Niełatwo być tylko nianią
Dziś znowu siedzę w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, otoczona podręcznikami, notatkami i kubkiem zimnej już kawy. Egzamin za dwa dni, a ja dalej przebijam się przez grube tomiska pedagogiki. Dr Nehring słynie z zasadniczości kto obleje kolokwium, ma pewny warunek. Nie mogę sobie na to pozwolić; ten semestr i tak daje mi w kość, ledwo łapię oddech.
Wtem przysiada się do mnie Kasia, koleżanka z roku. Opiera się łokciem o stół i nachyla się konspiracyjnie:
Asia, Ty ciągle szukasz dodatkowej pracy, nie?
Patrzę na nią znad notatek, kiwam głową, choć jestem zanurzona w świecie kolejnych teorii wychowania. Czas mi się kurczy, a wiedzy do opanowania jeszcze całe morze.
Mmm mruczę, starając się nie stracić wątku. Ale czasu mi zupełnie brak. Wiesz, iż mamy zajęcia do czternastej i żadna nie chce opuszczać.
Kasia uśmiecha się porozumiewawczo. Zna moją skrupulatność i podejście do studiowania. Po chwili wraca do rzeczy, rozpalona jakby odkryciem Ameryki:
Mam robotę dla Ciebie! Mój sąsiad z bloku, typowy samotny tata podobno żona zginęła w wypadku, ale nie jestem pewna, bo plotki mnie nie kręcą ostatnio całkiem tonie w pracy. Pilnie szuka niani dla bliźniaczek popołudniami, zwykle od szesnastej do dwudziestej.
Odrywam się od notatek. Kasia widzi, iż zyskała moją uwagę.
Przecież kochasz dzieci, studiujesz pedagogikę no i masz ogromne doświadczenie z rodzeństwem! Czterech młodszych braci to nie przelewki.
Faktycznie, dzieci wzbudzają we mnie ciepło. Odkąd pamiętam, pomagałam mamie w opiece nad braćmi. Zawsze z własnej woli, choć nie zawsze było łatwo. To przynosiło mi radość.
A ile dzieci ma pod opieką? pytam nieco ściszonym głosem.
Bawię się długopisem, przetrawiam wszystko na spokojnie. Praca niani brzmi bardzo kusząco, ale w głowie kołacze się lęk czy podołam, zwłaszcza jeżeli dzieci przeżyły coś tak trudnego? Trudno dotrzeć do dziecka po rodzinnej tragedii.
Bliźniaczki, Zosia i Pola, mają sześć lat odpowiada Kasia bez zawahania. Pan Michał ma jeszcze syna, ale ten już nastolatek i zwykle znika na treningach siatkówki. Stasiowi stuknęło trzynaście, więc do pilnowania go nie trzeba.
Ale czy mnie w ogóle zatrudni? pytam z nieśmiałością. W końcu mam tylko czwarty rok, jeszcze bez dyplomu
Tak, pomagałam w domu, miałam praktyki w przedszkolu, lubię dzieci ale cudze dzieci to zupełnie inna odpowiedzialność.
Kasia macha lekceważąco ręką:
Spokojnie, dogadasz się z nim! Michał wczoraj pytał, czy nikogo nie polecę. Podaję mu Twój numer?
Słyszę w jej głosie taką pewność, iż przez chwilę nie wiem, co odpowiedzieć. Zerknęłam ukradkiem na zegarek zostało mi tylko pół godziny do wykładów a jednak serce bije szybciej z ekscytacji. Może właśnie tego mi było trzeba? Praca nieopodal uczelni, dogodny czas, sympatyczne dzieciaki
Biorę głęboki wdech, prostuję plecy i mówię zdecydowanie:
Dobra, dawaj!
*****
Denerwuję się dziś okropnie to mój pierwszy dzień jako opiekunka. Teoretycznie opiekowałam się nie raz braćmi, ale tutaj wszystko jest inne: cudze dzieci, odpowiedzialność przed obcym człowiekiem. Sprawdzam torbę: telefon, klucze, notatnik, jabłka i paluszki dla dziewczynek. Wszystko mam.
