Niechciane dziecko — Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? — starszy, uprzejmy lekarz z zawodowym uśmi…

polregion.pl 2 godzin temu

Jak chcecie nazwać swoją córeczkę? Starszy lekarz z uprzejmym, wyćwiczonym uśmiechem patrzy na młodą pacjentkę.

Jeszcze nie wymyśliłyśmy, wtrąca się siedząca na krześle przy łóżku Aldona. To poważna sprawa, Paulina potrzebuje chwili do namysłu.

Ja nie chcę żadnego imienia. Niespodziewanie dla obecnych odezwała się sama młoda mama. W ogóle nie zamierzam jej zabierać. Złożę zrzeczenie.

Co ty wygadujesz?! Aldona aż podskakuje, rzucając nieprzychylne spojrzenie dziewczynie, po czym zwraca się do lekarza: Ona nie wie, co mówi. Oczywiście, iż ją bierzemy do domu.

Odwiedzę was później, odpocznijcie sobie. Lekarz nie zamierza angażować się w rodzinne kłótnie.

Zamykając za sobą drzwi, zostawia Aldonę i Paulinę same. Matka natychmiast rzuca się na córkę z pretensjami.

Jak śmiesz tak mówić? Co ludzie powiedzą? I tak musiałyśmy wyjechać z Białegostoku, żeby wszystko rozegrać po cichu. To dziecko musi zostać przy nas.

A kto jest temu winien? rzuca jej prosto w twarz Paulina. Gdybyś wtedy mnie wysłuchała, nic by się nie wydarzyło. Dokończyłabym szkołę i poszła dalej. Więc jeżeli ty tego dziecka potrzebujesz, ty je wychowuj.

Odwróciła się do ściany, jasno pokazując, iż koniec rozmowy. Aldona przez chwilę jeszcze próbuje przemówić córce do rozsądku, ale wtedy pojawia się pielęgniarka i prosi ją o opuszczenie sali, bo pacjentka musi odpoczywać.

Paulina zostaje sama, cicho szlocha w poduszkę, błagając w duchu, żeby to wszystko się gwałtownie skończyło.

Delikatne pukanie do drzwi zmusza ją do starcia łez. Oddycha głęboko i mówi:

Proszę.

Spodziewała się pielęgniarki albo w najgorszym razie ojca. Do środka wchodzi jednak obca kobieta.

W czym mogę pomóc? Paulina czuje, jak dużo energii kosztuje ją zachowanie spokoju.

Podsłuchałam zupełnie przypadkiem! kobieta nieśmiało wchodzi do środka, wyraźnie szukając słów.

Tak, to prawda, zrzekam się dziecka. To pewnie panią interesuje?

Widziałam, jak twoja mama

To nie moja mama! przerywa jej ostro Paulina, zupełnie tracąc zimną krew. Tylko macocha, która ma za dużo do powiedzenia. Moja prawdziwa mama pracuje za granicą.

Przepraszam, nie chciałam cię urazić peszy się kobieta. Sama mam trójkę dzieci i nie rozumiem twojej decyzji. Wychowywałam się w domu dziecka i strasznie żal mi twojej malutkiej. Przecież ona niczemu nie zawiniła!

Taką malutką gwałtownie adoptują wzrusza ramionami Paulina. A ja nie jestem w stanie choćby jej dotknąć, nie mówiąc o czymś więcej. Gdyby Aldona się nie wtrąciła, nie byłoby mnie tu.

Ale przecież jesteś już dorosła, skończyłaś piętnaście lat, prawda?

Jaki wstyd! Paulina ironicznie powtarza słowa macochy. Jak my się ludziom na oczy pokażemy

Nie rozumiem

To pani opowiem. Paulina krzywo się uśmiecha. Może wtedy pani przestanie mnie oceniać.

