Nie rozgrzebuj przeszłości
Często Mariola zamyśla się nad swoim życiem, odkąd skończyła pięćdziesiąt lat. Nie potrafi nazwać swojej rodziny szczęśliwą, a wszystko przez męża, Zbigniewa. Niby kiedyś byli zakochani, pobrali się z miłości. Oboje byli młodzi, ufali sobie bezgranicznie. Jednak w pewnym momencie coś w Zbyszku się zmieniło, a Mariola choćby nie zauważyła, kiedy to się stało.
Mieszkali na wsi, w domu teściowej, pani Heleny. Mariola bardzo się starała o spokojną atmosferę w domu, szanowała Helenę, a teściowa odwdzięczała się serdecznością. Mama Marioli mieszkała we wsi obok z młodszym synem, często chorowała.
Pani Heleno, a jak się pani dogaduje z tą Mariolką? dopytywały ciekawskie sąsiadki przy studni, w sklepie, albo po prostu przy drodze.
A co tu mówić, złego słowa o Marioli nie powiem! Szanuje mnie, ogarnia cały dom, pilnuje gospodarstwa, pomaga mi we wszystkim odpowiadała Helena.
No tak, jasne, wierzymy, iż u was spokój i zgoda, przecież jeszcze nigdy teściowa nie chwaliła synowej! Nie wierzymy odparowywały sąsiadki.
Co mnie to obchodzi, rzucała Helena i szła dalej.
Mariola urodziła córkę, Zosię, wszyscy się cieszyli.
Mariolu, ta Zosia to jakby do mnie podobna dopatrywała się Helena swoich rysów we wnuczce, a Mariola tylko się śmiała, obojętne jej było, do kogo Zosia podobna.
Gdy Zosia skończyła trzy latka, Mariola urodziła syna. Znowu było wiele radości. Zbyszek chodził do pracy, Mariola z dziećmi w domu, teściowa bardzo pomagała. Żyli jak wszyscy, można choćby powiedzieć, iż lepiej spokojnie, bez awantur, mąż nie pił jak większość sąsiadów. Nierzadko żony wyciągały swoich mężów spod remizy, gdzie ci, po kilku piwach, nie mogli wrócić do domu o własnych siłach. Żony przeklinały wszystko i wszystkich, prowadziły ich przez wieś.
Kiedy Mariola była w ciąży z trzecim dzieckiem, dowiedziała się, iż mąż jej zdradza. Nic się na wsi nie ukryje gwałtownie rozeszły się plotki o Zbyszku i Ewie, wdowie po pijaku. Niedługo potem przyszła do Marioli sąsiadka, Pani Wiesia.
Mariola, ty nosisz pod sercem trzecie dziecko, a ten twój niewdzięcznik za innymi kobietami lata!
Wiesiu, no co ty, niczego po nim nie zauważyłam była zdziwiona Mariola.
A kiedy ty miałaś go śledzić? Dwójka dzieci, trzecie na drodze, dom, teściowa, gospodarstwo Jemu się żyje wygodnie, a ty myślisz o wszystkich. Już cała wieś wie, iż ma romans z Ewą, ona choćby nie ukrywa.
Mariola bardzo się tym przejęła, Helena też wiedziała, ale milczała, obawiała się, by Mariola się nie dowiedziała, bo jej żal synowej było. Wielokrotnie ganiała Zbyszka po cichu, ale on ją uspokajał:
Mamo, nie wiesz, co baby gadają, jakbyś przy tym była?
Pewnego razu wpadła Wiesia do Marioli.
Mariola, twój Zbyszek właśnie wpadł do Ewy, widziałam własnymi oczami, jak wracałam ze sklepu! Chcesz zostać sama z trójką dzieci? Idź do tej bezwstydnej Ewy i wyjaśnij jej sprawę. Ty jesteś w ciąży, Zbyszek cię nie uderzy, choćby nie śmie!
Mariola wiedziała, iż nie ma w sobie odwagi na awanturę z Ewą, tym bardziej iż dobrze ją znała była to kobieta sprytna i zadziorna, jej mąż utopił się w rzece po pijaku, ich dom pełen był awantur. Po chwili namysłu, Mariola jednak zdecydowała się iść.
