Sylwia wyłączyła komputer i zaczęła zbierać się do domu.
Pani Sylwio, jakaś młoda kobieta do pani przyszła. Mówi, iż w prywatnej sprawie.
Przepuść ją, niech wejdzie.
Do gabinetu weszła niska, kręcona dziewczyna w bardzo krótkiej spódnicy.
Dzień dobry, nazywam się Kinga. Mam dla pani interesującą propozycję.
Dzień dobry, Kingo. Propozycję? Przecież się nie znamy
Z panią nie. Ale z pani mężem, Kostkiem, owszem, znamy się aż za dobrze. Proszę.
Dziewczyna podeszła i rzuciła papierek na biurko. Sylwia ujęła kartkę i zaczęła czytać:
Kinga Aleksandrowicz, ciąża 56 tydzień.
Co to ma być? O co chodzi? Dlaczego mi to dajesz?
Raczej jasne. Jestem w ciąży z pani mężem.
Sylwia spojrzała na nią osłupiała. Że co?!
I czego ode mnie oczekujesz? Gratulacji?
Skąd, ja chcę pieniędzy. O ile oczywiście zależy pani na mężu…
Za co adekwatnie chcesz pieniądze?
Robię aborcję i znikam z życia pani męża. On jeszcze o niczym nie wie, przyszłam najpierw do pani. Jak odmówisz, odejdzie ode mnie, bo ty jesteś bezpłodna i nie możesz mieć dzieci. Wiem wszystko o pani. No i co pani powie?
W głowie Sylwii kłębiły się myśli.
A ile sobie liczysz za tę tajemnicę?
Tylko czterysta tysięcy złotych. Grosze dla pani, za to mąż zostaje, a wy razem się zestarzejecie…
No, jakże uczciwa propozycja, dziękuję! Zostaw swój numer, pomyślę i dam znać.
Proszę się za długo nie zastanawiać, czas goni. Muszę mieć czas na zabieg, jeżeli się pani zgodzi
Kinga zapisała numer na kartce i powoli opuściła gabinet.
Pani Sylwio, już wychodzisz? Ta z technicznych czeka
Sylwia złożyła papierek i schowała do torebki.
Tak, już idę. Do jutra, Aniela!
Wychodząc, wsunęła się do swojego auta. Co tu się adekwatnie odwaliło?! Kim ona jest? Czy to możliwe, iż Kostek faktycznie zrobił jej dziecko?
W domu jeszcze raz przyjrzała się papierkowi. Musi to przemyśleć, za chwilę mąż wróci…
Kochanie, już jestem! Ale pachnie, co dobrego?
Przyjdź, to się dowiesz…
Kostek zacierając ręce wszedł do kuchni. Sylwia siedziała w fotelu, noga na nogę, patrząc na niego z groźną miną.
Co się dzieje, czemu tak na mnie patrzysz? Aż się boję…
Kostek, kim jest Kinga Aleksandrowicz?
To pracownica firmy, z którą współpracuję. Dlaczego?
Bo jest z tobą w ciąży Proszę, zobacz sam.
Kostek wziął kartkę, przeczytał i zbladł.
To niemożliwe… Ja z nią nic nie miałem! Jak to możliwe?
Tobie lepiej wiedzieć. Chce ode mnie czterysta tysięcy, by usunąć ciążę. A jak nie, to zabierzesz się do niej.
To jakiś absurd! Przysięgam na moją ukochaną czapkę z daszkiem! Nic nie wiem, nic nie rozumiem
Ja też miałam takie wrażenie. Może nie jesteś święty, ale ludzi znam i widzę, iż ona kręci. Chciała łatwej kasy.
Rób mi wszelkie badania, mnie to nie rusza. Wszystko dla ciebie, kochanie. Reszta to bzdury tej dziewuchy!
No dobrze, rozumiem. Chodźmy lepiej na kolację.
Następnego dnia Sylwia zadzwoniła do Kingi, zaprosiła ją do gabinetu. Minęło pół godziny, zanim Kinga wbiegła.
Więc tak, Kingo. Kostek nie jest ojcem tego dziecka. Wierzę mu. Naciągnąć się nie udało. Możesz zrobić, co chcesz.
Ale pani dziwna! Tak mu pani ufa? W lustrze się pani widziała? Czterdziestka na karku, choćby pani się nie wiadomo jak trzymała, zawsze będzie młodsza i ładniejsza…
Coś jeszcze masz do powiedzenia?
