Nie taka zwyczajna niania
Alicja siedziała nad książkami w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, otoczona stosami notatek, zeszytów i podręczników. Jej palce błyskawicznie przekładały strony, a oczy śledziły rzędy literek z prędkością godną czytelniczej maszyny próbowała wchłonąć jak najwięcej wiedzy przed nadchodzącym kołem. Pani doktor od dydaktyki miała bowiem renomę postrachu niezdany test adekwatnie gwarantował powrót na poprawkę, a tego Alicja w tym szalonym semestrze już by nie zniosła.
W tej atmosferze grobowej koncentracji do jej stolika podeszła Martyna, koleżanka z roku. Przycupnęła na rogu stołu, przysunęła się do Alicji i szepnęła konspiracyjnym tonem:
Ty przecież szukasz jakiejś roboty dodatkowej, nie?
Alicja spojrzała na nią nie odrywając się do końca od notatek, tylko skinęła głową z miną życie, życie, Ty brutalne, i z powrotem zatopiła się w konspekcie. Czas naglił!
Mhm wycedziła w końcu, nie mogąc znaleźć w sobie odrobiny entuzjazmu. Gdyby tylko doba była z gumy Mamy zajęcia adekwatnie do drugiej codziennie, wiadomo, opuszczać nie ma jak.
Martyna pokiwała głową, bo znała Alicję poważna z niej była studentka roku. Po chwili wyprostowała się, już wyraźnie rozgrzana swoim pomysłem:
Mam dla Ciebie strzał w dziesiątkę. Słuchaj, mój sąsiad z klatki no, sytuacja jest taka, iż został sam z dzieciakami. Jego żona zmarła, albo wyjechała, czy coś, sama nie wiem dokładnie Martyna zrobiła minę, jakby chciała strzepnąć z siebie zbędną plotkę. Ploty nigdy jej nie kręciły. No więc, jest kompletnie zawalony pracą, a pilnie szuka niani na popołudnia. Tak od czwartej do ósmej.
Alicja podniosła wzrok i spojrzała na koleżankę, która wyczuła moment i podtrzymała rozmowę, wiedząc, iż Alicja połknęła haczyk:
Przecież Ty dzieciaki lubisz, studiujesz pedagogikę, a doświadczenie masz większe niż niejedna mama. Masz czterech młodszych braci, nie?
Alicja zamyśliła się. Na myśl o dzieciach zawsze jakoś jej się miło robiło na sercu wiadomo, odchowała w swoim życiu już trochę młodszych. Owszem, czasem był dramat, ale jednak zawsze frajda, uczucie bycia potrzebną.
Ile mają lat? zapytała miękko, cieplej niż zamierzała.
Kręciła w palcach ołówek; propozycja niani wydawała się kusicielską, ale lekko przerażającą. Da sobie radę? Obce dzieci, które przeżyły tragedię to już wyższa szkoła jazdy.
Bliźniaczki, sześć lat. A poza tym jeszcze syn, ale starszy, więc raczej nie wymaga uwiązu. Stefek ma trzynaście, zapalony sportowiec, wiecznie gdzieś na treningach, więc ojcu nie bardzo może pomóc.
Ale na pewno mnie weźmie? zaniepokoiła się Alicja, stukając bezwiednie ołówkiem w blat. Ja dopiero czwarty rok, żadnej papierologii o ukończonych studiach nie mam
Niby trzymała w ryzach czterech braci, niby praktyki w przedszkolu też nie były jej obce, dzieciaki kochała Ale brat to brat, a tutaj obce dzieci, inny dom, ojciec, który ufa kompetencji.
Martyna tylko machnęła ręką, jakby chciała odegnać wszelkie argumenty:
Bez obaw! Bogumił tak się nazywa pytał mnie wczoraj, czy kogoś nie znam. To jak, dać Twój numer?
Alicja zamarła na sekundę. Zerknięcie na zegarek (pół godziny do następnych zajęć), spojrzenie na konspekty i stwierdzenie: a może to szansa? Praca nie za daleko od uniwersytetu, popołudnia wolne, dzieci może rzeczywiście urocze. No i jakieś tych kilka stówek złotych ekstra.
