Nie tylko niania
Alicja siedziała przy stoliku w uniwersyteckiej bibliotece, otoczona stosami podręczników i zeszytów. Jej palce gwałtownie przewracały kolejne kartki, a wzrok skupiony był na notatkach próbowała zapamiętać jak najwięcej przed ważnym kolokwium. Wykładowca był znany z zasadniczości: jeżeli ktoś oblał sprawdzian, poprawka była niemal pewna i nieunikniona. Alicja nie mogła sobie na to pozwolić ten semestr już był wystarczająco trudny.
W tym momencie do jej stolika podeszła koleżanka z roku Marcelina. Usiadła na brzegu stolika, pochyliła się nieco do Alicji i zapytała cicho:
Ty wciąż szukasz jakiejś pracy dorywczej, prawda?
Alicja oderwała wzrok od notatek tylko na sekundę, skinęła głową nie odzywając się, po czym znów utkwiła wzrok w notatkach. Czas nieubłaganie płynął, a do opanowania było jeszcze sporo materiału.
Mhm mruknęła w końcu, nie chcąc jednak tracić wątku. Wszystko rozchodzi się o czas. Wiesz jak jest: mamy zajęcia codziennie do drugiej, nie ma opcji, żeby coś opuścić.
Marcelina uśmiechnęła się porozumiewawczo doskonale wiedziała, jak poważnie jej koleżanka podchodzi do nauki. Przez chwilę milczała, ale zaraz podjęła temat z nową energią:
Mam dla ciebie idealną opcję. Mój sąsiad no, jego żona zmarła, ale nie jestem pewna szczegółów weszła w ton plotkarski, ale zaraz zrobiła minę, której nie sposób było pomylić z chęcią snucia takich historii. Marcelina nigdy nie gustowała w plotkach. W każdym razie, jest sam, po uszy w pracy, potrzebuje opiekunki dla córek na popołudnia. Tak od szesnastej do dwudziestej.
Alicja wreszcie oderwała wzrok od notatek i spojrzała uważnie na przyjaciółkę, a Marcelina kontynuowała widząc, iż udało jej się zainteresować rozmówczynię:
Lubisz dzieci, studiujesz pedagogikę, masz doświadczenie, bo przecież wychowałaś czwórkę młodszych braci!
Alicja zamyśliła się. Opieka nad dziećmi zawsze wywoływała w niej ciepłe odczucia. Sama często pomagała mamie pilnować braci i nikt jej do tego nie zmuszał nie było łatwo, ale dawało dużo satysfakcji.
A ile te dzieci mają lat? zapytała z troską w głosie.
Alicja obracała długopis w dłoniach, analizując słowa Marceliny. Z jednej strony perspektywa bycia nianią była bardzo pociągająca, z drugiej trochę przerażająca. Czy da radę? Szczególnie, iż chodziło o dzieci, które przeszły przez trudne przeżycia.
Bliźniaczki, mają po sześć lat odpowiedziała Marcelina. Bogdan ma też starszego syna, ale ten już jest nastolatkiem, nie wymaga opieki przypomniała sobie zmartwioną twarz nastolatka, który na siłę próbował zapanować nad żywiołowymi siostrami. Staszek ma trzynaście lat, jest sportowcem, więc ciągle go nie ma treningi i tyle go widzieli.
A jestem pewna, iż mnie przyjmie? dopytywała niepewnie Alicja, stukając długopisem o blat. Jeszcze nie mam wykształcenia, jestem dopiero na czwartym roku
Owszem, pomagała mamie z braćmi, praktykowała w przedszkolu, kochała dzieci Ale własne rodzeństwo to co innego niż obca rodzina, za które odpowiada się przed ich ojcem.
Przyjmie! stwierdziła zdecydowanie Marcelina, machając ręką, jakby odganiała wszelkie wątpliwości. Bogdan mnie sam pytał wczoraj, czy kogoś polecę. Dać mu twój numer?
Pewność w głosie Marceliny sprawiła, iż Alicja na krótką chwilę się zawahała. Spojrzała na notatki, na zegar do następnych zajęć pół godziny Może właśnie tego jej trzeba? Praca blisko uczelni, wygodne godziny, a dzieci pewnie rozkoszne.
Serce zabiło jej szybciej z lekkiego stresu wymieszanego z podnieceniem. Głęboko wciągnęła powietrze i powiedziała pewnie:
Daj!
