Nie rozdrapuj przeszłości Często zastanawia się nad swoim życiem Teodozja, gdy mija pięćdziesiątkę….

newsempire24.com 18 godzin temu

Nie rozgrzebuj przeszłości

Często rozmyśla Nadzieja o swoim życiu, przekroczywszy pięćdziesiątkę. Nie może nazwać swego małżeństwa szczęśliwym, a wszystko przez męża, Marka. W młodości pobrali się z miłości, oboje byli w siebie zapatrzeni. Gdy nagle Marek się zmienił, Nadzieja przeoczyła ten moment.

Mieszkali na wsi, w domu teściowej, Barbary. Starała się, żeby w domu panował spokój, szanowała teściową, a Barbara traktowała ją ciepło. Matka Nadziei mieszkała w sąsiedniej wiosce z młodszym synem, często chorowała.

Barbara, jak ci się żyje z tą swoją synową, Nadzieją? podpytują sąsiadki, gdy spotkają ją przy studni, w sklepie, albo ot tak, na drodze.

Co tu mówić? Nadzieja jest pomocna, wszystko w domu potrafi i gospodarstwo prowadzi znakomicie, pomaga mi we wszystkim odpowiada zawsze teściowa.

E, nie wierzymy, iż macie taki spokój i zgodę. Kiedy to się zdarza, iż teściowa chwali synową? nabierają ją sąsiadki.

Jak tam chcecie ucina Barbara i idzie dalej.

Nadzieja urodziła córkę, Malwinę. Wszyscy się cieszyli.

Nadziejko, Malwinka to bardziej do mnie podobna doszukiwała się Barbara swoich rysów w wnuczce, a synowa tylko się śmiała, jej było obojętne do kogo dziecko podobne.

Kiedy Malwina skończyła trzy lata, Nadzieja urodziła syna. Znowu radosne zamieszanie. Marek pracował, Nadzieja była z dziećmi w domu, teściowa sporo pomagała. Żyli zgodnie może choćby lepiej niż inni. Marek nie pił, jak mężowie w okolicy. Nieraz żony szukały mężów przy remizie czy sklepie, gdzie ci popijali aż nie mogli wrócić do domu. Wtedy żony ich sprowadzały, klnąc na czym świat stoi.

Kiedy Nadzieja była w trzeciej ciąży, dowiedziała się, iż mąż ją zdradza. Na wsi wszystko gwałtownie wychodzi na jaw Marek kręcił z wdową, Justyną. Sąsiadka, Jadwiga, nie omieszkała przyjść.

Nadziejko, nosisz trzecie dziecko Marka, a on taki niewdzięcznik, chodzi do innych bab powiedziała dosadnie.

Jadwigo, serio? Jakoś niczego nie zauważyłam zdziwiła się Nadzieja.

A kiedy masz czas zauważać? Dwójka dzieci, trzecie w drodze, dom, teściowa, gospodarstwo! A Marek żyje, jak chce. Cała wieś już wie, iż się z Justyną prowadza, a ona choćby nie kryje!

Nadzieja była załamana, Barbara także wiedziała, ale milczała szkoda jej synowej było. Nieraz strofowała Marka, ale ten gwałtownie ją uciszał.

Mamo, co ty niby wiesz, kobiety tylko plotą głupoty odparł.

Pewnego razu przybiegła Jadwiga.

Nadziejko, Marek właśnie wszedł do Justyny, widziałam na własne oczy. Chcesz zostać sama z trojgiem dzieci? Idź do tej bezwstydnicy, wyciągnij ją za włosy! Jesteś w ciąży, Marek nie ośmieli się podnieść ręki pędziła z radą.

Nadzieja wiedziała, iż nie ma odwagi na awanturę. Justyna była przebojowa, awanturnicza, męża utopiła pijącego w rzece, żyła burzliwie, umiała się bronić. W końcu Nadzieja się zdecydowała.

Pójdę, popatrzę Markowi w oczy, może się przyzna. I tak wszystko tłumaczy plotkami powiedziała teściowej, ale Barbara ją odradzała.

Nadziejko, nie idź z ciążą O siebie się zatroszcz.

Jesienią, po zmroku, Nadzieja zapukała w okno Justyny, czekała, aż wyjdzie. Ale Justyna tylko zza drzwi odezwała się:

Czego chcesz, czego się do mnie dobijasz?

Otwórz drzwi, wiem, iż mój Marek tu jest, powiedziano mi krzyknęła Nadzieja.

Już, już, na pewno ci otworzę! Idź do domu, bo ludzi rozśmieszasz zaśmiała się Justyna.

Nadzieja postała chwilę, wróciła domyśliła się, iż drzwi nie otworzy. Mąż wrócił po północy pijany rzadko pił, ale zdarzało się. Nadzieja nie spała.

Byłeś u Justyny, razem piliście. Przyszłam, nie otworzyła Ty dobrze wiesz mówiła.

Wymyślasz sobie. Nie byłem! Piłem z Krzyśkiem Kulawym, zasiedzieliśmy się tłumaczył Marek.

Nie uwierzyła mu, ale nie zrobiła awantury późno już, a i tak nie była skora do kłótni. Co mogła zrobić, przecież “nie złapany nie ukradł”. Całą noc rozmyślała:

Dokąd pójdę z dwójką dzieci? Matka chora, a brat z rodziną tam mieszka trójka dzieci. W domu i tak ciasno, jak się tam pomieścimy?

Matka zawsze jej powtarzała, gdy Nadzieja skarżyła się na zdrady męża.