Muszę spojrzeć Zbyszkowi w oczy, postawię go przed faktami. On i tak wszystkiemu zaprzecza, twierdzi, iż to tylko plotki powiedziała teściowej, a ta odradzała jej.
Mariolu, gdzie ty się wybierasz z takim brzuchem? Pożałuj siebie…
Była późna jesień, już się ściemniło. Mariola zapukała do okna Ewy i czekała, aż ta wyjdzie. Ale Ewa przez zamknięte drzwi powiedziała:
Czego ci trzeba, po co pukasz?
Otwórz, wpuść mnie. Wiem, iż mój Zbyszek jest u ciebie, ludzie mi powiedzieli głośno odpowiedziała Mariola.
No jasne! Jeszcze czego, zaraz ci otworzę, nie rozśmieszaj mnie, idź do domu usłyszała śmiech Ewy.
Po chwili Mariola wróciła do siebie, zrozumiawszy, iż ta jej nie otworzy. Mąż wrócił po północy pijany. Zbyszek rzadko pił, ale czasem się zdarzało. Mariola nie spała.
Gdzie byłeś? Wiem, iż przesiadujesz u Ewy, razem pijecie. Przychodziłam, nie wpuściła mnie Nie mów, iż nie wiesz!
Co ty wymyślasz oburzył się Zbyszek nie byłem tam. Siedziałem z Jurkiem, za długo posiedzieliśmy, nie zauważyliśmy czasu.
Mariola nie uwierzyła, ale nic nie powiedziała, nie wszczynała awantury, bo już noc była, a i z natury nie była kłótliwa. Cóż mogła zrobić mówi się: „nie złapiesz nie ukradł”. Całą noc nie spała, myślała tylko:
Dokąd pójdę z dwojgiem dzieci, trzecie w drodze, mama chora, brat z rodziną ma gromadkę. W domu już teraz ciasno. Jak się do nich wprowadzę?
Mama zawsze powtarzała jej, gdy skarżyła się na zdrady męża:
Cierp, córko, skoro już wyszłaś za mąż, masz dzieci trzeba cierpieć. Myślisz, iż ja miałam łatwo z twoim ojcem? Pił i gonił nas, u sąsiadów się chowaliśmy. Pan Bóg sam uznał, kiedy go zabrać. Ale wytrzymałam, twój Zbyszek przynajmniej nie pije często i nie bije cię. Od wieków los kobiety to cierpliwość.
Nie we wszystkim Mariola zgadzała się z matką, ale wiedziała dobrze, iż nie odejdzie od męża. choćby Helena ją przekonywała:
Córko, gdzie ty z dziećmi pójdziesz? Będzie trzecie. We dwie może poradzimy coś ze Zbyszkiem.
Trzecim dzieckiem była córeczka Kinga, urodziła się słaba, często chorowała pewnie przez te wszystkie stresy Marioli podczas ciąży. Z czasem Kinga się wyciszyła, teściowa poświęcała jej dużo uwagi.
Mariolu, słyszałaś? znowu wpadła Wiesia z nową plotką Ewa przygarnęła Romka, bo jego żona wygoniła z domu.
Przygarnęła, niech jej Bóg da spokój odpowiedziała Mariola, choć w duchu się ucieszyła, bo jej mąż przestanie tam chodzić.
Ale miesiąc później znów dobiegła Wiesia.
Romek znowu wrócił do żony, Ewa została sama, będzie nowego szukać Pilnuj swojego Zbyszka, jeszcze wróci mu miłość do Ewy przestrzegała Wiesia.
Mariola i Zbyszek znowu żyli spokojnie, Helena też się cieszyła. Ale jak już w facetach siedzi jakiś diabełek, nie posiedzi przy żonie.
Pewnego razu Helena w drodze ze sklepu spotkała swoją dawną przyjaciółkę, Jadwigę.