Pierwsze spotkanie z Michałem i dzieciakami przebiegło nadspodziewanie miło. Michał wysoki, pogodny facet z ciepłym głosem od razu wszystko mi wytłumaczył i przekazał, jak powinien wyglądać dzień dziewczynek. Zosia i Pola chowały się najpierw za ojca, ale po dziesięciu minutach trajkotały jak nakręcone i pokazywały mi wszystkie swoje kredki i rysunki. Od razu je polubiłam. A one, sądząc po uśmiechu, mnie chyba też.
Ale co mnie zaskoczyło sam Michał. Kasia coś ważnego mi pominęła: jest naprawdę przystojny. Taki prosty, bez zadęcia, o łagodnych oczach i ujmującym uśmiechu. Musiałam się pilnować, by nie czerwienić się przy każdym jego spojrzeniu.
Tylko nie trać rozumu powtarzam w myślach, idąc przez osiedle. To praca. Tylko praca.
Na horyzoncie widzę kolorowy budynek przedszkola. Michał uprzedził wychowawczynię, iż to ja odbieram dziś dziewczynki i wręczył mi upoważnienie. Głęboki oddech, poprawiam włosy no to idę.
Na placu zabaw tłum dzieciaków bawią się, śmieją, lepią zamki z piasku. Od razu rozpoznaję Zosię i Polę; stoją przy huśtawkach i żywo o czymś dyskutują. Widząc mnie, zamierają na chwilę, ale zaraz próbują się uśmiechnąć.
Podchodzę powoli, przyklękam, żeby patrzeć im w oczy i zagaduję łagodnie:
No to co, dziewczyny, wracamy do domu? Może upieczemy coś pysznego?
Zosia na moment zerka na Polę, potem ostrożnie wychodzi naprzód:
A co upieczesz? pyta z nieufnym błyskiem w oku.
Zastanawiam się teatralnie:
Może naleśniki z dżemem? Lub ciasteczka z czekoladą?
Pola natychmiast się rozpromienia:
Ciasteczka! Z kawałkami czekolady!
Uzgodnione, podaję im obie dłonie. Idziemy?
Z lekkim wahaniem chwytają mnie za ręce. W tej chwili czuję, jak cała moja niepewność ulatuje, a w duszy robi się ciepło. Może dam sobie radę?
Dziewczynki spojrzały na siebie w ułamku sekundy zrozumiałam, iż ten gest nie jest wcale dziecinny, ale bardzo świadomy. W pozostałych gestach też pozostawały jak lustrzane odbicia: podobnie trzymały ręce, przechylały głowy choćby stawiały kroki synchronicznie. Do tego to spojrzenie: poważne, jak u starszych, a nie u sześciolatek.
Nie mogłam się napatrzeć, ale wtedy przypomniałam sobie słowa Stasia, starszego brata. Poprzedniego dnia odciągnął mnie na bok i powiedział cicho, niemal szeptem, coś, o czym Michał jego tata raczej sam by nie powiedział:
Kiedyś były inne smętnie zaczął Staś, skubiąc rękaw bluzy. Przytulały się do każdego, otwarte, ufne. Ale po tym, jak mamę zabrakło zawiesił głos, ale gwałtownie się opanował. Nie zrozumiały do końca, dlaczego. Często pytały: To przez nas mama odeszła? Tłumaczyliśmy z tatą, babcia też, iż ich kochała. Ale jakby zamknęły się w sobie. Przestały się uśmiechać, przestały wpuszczać obcych. Opiekowała się nimi babcia, ale ostatnio ona poważnie zachorowała, więc tata szukał niani.
Słyszałam w jego głosie dorosłą troskę chciał być wsparciem dla taty i sióstr.
Nie mogłam wtedy nic odpowiedzieć. Gula ścisnęła mnie w gardle. Dopiero teraz, patrząc, jak Zosia i Pola łapią mnie za ręce, poczułam ciężar tej odpowiedzialności.
A jednak dziewczynki bardzo gwałtownie się do mnie przekonały. Bawiłyśmy się, śmiałyśmy, robiłam im proste sztuczki z chustką i rechotały do łez.
Staś patrzył na mnie trochę podejrzliwie, po czym pokiwał głową:
Dlatego tata wybrał właśnie ciebie. Od razu zobaczył, iż cię polubiły. Ale nie zawiedź nas, proszę.
To spojrzenie pełne troski i nadziei od razu zrozumiałam, jak bardzo im na tym zależy.
Oczywiście odpowiedziałam stanowczo. Zrobię wszystko, by znowu się śmiały.