********************
Alicja bardzo się denerwowała. Dziś miał być jej pierwszy prawdziwy dzień w nowej pracy. Owszem, nieraz pilnowała braci, ale to była zupełnie inna sprawa: tu chodziło o prawdziwą odpowiedzialność wobec obcych dzieci, nieznana rodzina. Kilka razy sprawdzała plecak telefon jest, klucze są, notes z zapiskami, przekąska dla dziewczynek Wszystko się zgadzało.
Wczorajsze pierwsze spotkanie z Bogdanem i dziećmi przebiegło na zadziwiająco spokojnie. Okazał się ciepłym, opanowanym mężczyzną, który starannie wyjaśnił wszystko, co najważniejsze. Bliźniaczki Ania i Ola na początku były speszone, chowały się za tatą, ale już po dziesięciu minutach rozgadały się na całego i pokazywały Alicji swoje rysunki. Wyglądało, iż przypadła im do gustu. Alicja nie mogła się nie uśmiechać do ich pociesznych zachowań i charakterków.
Ale to nie dzieci zrobiły na niej największe wrażenie a Bogdan. Marcelina, wspominając samotnego sąsiada, ani słowem nie wspomniała, iż to atrakcyjny facet. Wysoki, z serdecznym spojrzeniem i łagodnym uśmiechem, zachowywał się naturalnie i zwyczajnie. Alicja była wściekła na przyjaciółkę za to niedopowiedzenie teraz musiała się pilnować, żeby nie rumienić się pod jego wzrokiem.
Trzymaj się w ryzach kazała sobie w myślach. To tylko praca.
W końcu dotarła pod przedszkole niewielkie, przytulne, z kolorowym placem zabaw. Bogdan rano uprzedził wychowawczynie, iż dziś odbierze dzieci opiekunka, wręczył też Alicji specjalne upoważnienie. Dziewczyna wzięła głęboki oddech, poprawiła włosy, ruszyła w stronę furtki.
Na placu panował gwar dzieci biegały, śmiały się, budowały zamki z piasku. Alicja od razu zauważyła Anię i Olę stały przy huśtawkach, żywo o czymś rozmawiając. Gdy tylko ją zobaczyły, nagle zamilkły i uśmiechnęły się nieśmiało.
Alicja ostrożnie podeszła, kucnęła, żeby być na ich poziomie, i odezwała się ciepło:
No, dziewczyny, idziemy do domu? Przygotuję wam coś pysznego!
Ania wymieniła spojrzenie z Olą, po czym podeszła ostrożnie bliżej:
Ale co takiego zrobisz? spytała podejrzliwie.
Hmm Może naleśniki z dżemem albo ciasteczka z kawałkami czekolady?
Ola aż podskoczyła z radości:
Ciasteczka! Uwielbiam takie z kawałkami czekolady!
To postanowione kiwnęła głową Alicja, wyciągając do nich ręce. Chodźcie!
Po krótkim wahaniu dziewczynki ujęły jej dłonie. I wtedy Alicja poczuła, iż strach gdzieś się ulotnił, a ona sama w środku uspokoiła się i poczuła ciepło. Może naprawdę da radę?
Siostrzyczki spojrzały na siebie, wymieniły spojrzenie mądre jak na swój wiek, i jednocześnie skinęły głowami. We wszystkim były zgrane: sposób, w jaki układały ręce, przechylały głowy, stawiały kroki. I ta powaga w oczach, której nie znajdzie się u innych sześciolatek.
Alicja przez chwilę z zachwytem patrzyła na dziewczynki, ale zaraz przypomniała sobie rozmowę ze Staszkiem, ich starszym bratem. Wczoraj, bardzo dorośle, odciągnął ją na bok i wyszeptał jej coś, czego być może Bogdan nie miał odwagi powiedzieć.
Kiedyś były inne powiedział z troską Staszek, kręcąc palcem przy rękawie bluzy. Otwarte, wesołe, ciągle lgnące do ludzi. A po śmierci mamy zawahał się na chwilę, ale zaraz się zebrał. Chyba do końca nie rozumieją, co się stało. Pytały, czy to przez nie mama odeszła.