*********************************************

Ostatni rok w liceum był dla Pauliny wyjątkowo ciężki. Najpierw Patryk, jej ukochany, musiał odiść do wojska, a później w klasie pojawił się nowy. Syn warszawskiego biznesmena, za karę wysłany na prowincję do Suwałk, zaczął podrywać wszystkie dziewczyny. Nie chodziło mu o miłość, tylko o kolejną zdobycz do kolekcji. Za to zresztą ojciec postanowił go tu wysłać by przestał psuć rodzinie opinię.

Maksymilian kupował drogie prezenty, zabierał do klubów, restauracji. Dziewczyny jedna po drugiej się łamały, każda jakby miała zostać narzeczoną księcia.

Tylko Paulina była odporna. Kochała Patryka i nie chciała nikogo poza nim. Wydawało się jej nawet, iż Maks dał spokój i zajął się innymi. Jak bardzo się myliła!

Pod koniec grudnia koleżanka Pauliny miała urodziny. Przyszła cała klasa, Maks również. Ale nie po to, żeby świętować

W środku imprezy Paulina wyszła do korytarza odebrać telefon. Kiedy wróciła, przy jej miejscu siedział Maks. Nie zwróciła uwagi, myślała, iż przypadkowo. niedługo poczuła się bardzo źle

Rano z ledwością otworzyła oczy. Obok niej leżał Maks, uśmiechając się bezczelnie.

A tak się opierałaś powiedział, jakby nic się nie wydarzyło. To masz ode mnie nagrodę. Swojemu Patrykowi gratuluję takiej frajerki.

Powrót do domu kosztował Paulinę sporo wysiłku. Ledwo trzymała się na nogach, kręciło się jej w głowie. Przechodnie patrzyli z niesmakiem.

Nie mając siły choćby wyciągnąć kluczy, zadzwoniła. Wiedziała, iż Aldona jest w domu.

Gdzie się szlajasz?! wydarła się Aldona. Nie spałaś w domu, nie odbierasz telefonu. A do tego ten twój stan Jakby tata cię teraz zobaczył

Wezwij lekarza i policję Paulina przerywa macosze. Zgłaszam sprawę. Ma trafić do więzienia.

Aldonę aż zmroziło. Zrozumiała, z czym ma do czynienia.

Kto?!

Maksymilian, kto by inny Paulinie trudno było się wysłowić. Mało kto byłby zdolny do czegoś takiego. Dzwoń, albo sama zadzwonię.

Zaczekaj. Aldona zaczyna kalkulować, jakby szukała w tym zysku. Jemu i tak się upiecze. Załatwię to inaczej. Skontaktuję się z jego ojcem, niech płaci odszkodowanie.

Jesteś nienormalna? Paulina nie wierzyła własnym uszom. Jakie odszkodowanie? Sama pójdę na policję!

Nigdzie nie pójdziesz! Aldona chwyciła ją za ramię i zaciągnęła do pokoju. Paulina nie miała siły się opierać. To ty wyjdziesz na winną, ludzie będą pokazywać cię palcami. Ja załatwię sprawę.

Paulina zgubiła telefon, możliwe, iż został u koleżanki. Drzwi były zamknięte, Aldona nie pozwalała wyjść. Kręciło się jej w głowie, łóżko wydawało się jedyną ulgą.

Po kilku dniach Paulina pojechała do babci na wieś pod Łomżę. Staruszka nie mogła już pomagać, a Paulina udawała, iż wszystko jest w porządku, żeby jej nie martwić.

Po miesiącu Paulina dowiedziała się tragicznej wiadomości jest w ciąży.

Aldona była wniebowzięta. Dziecko zapewni im godne życie! Ojciec Maksa zapłaci, tak jak zawsze, kryjąc syna. Trzeba tylko wszystko utrzymać w tajemnicy do piątego miesiąca.

Nikt nie pytał Pauliny o zdanie. Jej odmowa wywołała awanturę, Aldona zaczęła pilnować każdej minuty dnia.