Staś też się uśmiechnął pierwszy raz od chwili gdy go poznałam i od razu wrócił do dziecięcej roli:
Ja czasem też się z nimi pobawię, jak nie mam treningu. Znam fajne bajki.
Świetnie, to się przyda! odparłam z ciepłym uśmiechem.
******
Już dwa miesiące pracuję w rodzinie Kowalskich. Z dystansu i ostrożności Zosi i Poli kilka już zostało codziennie witają mnie szerokim uśmiechem i przytulasami, ciągle chcą opowiadać nowości, nie puszczają mnie, gdy wychodzę.
Dziś wieczorem zbierałam się już do domu, składając zabawki i śpiewając pod nosem piosenkę, której nauczyły się w przedszkolu. Zosia i Pola patrzyły na mnie z kanapy z wyraźnym smutkiem w oczach.
Zostań u nas! wypaliła nagle Zosia, rzucając się w ramiona i przytulając mnie z całych sił. A co masz w domu robić?
Zastygłam zdumiona, po czym roześmiałam się cicho i przytuliłam ją, głaszcząc po miękkich włosach.
Przygotować się na wykłady tłumaczę jej łagodnie. Jutro mam zajęcia na uniwersytecie i muszę trochę poczytać. Ale jutro znowu przyjdę, choćby nie zdążysz zatęsknić!
Poli już nie trzeba powtarzać od razu wskakuje pomiędzy nas, obejmując mocno.
I tak już tęsknimy! oznajmia poważnie. Zostań!
Patrzę na ich rozczarowane buzie, na błyszczące oczy pełne prośby. Przykucam, by być z nimi twarzą w twarz.
Ale gdzie bym spała? Was nie mogę przecież wyeksmitować z waszego pokoju!
Zosia z powagą marszczy brwi, myśli przez chwilę zaraz rozjaśnia się jej twarz:
W pokoju taty jest ogromne łóżko! Na pewno się zmieścisz!
Pola przytakuje:
Jasne! Tata i tak często wraca późno, nie będzie mieć nic przeciwko!
Musiałam zagryźć policzek, by się nie roześmiać. Dobrze wiem, iż one po prostu nie chcą się ze mną rozstać, i robi mi się ciepło na sercu. Głaszczę je czule po policzkach.
Dziękuję za zaproszenie szepczę. Ale naprawdę muszę wracać. Obiecuję, iż jutro przyjdę wcześniej i upieczemy coś pysznego.
Dziewczyny trochę się krzywią, ale ostatecznie kiwają głowami.
Obiecujesz?
Zawsze dotrzymuję obietnic, szczególnie moim ulubionym dziewczynkom! mówię, przytulając je jeszcze raz.
Stoję tak przez chwilę, zanim delikatnie je od siebie odsuwam.
No to teraz zabieramy się za porządki i mycie przed snem. Tata będzie zadowolony, jak zobaczy, jak pięknie się spisałyście.
Niemrawie, ale już bez tej rozpaczy, pakują zabawki i idą do łazienki. Uśmiecham się do nich z czułością z każdym dniem są mi coraz bliższe.
Gdy wychodzę, uświadamiam sobie z zaskoczeniem, ile emocji wywołała we mnie propozycja dziewczynek, bym spała w łóżku taty. One chciały tylko, żebym została jeszcze trochę w ich świecie. Ale wyobraźnia popłynęła daleko aż widzę siebie z Michałem przy herbacie, wieczorny spokój, rozmowy przy kuchennym stole Och, chętnie bym została nie w jego łóżku, ale po prostu w jego domu, blisko tych wszystkich, których już zdążyłam polubić.
Szybko sprowadzam się na ziemię. Praca, a nie randka karcę własne myśli. Biorę swój plecak, macham dziewczynkom i wybiegam na chłodną warszawską ulicę. Policzek mi płonie, trzęsą mi się trochę ręce.
Nieświadomie zauważa mnie Staś. Patrzy z progu korytarza i dyskretnie się uśmiecha. Dobrze wie, jak Michał zerka na mnie ukradkiem, jak głos mu łagodnieje przy mnie, choć wciąż trzyma dystans. Wie też, iż czasem zamieram przy jego spojrzeniu, jakbym znowu miała piętnaście lat.