Cierp, córko, jak już wyszłaś za mąż i dzieci urodziłaś, to wytrzymaj. Myślisz, iż mnie było z twoim ojcem łatwo? Pił, gonił nas, chowaliśmy się u sąsiadów. Bóg zabrał go po swojemu. Wytrzymałam. Twój Marek chociaż nie pije i nie bije cię. Kobiecy los zawsze polegał na cierpliwości.

Nie ze wszystkim zgadzała się z matką, ale wiedziała, iż od Marka odejść nie da rady. Barbara też ją pocieszała.

Dziecko, gdzie ty z trójką dzieci? Damy radę razem z Markiem!

Trzecią urodziła córkę Wiolę, słaba była, często chorowała. Pewnie nerwy Nadziei podczas ciąży odbiły się na zdrowiu dziecka. Z czasem Wiola się uspokoiła, a Barbara poświęcała jej dużo uwagi.

Nadziejko, wiesz znowu przybiegła Jadwiga, wieczne wieści przynosi Justyna przyjęła do siebie Mietka, żona go wyrzuciła.

Przyjęła, niech jej będzie odpowiadała Nadzieja, ciesząc się po cichu, iż jej Marek tam nie pobiegnie.

Ale już po miesiącu Jadwiga znowu się rozgadała.

Mietek wrócił do żony, od Justyny się wyniósł. Teraz ona znów będzie chłopa szukała. Pilnuj swego Marka, bo jeszcze coś do niej go przyciągnie przestrzegała.

Nadzieja z Markiem żyli na nowo spokojniej, a Barbara się cieszyła. Ale jeżeli facet ma w sobie jakiś diabełek, nie usiedzi przy żonie.

Barbarze, wracającej ze sklepu, spotkała dawna przyjaciółka, Weronika.

Barbara, i w kogo ty tego Marka masz? Nadzieja porządna i ładna kobieta, do tego matka! Ty ją chwalisz, a jemu jeszcze czego trzeba?

Co Weroniko, Marek znów za babami biega?

Biega, oj, biega Co mu brakuje? Ma u was jak w raju: najedzony, wyprany, zadbany. A teraz lata do Wandy, tej rozwódki ze stołówki

Barbara nie mówiła Nadziei, syna karciła po cichu, prosiła, żeby się opamiętał. Ale na wsi sekrety nie istnieją. Nadzieja znów dowiedziała się z ust Jadwigi. Prośby i łzy na Marka nie działały. Chodził jak chodził. Rodziny nie zamierzał opuszczać, wiedział, iż nigdy nie odejdzie od żony i dzieci. Ale i wierny nie był. Wygodnie mu żona, dzieci, matka, dom na tip-top, a na boku kobiety dla rozrywki.

Barbara już otwarcie kłóciła się z synem, upominała, ale czy dorosły facet przejmuje się matką? Krzyczał, żeby się nie wtrącały.

Mamo, dla rodziny się staram, pracuję, pieniądze przynoszę, a wy mnie tylko oskarżacie. Wierzycie babskim plotkom odpierał Marek.

Z czasem przestał pić całkiem. Lata mijały. Dzieci dorosły. Malwina wyszła za mąż w powiecie, tam skończyła szkołę, tam została. Syn skończył studia w mieście, ożenił się z dziewczyną stamtąd.

Najmłodsza Wiola kończy szkołę, szykuje się do liceum w powiecie. Marek się uspokoił, nigdzie nie wychodzi, praca i dom. Częściej leży na kanapie, zdrowie już nie to. Alkoholu nie rusza, choć dawniej też nie przesadzał.

Nadziejko, coś mi serce dokucza, jakoś ciągnie w plecy znów kolana bolą, co to za stawy może trzeba do lekarza w powiecie narzekał Marek.

Nadzieja nie współczuła mu. Jej serce dawno skamieniało od łez i rozczarowań, które przeżyła, nim on się uspokoił.

Zdrowia mu brak, to tylko siedzi w domu i narzeka myślała niech idzie, żali się swoim byłym Niech się teraz one nim interesują.

Barbara zmarła, pochowano ją obok męża. W domu Nadziei i Marka zapadł spokój. Od czasu do czasu wpadają dzieci i wnuki. Oboje są zadowoleni. Ojciec narzeka dzieciom na zdrowie, bywa, iż obwinia żonę, iż go nie leczy. Najstarsza córka przywozi lekarstwa, martwi się i upomina Nadzieję:

Mamo, nie miej żalu do taty, przecież on choruje a Nadziejce przykro, bo córka trzyma stronę ojca.

Córko, sam sobie winien, młodość miał zbyt burzliwą, a teraz chce litości. Ja też nie jestem ze stali, zdrowie straciłam przez niego tłumaczyła matka.

Syn również próbuje podnieść ojca na duchu, częściej rozmawia z nim wiadomo, mężczyźni się lepiej dogadują.

Dzieci jakby nie rozumieją matki, gdy ta tłumaczy, iż ojciec zdradzał ją, a ona wszystko znosiła dla nich. Jak zostawić dzieci bez ojca? Jak ciężko jej było? A co słyszała?

Mamo, nie rozgrzebuj przeszłości, nie dręcz taty powtarzała córka, brat ją popierał.

Mamo, co było, minęło uspokajał syn, głaszcząc po ramieniu.

Choć Nadziei trochę żal, iż dzieci opowiadają się za ojcem, rozumie ich i nie chowa urazy takie jest życie.

Dziękuję za przeczytanie, za wsparcie i życzę wam pomyślności. Pamiętajcie przeszłości nie zmienimy, ważne jak żyjemy dziś i co z niej potrafimy zrozumieć.

Idź do oryginalnego materiału