Serce zaczęło bić szybciej trochę ze strachu, a trochę z podniecenia. Głębokie wdechy, parę mrugnięć, w końcu padła decyzja:
Dawaj numer!
********************
Alicja była roztrzęsiona jak przed pierwszym egzaminem ustnym. Praca niby niania, a czuła się, jakby zdawała na stanowisko ministra edukacji. Torba sprawdzona cztery razy: telefon jest, klucze są, notatnik rogi nieposzarpane, przekąski dla dziewczynek zapakowane, ołówki na miejscu.
Pierwsze spotkanie z Bogumiłem i jego dziećmi okazało się całkiem przyjemne. Gospodarz cichy, uprzejmy facet, od razu przedstawił jasne reguły i rozkład dnia. Bliźniaczki Ania i Ola na początku wyglądały zza nogi ojca, wystraszone jak dwa wróbelki, ale już po kwadransie rozgadywały się bez opamiętania i pokazały Alicji wszystkie swoje rysunkowe dzieła. Wydawało się, iż ją polubiły. Alicja sama nie mogła powstrzymać czułości do tych dwóch chaotycznych istotek.
Najbardziej jednak zaskoczyło ją coś innego. Bogumił. Martyna jakoś nie uznała za stosowne wspomnieć, iż ów ojciec z sąsiedztwa to typ, na którego aż głupio nie zwrócić uwagi. Wysoki, z rozbrajającym uśmiechem i dobrymi oczami, bez zadęcia, bardziej zmęczony życiem niż znudzony. Gdzieś w duchu Alicja aż przeklinała Martynę za ten drobny detal teraz musiała się siłą pilnować, by nie zapłonąć rumieńcem przy każdym jego spojrzeniu.
Tylko się nie zakochaj w szefie, dziewczyno powtarzała sobie w głowie jak mantrę. To praca. Tylko praca.
Podjechała pod przedszkole niewielka placówka w centrum miasta, z kolorowym placem zabaw. Bogumił rano obiecał zadzwonić do wychowawczyń i przekazał Alicji polecenie odbioru dzieci w imieniu rodzica. Jeszcze chwilka na poprawienie włosów, jeszcze jeden wdech i czas ruszyć.
Na placu gwar. Dzieci kwiczą, w piaskownicy powstają kolejne zamki z Warszawy, bitwy o łopatkę idą na ostro. Alicja gwałtownie namierzyła Anię i Olę przy huśtawkach. Stały tuż obok siebie, coś spiskowały. Gdy ją dojrzały choćby nie drgnęły, tylko popatrzyły niepewnie spod długich rzęs.
Alicja przysiadła obok nich na kucki, próbując nie wystraszyć szkrabów. Uśmiechnęła się szeroko:
Gotowe na powrót do domu? Upichcę wam coś pysznego na podwieczorek!
Ania zerknęła na Olę narada kadry oficerskiej. W końcu Ania odważyła się zapytać:
Co takiego?
Hmm Alicja zrobiła minę czarodzieja zamyślającego się nad zaklęciem. Może naleśniczki z dżemem? Albo ciasteczka z kawałkami czekolady?
Ola rozpromieniła się momentalnie:
Ciasteczka! Ja uwielbiam z czekoladą!
Umowa stoi! zakomenderowała Alicja, wyciągając ręce po drobne dłonie dziewczynek. No to maszerujemy?
Po chwili szkraby oddały się pod jej opiekę i w tym momencie Alicja poczuła, jak powoli zjada ją radość, a nie stres. Może jednak da radę?
Przypomniała sobie przestrogę Stefka, starszego brata bliźniaczek. Dzień wcześniej odciągnął ją na bok i tonem doświadczonego życiem trzynastolatka powiedział szeptem coś, na co Bogumił pewnie by się nie odważył.