Wygląda na to, iż mój tata ma jednak szansę pomyślał Staś z satysfakcją. Prędzej marzył o kobiecie w domu nie po prostu jako niani dla sióstr, ale jako kimś, kto uczyni tatę szczęśliwym. Asia wydawała mu się idealna: serdeczna, cierpliwa, uważna, z dyplomem i do śmiechu, i do płaczu gotowa.
Ale dlaczego żadne z nich nie może zrobić pierwszego kroku? kręcił głową. Dorośli są tacy skomplikowani
Wieczorem, gdy Michał wrócił z pracy, Staś uznał, iż nie ma się co cackać. Poczekał, aż tata się rozbierze i usiądzie w salonie.
Tato, a na co ty czekasz? Zapytał od razu, krzyżując ramiona na piersi.
Michał spojrzał zaskoczony znad dokumentów:
Słucham? W jakim sensie?
No w takim! Staś aż podskoczył z emocji. Przecież widzę, iż Asia Ci się podoba. To czemu tego nie okazujesz? Zaproś ją na kawę choćby raz!
Przez chwilę Michał się zbiesił, potem tylko tarł policzek w zakłopotaniu, wyraźnie zakłopotany.
Staś, ona jest nianią, bardzo dobrze dogaduje się z dziewczynami, tylko to się liczy…
Och, przestań! przerwał mu nastolatek. Przecież wszyscy widzimy, jak się na nią patrzysz! A ona na ciebie! Kręcicie się wokół siebie jak dzieci. To nie takie trudne Pani Asiu, pójdziemy razem na deser? i już!
Michał przetarł zmęczonym ruchem twarz. Widzę, iż jest rozbity zupełnie nowa rola dla kogoś, kto zawsze trzymał fason.
Ech, Staś, to nie takie proste powiedział po chwili. A co, jeżeli przez to coś popsuję? Dziewczynki bardzo się przywiązały do Asi, nie chcę ryzykować, iż z powodu moich uczuć odejdzie…
Wyczuwałam u niego strach przed zmianą, przed utratą tego, co dopiero po śmierci żony udaje mu się z trudem poskładać.
Staś jednak był wyjątkowo uparty.
Asia za tobą szaleje! rzucił szczerze. Wstydzi się tylko, bo pracuje u nas. Zrób pierwszy krok, tato. Zwyczajnie spróbuj. Najwyżej pójdziecie razem do parku z całą rodziną, nic od razu z tego nie musi być.
Michał jakby to przemyślał, spojrzał w okno. W głowie układał już możliwe scenariusze plac zabaw z dziewczynkami, lody w osiedlowej kawiarni. To mogłoby być całkiem naturalne.
Myślisz, iż to dobry pomysł? zawahał się.
Pewnie! Zacznij od bycia po prostu razem. Jak się uda, potem pójdzie samo!
Na tej rozmowie zostali chwilę, aż śmiech dziewczynek dobiegł z pokoju obok znów bawiły się z Asią w chowanego. Michał uśmiechnął się nieśmiało. Może Staś rzeczywiście ma rację? Może warto wyjść przed szereg
*****
Michał kilka dni zmagał się ze sobą. W głowie wybrzmiewało: Asia od ciebie szaleje! Przypominał sobie, jak zawstydzona zerka, gdy ją chwali, jak łagodnieje jej głos przy dzieciach.
Czy naprawdę tego nie widziałem? pytał siebie, otwierając drzwi mieszkania.
Z sypialni płynie śmiech dzieci. Stawia torbę, ściąga buty. Chwilę nasłuchuje.
Powiedz, iż nasz tatuś jest najlepszy na świecie! domaga się Zosia, podpuszczona przez Polę i Stasia.
No jasne, śmieje się Asia, zaplatając Zosi warkocza.
Troskliwy, dobry wylicza zupełnie poważnie Zosia.
I przystojny, co? nie daje za wygraną Pola.
Bardzo przystojny Asia odpowiada machinalnie, wciąż skupiona na warkoczu. Dopiero po chwili orientuje się, co powiedziała, i czerwieni się po uszy.
Zaraz stara się wybrnąć:
Wasz tata jest najlepszy i bardzo was kocha!
A my jego! A Ty? dopytuje Pola, z powagą sześciolatki.
A ja Asia błądzi wzrokiem, spogląda na zegarek i, korzystając z okazji, wymiguje się: O, ile już godzin! Muszę przygotować kolację!