Heleno, w kogo ci się ten Zbyszek wdał? Mariola dobra żona, ładna, matka, sama ją chwaliłaś czego jemu jeszcze brakuje?
No Jadwigo, znowu Zbyszek łazi po kobietach?
Łazi, jeszcze jak! Wszystko ma jak w niebie: nakarmiony, czysty, zadbany. Teraz lata do Weroniki, rozwódki, co w naszym barze pracuje.
Helena Marioli nie mówiła, syna po cichu ganiła, prosiła, żeby się opamiętał. Ale prawda zawsze wychodzi na jaw. O zdradach męża znów Mariola dowiedziała się od Wiesi. Prośby i łzy Marioli nic nie dały, Zbyszek chodził na bok. Rodziny porzucać jednak nie zamierzał, wiedział, iż nigdy nie zostawi dzieci i żony. Ale wiernym nigdy nie był wygodnie mu z żoną, dziećmi, mamą w domu, a na boku kobieta dla zabawy.
Helena już nie kryła, karciła syna otwarcie, próbowała wytłumaczyć, ale kto usłucha starej matki? Syn ją wyśmiewał:
Mamo, pracuję dla rodziny, pieniądze przynoszę, a wy dwie mnie tylko oskarżacie. Wierzycie w babskie plotki bronił się Zbyszek.
Z czasem wszystko się zmieniło. Dzieci dorosły. Najstarsza Zosia wyszła za mąż w powiecie, tam skończyła szkołę i z mężem została na stałe. Syn skończył studia w mieście, tam się ożenił z miejscową dziewczyną.
Najmłodsza Kinga kończyła właśnie szkołę podstawową, wybierała się do technikum w powiecie. Zbyszek już się uspokoił, nie chodził nigdzie, dom i praca. Więcej czasu spędzał na kanapie, zdrowie mu szwankowało. Nie pił już wcale, choć i wcześniej nie był pijakiem.
Mariolu, coś mnie serce kłuje, promieniuje na plecy żalił się, Mariolu, kolana bolą, co to może znaczyć, chyba stawy! Może pojadę do lekarza do powiatu.
Marioli nie żal już było męża. Jej serce dawno stwardniało ile łez wylała, ile rozczarowań przeżyła, zanim Zbyszek się uspokoił.
Choruje i siedzi w domu, narzeka myślała niech teraz narzeka swoim dawnym kochankom. Niech one się nim zajmują.
Helena już nie żyła, pochowali ją koło męża. W domu Zbyszka i Marioli nastała cisza. Od czasu do czasu przyjeżdżają dzieci i wnuki, oboje się cieszą. Ojciec narzeka na zdrowie, czasem choćby obwinia żonę, iż go nie leczy. Najstarsza córka przywozi mu lekarstwa, troszczy się, zachęca matkę:
Mamo, nie krzycz na tatę, on jest chory Mariola czuje żal, iż dzieci trzymają stronę ojca.
Córko, sam sobie winien, zbyt burzliwą młodość miał, a teraz chce litości. Ja też nie jestem ze stali, zdrowie straciłam przez troski o niego tłumaczyła matka.
Syn także próbuje dodawać ojcu otuchy, gdy przyjeżdża. Bardziej rozmawia z ojcem tak to już bywa, mężczyźni
Dzieci jakby nie rozumieją matki, gdy ta mówiła im, iż ojciec ją zdradzał, a ona wszystko znosiła dla nich. Jak miała zostawić dzieci bez ojca? Jak trudno jej było… Co słyszała w zamian:
Mamo, nie rozgrzebuj przeszłości, nie dokładaj tacie powtarzała córka, syn ją popierał.
Mamo, co było minęło uspokajał syn, klepiąc ją po ramieniu.
Trochę przykro Marioli, iż dzieci trzymają z ojcem, ale rozumie je, nie chowa urazy. Takie jest życie.
Każdy niesie swój krzyż. Przeszłość boli, ale nie warto do niej wracać, bo przez nią można przeoczyć to, co dobre w teraźniejszości. Warto żyć dalej, szukać zrozumienia i cieszyć się tym, co się ma.