Dziadek był niechętny nowej sytuacji, ale pieniądze dał. Obiecał także wysokie alimenty.

************************************************

Teraz pani rozumie? To dziecko było dla mnie ogromnym cierpieniem. Patryk mnie zostawił, nie uwierzył we mnie. Przyjaciółki odwróciły się. Musiałam uciekać, szkoły nie skończyłam!

Przepraszam, nie powinnam była cię oceniać kobieta spuszcza wzrok. Ale twoja córeczka naprawdę niczemu nie zawiniła.

Paulina, musimy porozmawiać! do sali wchodzi Aldona, ciągnąc za sobą męża. Proszę opuścić pomieszczenie, to sprawa rodzinna!

Obca kobieta rzuca Paulinie współczujące spojrzenie i wychodzi, zamykając drzwi.

Nie pozwolę ci zniszczyć mojego planu. jeżeli zostawisz dziecko tu, do domu masz zakaz wstępu. Gdzie się podziejesz? Ukochana babcia zmarła, mieszkanie przeszło na wujka. Będziesz żebrać?

Nie, pojedzie ze mną. W progu staje elegancka kobieta. Twarz Pauliny rozjaśnia się z ulgą.

Mamo! Przyjechałaś!

Oczywiście, iż tak. Nie mogłam cię zostawić samą. Elżbieta mocno przytula córkę. Gdybyś mi wcześniej powiedziała, już dawno byłabyś u mnie. Myślałam, iż tu łatwiej skończysz szkołę.

Myślałam, iż mnie nie potrzebujesz Paulina zaczyna płakać. Mimo wszystko, pozostało dzieckiem.

Ktoś mi wmawiał, iż nie chcesz mieć ze mną kontaktu. Prezenty wracały nierozpakowane, nie mogłam się dodzwonić. Myślałam, iż nie możesz mi wybaczyć. Ale spakujemy się i pojedziemy, a ty niedługo o wszystkim zapomnisz

********************************************************

Paulina wyjeżdża. Dziecko bierze Aldona, licząc na dostatnie życie. Los jednak postanowił inaczej gdy wpływowy dziadek dowiedział się, jak wyszło naprawdę, przyjechał i zabrał wnuczkę do siebie. Maksymilian został zmuszony do uznania dziecka, chociaż bardzo się temu opierał.

Paulina dziś jest szczęśliwa. Jest z ukochaną mamą, która zawsze ją wspiera i nigdy nie zdradziTelefon zadzwonił w środku ciepłej kuchni w Rotterdamie. Paulina, z malarskimi plamami na dłoniach, podniosła słuchawkę. Niespodziewanie usłyszała cichy, dziecięcy głos:

Dzień dobry czy to pani Paulina?

Serce jej zamarło na moment, potem przyspieszyło.

Tak, słucham?

Mam na imię Alicja. Dziadek mówi, iż jestem twoją córką.

Łzy napłynęły Paulinie do oczu, a dłonie zaczęły drżeć. Po tylu latach smutku i żalu, los znowu dawał jej wybór.

Czy czy chciałabyś kiedyś mnie poznać? wyszeptała z nieśmiałością.

Po drugiej stronie cisza, a potem niewinne Tak, bardzo.

Paulina zamknęła oczy, pozwalając sobie na pierwszy prawdziwy oddech od lat. Miała za co dziękować nie za łatwą drogę, ale za nadzieję, która się odradzała jak wiosna po ciężkiej zimie.

Moja Alicjo, spróbujmy jeszcze raz wyszeptała cicho w słuchawkę. Spróbujmy być rodziną, na własnych zasadach.

Po rozmowie Elżbieta przytuliła ją, powstrzymując łzy.

Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa.

I kiedy Paulina patrzyła przez okno na światło odbijające się w kanałach, po raz pierwszy uwierzyła, iż to prawda.

Idź do oryginalnego materiału