Błyskawicznie ulatnia się do kuchni, ale dziewczyny nie dają za wygraną: natychmiast idą pomagać.
Michał przygląda się temu z progu. Kiedy Asia na mnie patrzy, świecą się jej oczy. Ciepły żar roznosi się po sercu.
A może dziś wybierzemy się wszyscy razem na kolację do restauracji? pytam, starając się, by brzmiało to naturalnie. Czas odmienić trochę rutynę.
Od razu zaczyna się gwar:
Do restauracji?! Super!
Będzie lody?
I plac zabaw?
Asia stoi dyskretnie z boku, ale widzę jej uśmiech. Przechodzę bliżej, cicho pytam:
Może być? Myślę, iż wszystkim dobrze zrobi taki spacer.
Z przyjemnością odpowiada po cichu. Jeszcze lekko zarumieniona.
To chyba ten moment. Zacząć bez słów, naturalnie. Po prostu być razem.
*****
Minęło parę miesięcy. W domu Kowalskich dużo się zmieniło. Początkowo wspólne spacery, potem powolutku coraz więcej rozmowy przy herbacie po zaśnięciu bliźniaczek, śmiech, ciche żarty. Już oboje wiemy, iż nie jesteśmy tylko nianią i pracodawcą.
Staś uważnie to obserwuje i jest z siebie dumny to on wszystko rozkręcił. Michał coraz częściej się uśmiecha, Asia nie rumieni się już za każdym razem, a ja co wieczór czuję, jakie to szczęście gości w naszym domu.
Któregoś wieczoru, kiedy dzieci już spały, siedzę z Michałem na kanapie; na stole dwie herbaty, półmrok. Na parapecie lampki, które wczoraj z dziewczynkami wieszałam.
Wiesz, Asiu zaczyna Michał, patrząc na światełka chcę Ci powiedzieć coś ważnego
Serce mi wali. Odwracam się, widzę w jego oczach pewność i czułość.
Nie wyobrażam już sobie życia bez Ciebie ciągnie, ujmując moją dłoń. Bez Twoich uśmiechów, rozmów, tych prostych chwil z dziećmi Kocham Cię. Chcę, żebyś była nie tylko nianią, ale żoną. Moja rodzina nie byłaby pełna bez Ciebie.
Zamykam oczy, czuję, jak łzy cisną się do powiek. Po chwili odpowiadam szeptem:
Ja też Cię kocham. Chcę być z Tobą.
*****
Przygotowania do ślubu nie trwały długo nie chcieliśmy wielkiej fety. Najważniejsze, iż w końcu będziemy razem jawnie, bez lęku.
Dzień ślubu był ciepły, słoneczny. W małej kawiarni pod Warszawą tylko najbliżsi: rodzina, przyjaciele, parę zaufanych osób. Głównymi bohaterkami były oczywiście Zosia i Pola.
W różowych sukienkach wyglądały jak małe księżniczki. Rozdawały gościom płatki róż, a podczas ceremonii pilnowały poduszki z obrączkami.
Tatusiu, jesteś najprzystojniejszy! wyszeptała Zosia, gdy pochylił się, by pocałować ją we włosy.
A Asia jak wróżka! zachwycała się Pola, chłonąc wzrokiem moją prostą białą sukienkę.
Staś dumnie stał obok. Kiedy urzędniczka powiedziała ogłaszam was małżeństwem, szepnął:
No i mówiłem, iż się uda.
Michał uśmiechnął się, ścisnął go za ramię. Razem spojrzeliśmy na dziewczyny. Byliśmy rodziną.
Po ceremonii był obiad, śmiechy, zabawa. Dzieci co chwila przybiegały się przytulać, dzielić kawałkami tortu i szalonymi pomysłami. Gdy zrobiło się ciemno i większość gości wracała do siebie, wyszliśmy z Michałem na taras. Nad nami gwiazdy, wokół wiosenny zapach polskich kwiatów.
Chyba to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu szepczę, wtulając się w niego.
Mój też odpowiada obejmując mnie mocno. A najważniejsze, iż przed nami jeszcze wiele takich dni.
Patrzę na niego i wiem, iż wszystko to niepewność, lęk, trudne początki to już przeszłość. Mam dom, rodzinę, miłość i przyszłość, którą stworzymy razem.