Zamilkł, patrząc gdzieś w bok, potem dorzucił już twardszym głosem:
Często płakały i pytały: Czy to dlatego, iż jesteśmy niegrzeczne?. Próbowaliśmy z tatą tłumaczyć, iż mama kochała je bardzo Ale zamknęły się w sobie. Prawie w ogóle się nie uśmiechały. Do obcych podchodziły z wielkim dystansem. Babcia pomagała, ale teraz sama poważnie zachorowała, więc tata musiał poszukać niani.
W głosie nastolatka słychać było zmęczenie, ale i poczucie odpowiedzialności chciał być podporą dla sióstr i ojca.
Alicja wtedy tylko pokiwała głową. Dopiero patrząc dzisiaj na Anię i Olę jeszcze jaśniej zdała sobie sprawę, jak dużą odpowiedzialność wzięła.
Ale do mnie gwałtownie się przekonały uśmiechnęła się. Od razu chciały się bawić. Pokazałam im parę sztuczek z chustką, śmiały się na cały dom.
Staszek spojrzał na nią badawczo, jakby chciał się upewnić, iż to szczera prawda. Po chwili, zupełnie poważnie, powiedział:
Dlatego tata cię wybrał. Zobaczył od razu, iż dziewczynom się spodobałaś. Tylko nie zawiedź nas, dobra?
Tyle było nadziei i niepokoju w jego oczach, iż Alicja poczuła ścisk w gardle. Poważnie kiwnęła głową:
Postaram się, by znów umiały się śmiać.
Staszek odetchnął, lekko się uśmiechnął, a zaraz zmienił ton, przypominając sobie, iż przecież pozostało dzieckiem:
Jak treningi nie pokrzyżują mi planów, to też będę się z nimi bawić. Znam sporo bajek.
Pewnie! rozpromieniła się Alicja. Na pewno będą zachwycone.
****************
Minęły już dwa miesiące, odkąd Alicja pracowała u rodziny Zimskich. Przez ten czas sporo się zmieniło: ostrożność i dystans dziewczynek stopniowo ustępowały miejsca sympatii i czułości. Teraz na widok Alicji rzucały się jej na szyję, opowiadały, co się dziś wydarzyło, i nigdy nie chciały ją wypuścić, gdy przychodził czas rozstania.
Tego wieczoru, jak zwykle, Alicja szykowała się do wyjścia. Składała zabawki rozrzucone po zabawie i cicho nuciła piosenkę, którą dziś razem ćwiczyły. Ania i Ola siedziały na kanapie, patrząc na nią z wielkim żalem.
Zostań z nami! krzyknęła nagle Ania, zeskakując z kanapy. Chwyciła Alicję za biodra, przytulając się mocno do jej spódnicy. Po co ci wracać do domu?
Alicja zatrzymała się na moment, po czym zaśmiała się cicho, kucając przy dziewczynce. Przytuliła ją czule i pogładziła po włosach.
Muszę się przygotować na zajęcia wytłumaczyła delikatnie. Jutro mam wykład, muszę powtórzyć materiał i odrobić zadania. Przecież jutro znów przyjdę choćby nie zdążycie się stęsknić! dodała z uśmiechem.
Ale Ola nie chciała słuchać. Również wskoczyła między Alicję a Anię, obejmując je obie.
Już tęsknimy! oświadczyła z powagą. Zostań!
Alicja spojrzała na dwie proszące buzie, błyszczące oczy i poczuła, jak robi jej się ciepło w sercu. Przysiadła na piętach, na równi z dziewczynkami.
A gdzie ja bym spała, co? Nie mogę przecież was wygonić z waszego pokoju!
Ania na chwilę się zamyśliła, po czym rozpromieniła:
W sypialni taty jest duże łóżko! Zmieścisz się bez problemu!
Ola natychmiast przytaknęła:
Tak! Tata często wraca późno z pracy, na pewno nie będzie miał nic przeciwko!
Alicja ledwo powstrzymała śmiech. Miała świadomość, iż to po prostu dziecięca szczerość nie chcą się rozstawać z ukochaną nianią. Ale wyobraźnia zrobiła jej psikusa. W głowie pojawiły się obrazy: przytulny wieczór u Zimskich, ciepłe światło, cicha rozmowa z Bogdanem O, chętnie by została nie w tatowym łóżku, rzecz jasna, ale przy stole nad filiżanką herbaty.