One kiedyś były zupełnie inne zaczął z powagę godną maturzysty. Wszędzie witały się, uśmiechały, tuliły się jak małe miśki. A po śmierci mamy same widzisz, troszkę się zasklepiły. Nie wiedzą do końca, co się stało. Trochę myślą, iż to ich wina.
Bąknął coś jeszcze, po czym, jak na starszego brata przystało, spoważniał jeszcze bardziej:
Ciągle płakały, pytały, czy były niegrzeczne Staraliśmy się tłumaczyć z tatą, iż mama je bardzo kochała, iż to nie ich wina Ale wie pani, one się jakby zamknęły. Poza tym babcia kiedyś nam pomagała, ale teraz sama choruje, więc tata musiał znaleźć nianię.
W głosie dzieciaka słychać było dorosłą rezygnację i ogromną miłość do sióstr. Chciał być dla nich filarem, dorosły, poważny i pomocny.
Alicja wtedy tylko skinęła głową, ściskając notatnik tak, iż aż biały ślad został na kartce. Teraz, patrząc na dziewczynki, jeszcze dotkliwiej czuła powierzony jej ciężar.
Ale dziewczynki gwałtownie się przełamały opowiadała potem Martynie przez telefon. Parę sztuczek z chusteczką, trochę magii i śmiechu i już tuliły się do mnie jak do starej znajomej.
Stefek spojrzał na nią badawczo, jakby chciał się upewnić, iż nadaje się na kogoś pięknego i nieobcego.
Właśnie dlatego tata wybrał Ciebie powiedział nagle poważnie. Zauważył, iż Cię polubiły. Tylko proszę, nie rozczaruj ich. One już miały dosyć rozstań.
W jego oczach było więcej nadziei, niż radości. Alicja przytaknęła:
Postaram się. Chcę, żeby znów się uśmiechały.
Stefek, złagodniały na moment, z powrotem przełączył się na tryb dzieciaka:
Ja tam czasem będę się z nimi bawić, jak nie będę miał treningu. Znam super bajki!
To wspaniale odpowiedziała ciepło Alicja. Dziewczyny będą zachwycone.
****************
Minęły dwa miesiące, odkąd Alicja zaczęła pracę w rodzinie Grzybowskich. Od tamtej pory Ania i Ola z dzieci-ostrzegaczy przerodziły się w dziewczynki przytulaki: codziennie witały ją z okrzykami, ściskały i nie chciały puścić kiedy nadchodził czas końca. choćby Stefek coraz częściej uśmiechał się od ucha do ucha, a Bogumił przestał wyglądać jak zestresowany urzędnik GUSu przed zbliżającą się waloryzacją.
Pewnego wieczoru, jak co dzień, Alicja zbierała się do wyjścia. Sprzątała z podłogi porozrzucane klocki, mruczała pod nosem piosenkę, której dziewczynki nauczyły się tego popołudnia. Ania i Ola zerkały na nią z kanapy melancholijnie, jakby chciały sprawdzić, czy na pewno wróci.
Zostań z nami! wykrzyknęła nagle Ania, biegnąc do Alicji i łapiąc ją w pasie jakby broniła skarbu narodowego. Po co ci wracać do siebie?
Alicja stanęła wyprostowana, wybuchając cichym śmiechem. Przykucnęła przy dziewczynce, głaszcząc ją po włosach:
Muszę się przygotować do zajęć wyjaśniła. Jutro mam wykład trzeba powtórzyć teorię i napisać sprawozdanie. Ale spokojnie, przyjdę jutro i już nie zdążycie się za mną stęsknić!
Ola już była przy nich. Przekornie wcisnęła się w uścisk, śmiejąc się szczerze:
Już tęsknimy! Zostań, proszę!
Alicja uklękła, by widzieć twarze dziewczynek.
Ale gdzie mam spać? zapytała z szelmowskim uśmiechem. Nie mogę wam zająć łóżek!
Ania chwilę się zastanowiła, potem szczęśliwie stwierdziła:
U taty jest duże łóżko! Tam na pewno by się zmieściła!
