktowali się coraz rzadziej, Grażyna zaś do ich mieszkania już nogi nie chciała postawić.

Ojciec Jagody Marian, człowiek spokojny i rozważny, zajął pozycję Szwajcarii i nie wtrącał się do ich konfliktów.

Aż któregoś wieczoru, do Grażyny zadzwoniła Jagoda wyraźnie roztrzęsiona:

Mamusiu, nie mówiłam ci, ale pojechałam na dwa dni w delegację. Bartosz na budowie się przeziębił, wrócił wcześniej z pracy, źle się czuł. Dzwoniłam do niego, ale nie odbiera

I po co mi to mówisz?, warknęła Grażyna. Żyjecie po swojemu, nas z ojcem macie gdzieś! Kto się mnie pyta, jak ja się czuję, hm? Teraz do mnie wydzwaniasz w nocy, żeby powiedzieć, iż Bartosz katarek złapał? Czy ty sobie żartujesz?

Jagodzie zadrżał głos:

Mamusiu… Przepraszam, chciałam, żebyś zrozumiała, iż my się kochamy i iż Bartosz nie jest taki, za jakiego go bierzesz! Naprawdę myślisz, iż twoja córka mogłaby pokochać kogoś złego? Nie wierzysz mi?

Grażyna zamilkła.

Bardzo cię proszę, masz przecież klucz do naszego mieszkania… Wejdź tam, mam złe przeczucia co do Bartosza! Proszę, mamo!

No dobra, zrobię to dla ciebie mruknęła Grażyna i zaczęła szarpać śpiącego Mariana.

Pukali cisza. Grażyna sama otworzyła drzwi.

W mieszkaniu ciemno, cicho jak makiem zasiał.

Pewnie go nie ma szepnął Marian, ale Grażyna rzuciła mu wymowne spojrzenie. Zaczęła się martwić na serio.

Weszła do pokoju i… przeraziła się. Bartosz leżał wykręcony jak precel na kanapie. Gorączka!

Lekarz z pogotowia doprowadził Bartosza do pionu:

Niech się pani nie martwi, synowi chyba coś się pogorszyło po przeziębieniu. Widocznie ciężko pracuje? zapytał życzliwie Grażynę.

Ano, pracuje przyznała.

Będzie dobrze, pilnujcie temperatury. Jakby co, dzwońcie.

Bartosz spał, a Grażyna, sama nie wiedząc czemu, usiadła przy nim na fotelu. I tak, przy łóżku nieznośnego zięcia, czuła się jakby spadła z księżyca.

Leżał tam biedny i blady, pot na czole, włosy przylepione. choćby jej zrobiło się go żal. We śnie wydawał się młodszy, szczery, nie taki zadziorny.

Mamo, wyszeptał nagle Bartosz przez sen i chwycił ją za rękę, nie odchodź, mamo…

Grażyna oniemiała, ale ręki nie wyrwała.

Siedziała przy nim całą noc.

Ledwo świt, dzwoni Jagoda:

Mamusiu, przepraszam, zaraz sama wrócę, nie trzeba już jechać, wszystko się pewnie ułoży…

Już się ułożyło, kochanie uśmiechnęła się Grażyna, czekamy na ciebie, wszystko w porządku.

*****

Gdy tylko na świecie pojawił się pierwszy wnuk, Grażyna od razu zaoferowała pomoc.

Bartosz z wdzięcznością pocałował ją w dłoń:

Widzisz, Jagoda, a mówiłaś, iż mama nie będzie chciała nam pomagać!

A Grażyna z dumą nosiła małego Wojtusia na rękach, spacerując po mieszkaniu i trajkocząc:

Popatrz, Wojtuś, aleś ty szczęściarz! Masz najlepszych rodziców i dziadków pod słońcem! Fajny z ciebie chłopak!

Czyli chyba jednak przysłowie ma rację człowieka na raz nie przegryziesz.

A dopiero miłość pomaga dojść do ładu ze wszystkim.

Idź do oryginalnego materiału