Natychmiast zganiła się w myślach. To tylko praca powtarzaj to sobie. Jesteś opiekunką, nie gościem rodziny! gwałtownie więc spakowała rzeczy, jeszcze raz zapewniła dziewczynki, iż następnego dnia przyjdzie wcześniej, i niemal wybiegła z mieszkania.
Idąc przez wieczorne, chłodne powietrze, próbowała uspokoić rozpalone policzki. Oczy się świeciły, ruchy były nieskładne to poprawiła włosy, to znów pokręciła paskiem od torebki.
Wszystko to dyskretnie obserwował Staszek. Stał w przedpokoju, oparty o ścianę, rozbawiony całą sytuacją. Chłopak już dawno zauważył, jak dzięki Alicji atmosfera w domu zmieniła się nie do poznania. Jak ojciec odruchowo zatrzymywał na niej spojrzenie, jak miękł mu głos, gdy z nią rozmawiał. I jak sama Alicja, choć starała się być profesjonalna, notorycznie czerwieniła się pod jego spojrzeniem.
Chyba mój głupi tata ma szansę pomyślał z satysfakcją Staszek. Już dawno chciał, żeby w ich domu znów była jakaś kobieta nie tylko niania, ale ktoś, kto uszczęśliwi ojca. Alicja nadawała się idealnie: serdeczna, cierpliwa, pogodna i widać, iż kocha dziewczynki jak swoje.
Ale czemu żadne z nich nie potrafi zrobić pierwszego kroku? zastanawiał się. Dorośli są tacy dziwnie skomplikowani
Kiedy wieczorem Bogdan wrócił z pracy, Staszek postanowił działać. Poczekał aż tata zdejmie kurtkę, wszedł za nim do salonu i usiadł na wprost niego, założywszy ręce na piersiach.
Tato, powiedz mi, czemu się tak ociągasz? zapytał bez ogródek.
Bogdan oderwał się od papierów na stole, spojrzał na syna z niedowierzaniem:
Co masz na myśli?
Przecież ci się Alicja podoba, prawda? Staszek aż się pochylił z emocji. To czemu jej tego nie pokazujesz? Zaproś ją gdzieś wreszcie!
Bogdan nagle zamilkł, po czym zarumienił się i potarł nos:
Synu, o czym ty mówisz? Alicja jest naszą opiekunką, ważne, iż świetnie radzi sobie z dziewczynkami
No właśnie! przerwał mu Staszek, nie kryjąc irytacji. Wiem, jak na nią patrzysz. I jak ona na ciebie. Krążycie wokół siebie jak dzieci, no co za problem? Powiedz jej po prostu: Alicja, pójdźmy kiedyś na kawę i już!
Bogdan odchylił się w fotelu, przetarł twarz dłonią, jakby próbując się pozbierać. Wyglądał na mocno zakłopotanego to niecodzienny stan u kogoś, kto zwykle wszystko miał pod kontrolą.
To nie jest takie łatwe odparł w końcu cicho. Boję się zaburzyć naszą równowagę. Dziewczynki bardzo się do niej przywiązały. A jeżeli przez moje zachowanie odejdzie Wolę nie ryzykować.
Przed oczami stanęły mu sceny z ostatnich dni: Ania, pokazująca Alicji rysunek z wypiekami na twarzy; Ola ufnie trzymająca ją za rękę; sam Bogdan niemogący się oprzeć, żeby nie podziwiać miękkiej, spokojnej twarzy Alicji. Co, jeżeli to wszystko zniszczy?
Staszek był nieugięty. Zbliżył się, oparł łokcie na kolanach i spojrzał poważnie:
Alicja jest w tobie zakochana! zapewnił gorąco Rumieni się, ucieka wzrokiem! Powinna tobie powiedzieć pierwsza, ale boi się, bo tu pracuje. Tato, dasz radę! Po prostu spróbuj!
Bogdan uśmiechnął się mimowolnie. Syn brzmiał, jakby zaliczył już setkę randek.
Łatwo ci mówić pokręcił głową. A jeżeli się pomylę? jeżeli poczuje się wykorzystana? Przecież to nie film
Kto każe od razu wyznać jej miłość? nie ustępował Staszek. Zacznij od rzeczy prostych. Zaproś ją, nas wszystkich, do parku albo do kawiarni. Możemy być razem, wtedy nikt nie poczuje się skrępowany. Po prostu bądźcie razem i zobaczysz, jak się między wami układa.