Ola dorzuciła:
No jasne! Tata często wraca późno, pewnie by się choćby nie zorientował!
Alicja ledwo powstrzymała się od śmiechu. Doskonale widziała, iż dziewczynkom chodzi wyłącznie o to, by nie rozstawać się z ukochaną nianią. Przejechała dłonią po rumianych policzkach bliźniaczek:
Dzięki za zaproszenie, skarby. Ale mama mnie wygoni, jak nie wrócę na noc. A jutro przyjdę wcześniej i damy radę zrobić wszystko: bajki, zabawy, ciasteczka.
Dziewczynki odsunęły się z żalem, ale pogodziły się z losem.
Na pewno wrócisz? upewniła się Ania.
Zawsze! objęła je. Przecież nie zostawię moich ulubionych dziewczynek.
Przytuliła je raz jeszcze, potem zebrała zabawki, pomogła w wieczornym myciu i przygotowała do snu. Kiedy zostawiła dziewczynki jeszcze zanurzone w swoich dziecięcych rytuałach, Alicja poczuła ciepło na sercu.
Szczerze mówiąc, trochę ją spaliła propozycja spania w tatowej sypialni głową rozumiała: dzieciom chodzi tylko o bliskość. Ale wyobraźnia, typowo babska, podsunęła jej przed oczy sielankowy obrazek: leniwy wieczór w domu Grzybowskich, światło lampki, spokojny dialog z Bogumiłem przy herbacie Cud, miód tylko niekoniecznie papież od razu musi o tym wiedzieć.
Otrząsnęła się. To praca, dziewczyno nie kolacja u Tadka Norka! gwałtownie spakowała rzeczy, jeszcze raz zamachała dzieciom na pożegnanie i (niemal podskokiem) wybiegła na klatkę.
Na zewnątrz zaczerpnęła świeżego powietrza, starając się przywrócić sobie równowagę i schłodzić policzki. Przypadkowo wszystko obserwował Stefek, stojący oparty o futrynę mieszkania i uśmiechający się pod nosem. Chłopak już dawno zauważył, iż z Alicją ich dom wygląda, jakby wróciło do niego normalne życie tata nieco łagodniej patrzy na świat, a Alicja coraz mniej się peszy. Może to znak?
Kurna, może tata znowu będzie szczęśliwy pomyślał z satysfakcją. Sam już chętnie zobaczyłby kobietę w domu nie tylko nianię, ale kogoś, kto doda trochę szczęścia całej rodzinie. Alicja pasowała jak ulał: cierpliwa, wesoła, z sercem na dłoni, a bliźniaczki ją uwielbiały.
Ale czemu żadne nie potrafi zrobić pierwszego kroku? westchnął zdumiony nastolatek. Dorośli to naprawdę mogą komplikować proste sprawy
Kilka godzin później, kiedy Bogumił wrócił z pracy, Stefek postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zaczekał, aż ojciec zdąży zrzucić kurtkę i usiąść w salonie, po czym usiadł naprzeciw i, skrzyżowawszy ręce, patrzył na niego z typowo nastoletnią bezpośredniością.
Tato, powiedz mi, na co Ty jeszcze czekasz? zagadnął niezbyt uprzejmie.
Bogumił podniósł wzrok znad papierów i uniósł brwi.
Przepraszam, o co chodzi?
No przecież widzę! Stefek był już rozgrzany do czerwoności. Podoba Ci się Alicja, ona Tobie, wszystko jasne! Czemu czekasz jakbyś miał urwanie głowy na programie w TVP? Idź z nią na herbatę, do kina, cokolwiek!
Bogumił zaniemówił, na chwilę zaniemógł, a wreszcie poczerwieniał i potarł nos.
Synu, to przecież nasza niania Ma świetny kontakt z dziewczynkami, z Tobą, i tyle się liczy
Tak, widzę! uciął Stefek. Jak na nią patrzysz, nie odrywając wzroku. Jak ona się czerwieni, kiedy rozmawiacie. Serio, to takie trudne? Zaproś ją na lody, zacznij od czegoś prostego!