Oczywiście. Mogę sprzedać pani to dziecko. Proszę zrobić badania, to na pewno dziecko Kostka. Jestem przekonana.
No ale przecież twierdzisz, iż z nim nic nie miałaś?
Eh, dobrze, powiem prawdę. Półtora miesiąca temu był firmowy wyjazd integracyjny, tam zapoznałam Kostka. Tuż przed tym wspólny znajomy powiedział mi, iż Kostek ma bogatą żonę, bez własnych dzieci, choćby surogatka nie pomoże. Pomysł się pojawił, dziecko i zarobek. Próbowałam go uwieść, ale nic z tego.
Zwykle faceci biją się o mnie jak muchy do miodu. Młoda, ładna, wszystko na swoim miejscu. Więc sięgnęłam po inny sposób. Siostra farmaceutka dała mi magiczny proszek. Człowiek ma amnezję, jest jak we śnie. Wmieszałam mu go w napój, co zawsze mam przy sobie. Potem zabrałam do siebie był jak baranek, nic nie kumał. Szczęśliwie akurat miałam owulację, no i zaszłam w ciążę. Kostek nic nie pamięta. Tak, to możliwe. Mam choćby nagranie.
Kinga położyła telefona na biurku i puściła filmik. Kostek, bez ubrania, rozmyty wzrok, leży na łóżku, choćby nie reagując na kamerę.
Aborcja? Pikuś. Ale wie pani, pieniążki kocham, zwłaszcza łatwe. Wątpię, żeby pani chciała robić szum wokół tego, mając tak wysokie stanowisko. Liczyłam, iż się pani zgodzi. Skoro nie, mogę urodzić i oddać dziecko. Obiecuję wizyty, zdrowe jedzenie i spokój. Za cztery stówki dziecko pani.
Sylwia była w szoku. Jak można?!
Kingo, słów mi brak! Powinnaś siedzieć, jesteś oszustką!
Takie życie. Jakoś trzeba długi spłacić. Znalazłam bogatego sponsora, umarł nagle. Sylwio, nie denerwuj się, pomyśl spokojnie. Zadzwonię za trzy dni.
Kinga wyszła, a Sylwia wychyliła szklankę wody. Bolała ją głowa. A się porobiło
Wieczorem opowiedziała wszystko mężowi. Ten aż usiadł.
Zrobili ze mnie ofiarę Posadzę ją!
Kostek, sam wiesz jakie dziś czasy. Zobaczmy to inaczej. Wyczytałam, iż od siódmego tygodnia ciąży można zrobić test DNA z krwi matki. Sprawdźmy, czy to twoje dziecko.
Zawsze marzyliśmy o własnym dziecku. Z adopcją zwlekaliśmy. Teraz byłby choć okoliczności dyskusyjne ale mamy szansę. Może to Bóg daje nam możliwość ratunku z bezdzietności?
Ty jeszcze ją chcesz pochwalić?! Niech zrobi aborcję i da nam święty spokój! Płacić za coś takiego?!
Kostek wściekły wyszedł z pokoju.
Sylwia odpłynęła myślami dziesięć lat wstecz
Studia z Kostkiem na jednym wydziale. Od pierwszego wejrzenia para idealna. Ślub, wynajmowane mieszkanie. Potem Sylwia ruszyła z karierą dzięki wujowi, który dał jej fundusze na rozkręcenie firmy.
Gdy interesy ruszyły z kopyta, oddała dług z nawiązką. Kostek otworzył własny sklep, ona prężnie rozwijała swoją działalność. Marzyli oboje o dzieciach, ale los płatał figle.
Pewnego wieczoru, wracając pieszo z restauracji, zaatakowała ich grupa podpitych chłopaków. Jeden pchnął nożem Kostka Sylwia go zasłoniła i dostała cios w brzuch.
Lekarze długo walczyli o jej życie. Przeżyła, ale na zawsze straciła możliwość bycia mamą musieli usunąć jej macicę i jajniki. To był ogromny wstrząs.
Kostek był przy niej, wspierał, poczucie winy nie opuszczało go. Sylwia czasami chodziła do kościoła, stawiała świeczki, modliła się za bliskich i dawała biednym. Tak też i tym razem podarowała starszej kobiecie przy kościele parę złotych.