Bogdan zamyślił się. To nie głupi pomysł nie narzucać się, nie robić scen, tylko spędzić razem czas. Może wtedy zrozumie, czy warto pójść dalej, a Alicja oswoi się z sytuacją.
Myślisz, iż to zadziała? zapytał jeszcze niepewny.
Jasne! potwierdził Staszek. Najważniejsze to spróbować. Potem może wymkniecie się gdzieś sami. Ale zaczynamy rodzinnie.
Bogdan powoli kiwnął głową. Myśli już krążyły wokół różnych wariantów: wesołe miasteczko, o którym dziewczynki marzyły; kawiarnia z pysznymi deserami za rogiem Wziął głęboki oddech i dopuścił do siebie delikatną nadzieję.
Dobrze. Spróbujmy twojego sposobu. jeżeli coś pójdzie nie tak
to słowem się nie odezwę, przysięgam zaśmiał się Staszek.
Ojcowie i syn spojrzeli po sobie i roześmiali się. Z drugiego pokoju dobiegły ich śmiechy Ani i Oli bawiły się z Alicją w chowanego. Bogdan wsłuchiwał się w ten dźwięk z przyjemnym ciepłem w sercu. Może Staszek miał rację? Może warto zaryzykować?
************************
Przez kilka dni Bogdan nie mógł wybić sobie z głowy słów syna: Alicja jest w tobie zakochana. Wspominał chwile, w których opiekunka była obok. Rzeczywiście, gdy rozmawiał z nią, często spuszczała wzrok i rumieniła się, a jej uśmiech stawał się jeszcze cieplejszy, gdy chwalił ją za troskę o dzieci.
Tak naprawdę to chyba cały czas o tym wiedziałem, tylko nie chciałem się przyznać? zastanawiał się Bogdan, otwierając drzwi do mieszkania.
Z głębi domu dobiegał radosny śmiech taki, którego najmocniej im było brak przez ostatni rok. Poczuł ściśnięcie w sercu z czułości.
Alicja, przyznaj, iż nasz tata jest najwspanialszy! usłyszał dziecięcy głos Ani.
Oczywiście, iż najwspanialszy odpowiedziała ze śmiechem Alicja. W tym momencie właśnie zaplatała dziewczynce warkocza, zgrabnie manewrując jasnymi pasmami.
Dobry, opiekuńczy wymieniała Ania z powagą, a Alicja przytakiwała.
I przystojny, prawda? dociekała Ola, spoglądając uważnie na opiekunkę.
Bardzo przystojny odpowiedziała bezwiednie Alicja, pogrążona w swoim zajęciu. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, co powiedziała i zarumieniła się do granic możliwości.
Próbowała odwrócić uwagę:
Macie świetnego tatę, kocha was bardzo.
My też go kochamy! A ty? Ola nie odpuszczała, patrząc szerokimi oczami.
A ja? próbowała żartować Alicja, poprawiając włosy ze zdenerwowania.
Ty kochasz naszego tatę? spytała Ola bezpośrednio.
Alicja zamilkła. W pokoju zrobiło się cicho, choćby Staszek przestał się ruszać. Alicja rozejrzała się nerwowo w poszukiwaniu ratunku.
Ojej, jak późno! wykrzyknęła, wstając gwałtownie. Trzeba zrobić kolację! Kto mi pomoże?
Rzuciła się do kuchni. Ania i Ola popatrzyły na siebie lekko zawiedzione, ale od razu ruszyły za opiekunką.
My pomożemy!
Bogdan stał w przedpokoju, obserwując tę scenę. Zauważył, jak niebieskie oczy Alicji rozbłysły szczęściem na jego widok.
Może dziś pójdziemy wszyscy do restauracji? zaproponował z uśmiechem. Myślę, iż taka odmiana dobrze wam zrobi.
W pokoju zapanowała euforia:
Do restauracji?! Hurra!
I będzie lody?
I karuzela?
Alicja stała nieco z boku, obserwując wesoły harmider, uśmiechając się pod nosem. Bogdan podszedł bliżej i zagadnął cichszym głosem:
Pani nie ma nic przeciwko? Dzieciom przyda się zmiana klimatu.
Przeciwnie, bardzo dobry pomysł odpowiedziała delikatnie, wciąż trochę rumiana.
Uśmiechnął się cieplej. Może to właśnie szansa, na którą czekał? Po prostu być blisko, bez zbędnych deklaracji.