Bogumił westchnął i przejechał dłonią po twarzy jakby musiał zebrać się w sobie.
Stary, nie chcę ryzykować naszej równowagi. Dziewczyny są do niej przywiązane, a jak się spłoszy, to kto potem?
Pawka, jak na dorosłego przystało, zacisnął usta. Przed oczami stanęły mu obrazy: Ania pokazująca Alicji malunki, Ola powtarzająca żarty, sam Bogumił, z rozklejonym uśmiechem przy Alicji. A jakby to popsuł?
Tymczasem Stefek już wciskał gaz do dechy:
Tata, ona za tobą szaleje! wypalił. Rumieni się cały czas, odwraca wzrok. Pewnie boi się zrobić pierwszy krok, bo tu pracuje. Nie odpuszczaj, spróbuj choć raz!
Bogumił nie mógł się nie uśmiechnąć na tę dziecięcą pewność siebie.
Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić westchnął. A jak ona pomyśli, iż wykorzystuję sytuację?
Nie musisz od razu się oświadczać! nie ustępował Stefek. Zaproś ją z całą ekipą do parku, na pizzę. Rodzinny wypad, zero spięcia! A potem zobaczysz
Bogumił pomyślał to choćby ma sens. Może niechcący nie popsuje układu, a jednak spróbuje wyjść poza role tata-pracodawca.
Naprawdę uważasz, iż to zadziała? zapytał niepewnie.
Pewnie, iż tak! kiwnął głową Stefek. Trzeba tylko spróbować. Potem, najwyżej, jak się nie uda, będę cicho jak mysz.
Porozumiewawcze spojrzenie. Świadomość, iż oto syn przejął stery rodzinnej sielanki. Za ścianą rozległ się śmiech dziewczynek bawiących się z Alicją w berka. Bogumił poczuł nieopisane ciepło. Może syn ma rację?
****************************
Parę następnych dni Bogumił chodził jak struty z jednej strony czując inspirację rozmową z synem, z drugiej nie wiedząc, jak się za to zabrać. Ale nie mógł nie zauważyć, iż Alicja rzeczywiście na jego widok lekko się rumieni, odwraca wzrok, uśmiecha się inaczej. I miała ten dar dotarcia do wszystkich mieszkańców jego mieszkania, jaki znał chyba tylko on sam.
Może ja naprawdę tego nie widziałem? Albo nie chciałem przyznać się przed sobą? Myślał, zamykając drzwi mieszkania po kolejnym dniu w pracy.
Z salonu dobiegał śmiech bliźniaczek.
Alicja, powiedz, iż nasz tata jest najwspanialszy! zakomenderowała Ania, najwidoczniej zmówiona z rodzeństwem.
Oczywiście, iż najwspanialszy, najdbalszy odpowiedziała zupełnie naturalnie Alicja, plotąc Annie warkoczyk. I najprzystojniejszy… mruknęła zamyślona, po czym po chwili sama się speszyła i oblała rumieńcem.
Wasz tata to najlepszy tata na świecie, a wy macie ogromne szczęście! dodała na wszelki wypadek.
My też go kochamy! A Ty? wypaliła z wykopem Ola, nie spuszczając wzroku z Alicji.
Hę? zdziwiła się Alicja, poprawiając niespokojnie pasmo włosów.
Ty kochasz tatę? Ola była wytrwała.
Tego już było za wiele, zrobiło się tak cicho, iż choćby choinka przestała brzęczeć. Alicja nagle poderwała się z fotela, jakby właśnie przypomniała sobie o czymś niesłychanie ważnym:
Ojej, już tak późno! Trzeba zrobić kolację. Kto pomoże?
Dziewczynki już zapomniały o niedyskrecji i pobiegły na kuchnię. Alicja, cała w skowronkach z zakłopotania, z ulgą zabrała się za naleśniki. Tymczasem Bogumił wszedł do salonu, z czułym uśmiechem. Zaryzykował:
A może dziś wszyscy zjemy coś na mieście? Dzieciakom przyda się zmiana scenerii
Radość, kwik, krzyk szczęścia.