Dziękuję, serce, widzę, iż twoja dusza bardzo cierpi, nie płacz już, rzuciła staruszka.
Ech, babciu, wszystko ok, tylko dzieci nigdy nie będzie Ciężko z tym się pogodzić
Oj, wiem, sama przeżyłam. Zobaczysz, będziecie mieli dziecko. Przyjdzie do was dziwną ścieżką
Sylwia machnęła ręką. Może i bajki, ale kto wie
Skupiła się na pracy, z Kostkiem z każdym rokiem bardziej się kochali. Aż nagle to
Sylwia przekonała męża do testu DNA. Po dziewięciu tygodniach obie panie oddały krew. Wynik: Kostek jest ojcem.
No i co? Wierzycie już mi? Gotowi za dziecko płacić? uśmiechnęła się Kinga.
Słuchaj mnie, znaleźć surogatkę, która urodzi dziecko Kostka, to żaden problem i kosztuje mniej niż połowa tego co chcesz. Ja i tak nie chciałam tego robić. Ale skoro już tak się stało, weźmiesz połowę, dwieście tysięcy. Bierzesz kasę, oddajesz dziecko, formalności załatwiamy.
Cztery stówki mówiłam! Co to za targowanie?!
Teraz my dyktujemy warunki. Nie chcesz nie dostajesz ani grosza. Dziękuj, iż nie idziesz siedzieć. Jesteśmy bardzo wyrozumiali
***
Kostek, dogadałam się z nią. Będziemy mieli dziecko.
Sylwia, po co to wszystko Jeszcze płacić tej
Może tak miało być. Trzeba przyjąć dar, choćby jeżeli niecodzienny
Całą ciążę Kinga chodziła do lekarzy, robiła wszystko jak należy. W terminie na świat przyszedł zdrowy, silny chłopczyk.
Kinga zrzekła się dziecka, Kostek jako biologiczny ojciec odebrał synka. Formalności załatwione. Kinga zainkasowała dwie stówki i zniknęła z ich życia. Wszystkim powiedzieli, iż urodziła surogatka.
Dzięki, iż urodziłaś dziecko mojego męża, powiedziała na odchodne Sylwia.
Mały Aleś zamieszkał w domu Sylwii i Kostka.
Kostek, jaki on do ciebie podobny…
Myślisz? Nie znam się na maluchach Chociaż, no tak, urodzony przystojniak!
Pamiętasz tą starszą panią z kościoła? Przepowiedziała, iż dziecko przyjdzie do nas zadziwiającą drogą…
Kostek i Sylwia patrzyli z czułością na synka. Co zdarzy się później nie wiedzieli, ale byli szczęśliwi teraz.
Czasem wszechświat spełnia życzenia w zadziwiająco pokrętny sposób
***
Kilka miesięcy później Sylwia zobaczyła w wiadomościach, iż w mieszkaniu znaleziono martwą Kingę. Policja bada okoliczności. No, dziewczyna przeliczyła sięZamilkli na chwilę, wsłuchani w spokojny oddech śpiącego w ramionach Sylwii maluszka.
Życie czasem zadaje trudne pytania wyszeptał Kostek.
Sylwia przytuliła synka mocniej. Ale też daje niezwykłe odpowiedzi.
Następnego dnia rano, w oknie salonu znalazła bukiet białych lilii. Bez karteczki, bez śladu, kto je zostawił. Westchnęła. Czyżby znowu pojawiła się ta sama starsza pani? Czy może to przypadek dar od zupełnie obcej osoby? Tego nie wiedziała. Ale w sercu poczuła ulgę. Zgoda z przeszłością nadeszła tak cicho, jak świt.
Tego wieczoru, kiedy Aleś po raz pierwszy solidnie się uśmiechnął, Sylwia poczuła, iż los wreszcie się do niej uśmiechnął także. Nieważne, przez jak trudne ścieżki musiała przejść; wiedziała już, iż rodzina to nie krew, ale wybór miłości i oddania. I choć świat nie zawsze był sprawiedliwy, Sylwia odarta z naiwności, ale bogatsza o synka i sprawdzoną miłość Kostka z uśmiechem patrzyła, jak Aleś śni o swoim własnym świecie, w którym wszystko dopiero się zaczynało.
Na parapecie białe lilie pachniały nadzieją.