************************
Minęło kilka kolejnych miesięcy. Życie rodziny Zimskich stopniowo, po cichu, odmieniało się. Zaczęło się od wspólnych wyjść do parku, kawiarni, na festyny a skończyło na tym, iż coraz częściej po zaśnięciu dziewczynek, Alicja zostawała na herbatę: ciche rozmowy, śmiechy przy stole, wspólne podsumowania dnia.
Oboje długo próbowali sobie tłumaczyć, iż nic się nie zmieniło, iż ich relacja dalej mieści się w granicach opiekunka pracodawca. Ale im dłużej to trwało, tym bardziej czuli, iż to fikcja. Staszek patrzył na rozwój wypadków z nieukrywaną dumą. Jego plan wypalił. Ojciec coraz częściej się uśmiechał, a Alicja już nie rumieniła się za każdym razem jej uśmiech był teraz spokojny i czuły.
Pewnego wieczoru, gdy dzieci spały, Bogdan i Alicja usiedli razem na kanapie w przyciemnionym salonie. Na ławie stygnęły dwie filiżanki herbaty.
Wiesz zaczął cicho Bogdan, patrząc na światełka, które dziewczynki poprzyczepiały przy oknie chciałem ci już od dawna powiedzieć
Alicja znieruchomiała, czując jak serce zaczyna szybciej bić. Odwróciła się do niego, w oczach pytanie i ledwo ukrywana nadzieja.
Nie wyobrażam już sobie życia bez ciebie powiedział, ujmując jej dłoń. Bez twojej obecności, bez twojego śmiechu, bez tego, jak rozumiesz nasze dzieci. Kocham cię. Chciałbym, żebyś była częścią naszej rodziny już nie jako niania, tylko żona.
Alicja na chwilę zamknęła oczy, oddychając szybko, potem powiedziała cicho, ale pewnie:
Ja też cię kocham. I chcę być z tobą.
*************************
Przygotowania do ślubu trwały krótko nie zależało im na wielkim weselu. Najważniejsze było to, iż mogli być razem, bez obaw i ukrywania.
Dzień był słoneczny i ciepły. W niedużej restauracji pod Warszawą, udekorowanej kwiatami i balonami, zebrała się najbliższa rodzina, paru przyjaciół, kilka osób z pracy. Najważniejsze były oczywiście dzieci: Ania, Ola i Staszek.
Dziewczynki w jednakowych różowych sukienkach wyglądały jak małe księżniczki. Z powagą rozdawały gościom płatki kwiatów, a w trakcie ceremonii dzierżyły poduszeczkę z obrączkami.
Tato, jak ty ładnie wyglądasz! szepnęła Ania, wspinając się do Bogdana, gdy ten ją całował w czubek głowy.
Alicja to jak wróżka z bajki! zachwyciła się Ola, patrząc na pannę młodą w prostek, ale ślicznej białej sukni.
Staszek stał z dumą obok ojca, wcale nie udając już twardego nastolatka. Świecił szczęściem.
No i mówiłem, iż się uda! powiedział cicho, gdy urzędniczka ogłosiła rodziców małżeństwem.
Bogdan tylko się uśmiechnął, mocniej ścisnął syna za ramię i odwrócił się do Alicji. W jej oczach była taka euforia i miłość, iż aż dech zapierało.
Jesteśmy rodziną wyszeptała Alicja, splatając ich palce.
Po ceremonii był obiad, mnóstwo śmiechu, toasty, trochę tańca. Dzieci co chwila przylatywały do nowożeńców, przytulając się i domagając uwagi. A kiedy podano tort, Ania i Ola zażądały, by pierwszy kawałek należał do nich.
Wieczorem, gdy goście się rozchodzili, Bogdan i Alicja wyszli na taras. Nad głową świeciły gwiazdy, pachniały kwiaty.
To był chyba najpiękniejszy dzień mojego życia szepnęła Alicja, przytulając się.
I mojego odpowiedział, obejmując ją. Ale wiesz, co najważniejsze? Wiele takich dni jeszcze przed nami.
Uśmiechnęła się do niego i w tamtej chwili miała pewność: wszystko, co było trudne, całe niepokoje, zostały już za nimi. Teraz miała rodzinę, ukochanego mężczyznę i wspólną przyszłość, którą mieli stworzyć razem.