Ale lody! Ale wesołe miasteczko! wrzeszczały.
Alicja stała z boku, szeroko uśmiechnięta, z rumieńcem, który nie schodził jej z policzków.
Bogumił skinął głową, obdarzając ją spojrzeniem pełnym czułości może dziś wreszcie czas, by zamienić opiekunkę na kogoś bardziej osobistego? Krok po kroku Byle nie spaść ze schodków.
*****************************
Minęło parę miesięcy. Życie w rodzinie Grzybowskich zmieniało się dla wszystkich na lepsze. Wspólne wypady stały się normą. Rodzinne obiady na mieście, niedzielne spacery, śmiechy i wspólne wieczory przy herbacie, kiedy dzieciaki już spały. Alicja i Bogumił już coraz bardziej wyglądali na dwójkę ludzi, którzy spotkali się nieprzypadkowo.
Stefan obserwował to z satysfakcją starego wyjadacza. Tata coraz wolniej odchodził do papierów po pracy, a Alicja przestała się peszyć tylko na widok Bogumiła. Częściej razem się śmiali, żartowali z wybryków bliźniaczek. Dom tętnił życiem.
Pewnego wieczoru dzieci spały, a oni siedzieli przy ledwo żywej herbacie na kanapie.
Wiesz co odezwał się nieśmiało Bogumił, patrząc na kolorowe lampki zawieszone przez dziewczynki chciałem ci coś powiedzieć
Alicja znieruchomiała. Popatrzyła na niego z pytaniem i nadzieją.
Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie. Twój uśmiech, twój śmiech, twoja dobroć Chciałbym, żebyś została z nami nie tylko jako niania Zostań moją żoną.
W Alicji się zagotowało, ale wykrztusiła przez łzy uśmiechu:
Ja Ciebie też kocham. I chcę z wami zostać na zawsze.
****************************************
Organizowanie ślubu poszło błyskawicznie. Nie chodziło im ani o torty z dwudziestoma piętrami, ani o iluzjonistę z Telewizyjnej Dwójki. Liczyło się to, iż byli razem. Zaprosili tylko najbliższych znajomych, kilka cioć, jedną babcię i trójkę dzieci, które w tym weselnym dniu wyglądały na najszczęśliwsze istoty świata.
Ania i Ola w identycznych różowych sukienkach rozdawały gościom płatki róż i pilnowały poduszeczki z obrączkami.
Tatusiu, wyglądasz jak bohater! szepnęła Ania, gdy Bogumił pochylił się, by pocałować ją w czoło.
A Alicja jak wróżka! dodała Ola, nie spuszczając oka z białej sukni.
Stefan dumnie stanął obok ojca czuł się jakby właśnie wygrał ligę mistrzów.
No i co, mówiłem, iż tak będzie! mruknął, gdy urzędniczka oznajmiła powstanie nowej rodziny.
Bogumił tylko uśmiechnął się i ścisnął jego bark, a potem odwrócił się do Alicji. Ona patrzyła na niego z taką miłością, iż nie mógł się nie wzruszyć.
Teraz jesteśmy rodziną szepnęła, splatając dłonie z jego.
Po krótkiej ceremonii było już tylko śmiech, zabawa, tańce a dzieciaki okupowały nowożeńców na zmianę.
Wieczorem, kiedy wszyscy goście rozeszli się do domów, Bogumił i Alicja zostali sami na tarasie, pod gwiazdami, z zapachem jaśminu w powietrzu.
To był chyba najlepszy dzień mojego życia westchnęła Alicja, wtulając się w męża.
I mój odpowiedział cicho. Ale wiesz co? Mam przeczucie, iż takich dni będzie jeszcze mnóstwo.
Uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy. Zrozumiała, iż wszystko, czego do tej pory się obawiała, zostawiła już dawno za sobą. Teraz miała rodzinę, miłość i życia na nowym, piękniejszym rozdziale napisaną własnymi rękami.












