Zadzwonił dzwonek Do mieszkania, nie witając się i odpychając syna z drogi, wpadła teściowa:
No to powiedz mi, kochana synowo, jakie masz sekrety przed mężem?
Mamo…? Co się stało, mamo…?
Pamiętam to wszystko doskonale, jakby wydarzyło się wczoraj. Dawno temu, gdy świat był jeszcze inny, a ludzie częściej spotykali się bez zapowiedzi, pewnego wieczoru wydarzyła się ta scena.
Kiedy Władysław wrócił do domu, w mieszkaniu panowała cisza. Żona, Danuta, uprzedziła go rano, iż dziś zostanie dłużej w pracy szefostwo zarządziło nagłą kontrolę.
Wszedł do kuchni, zajrzał do lodówki kolacji nie było. Westchnął ciężko, postawił czajnik, zrobił sobie kilka kanapek i usiadł przed telewizorem.
Przełączał kanały, aż ostatecznie trafił na sport. Ledwie zaczął jeść i oglądać boks, usłyszał dzwonek do drzwi.
Na progu stanęła jego matka, Zofia Szymańska. Wparowała niczym wiatr, nie powiedziała ani „dzień dobry”, tylko odsunęła syna na bok.
Władziu, słuchaj, muszę ci coś powiedzieć! Dowiedziałam się od Krystyny.
Co się dzieje, mamo? zapytał zaskoczony Władysław.
Ano to, iż twoja żona Danuta ma jeszcze jedno mieszkanie. Wynajmuje je i kasuje czynsz, wszystko chowa dla siebie!
Mamo, dlaczego słuchasz tej Krystyny? Ona przecież najwięcej plotkuje w całym Krakowie, a ty jej wierzysz.
Wiem, iż czasem Krystyna przesadza, ale tym razem to na pewno prawda! Bo dwupokojowe mieszkanie Danuty teraz wynajmuje siostrzenica sąsiadki Krystyny.
Dziewczyna wyszła niedawno za mąż, z mężem wynajmują od Danuty, płacą za miesiąc dwa tysiące złotych i się cieszą, iż to tanio. Rozumiesz? A najważniejsze Danuta wynajmuje to mieszkanie już od ponad dwóch lat, to nie jej pierwsi najemcy.
To dopiero zwrot akcji zamyślił się Władysław. Czemu nic mi nie mówiła?
Jak wróci Danuta z pracy, sam ją o to zapytaj. Choć i tak wszystko jasne: twoja żona szykuje sobie ucieczkę. Jak uzbiera więcej pieniędzy, to cię zostawi i jeszcze cię oskubie! orzekła Zofia.
Danuta zjawiła się po jakiejś półtorej godzinie. Czekał na nią mąż i teściowa, która wcale nie zamierzała wychodzić w końcu ciekawość była większa niż dobre wychowanie. Z nudów choćby przygotowała kolację i nakarmiła syna.
Gdy Danuta weszła do pokoju, padły na nią surowe, pytające spojrzenia dwojga ludzi.
Pierwsza odezwała się teściowa:
No powiedz, kochana synowo, jakie masz sekrety przed mężem?
Chyba żadnych odpowiedziała zdezorientowana Danuta.
Żadnych, powiadasz? A mieszkanie na ulicy Kołłątaja, numer czterdzieści trzy?
A co ma moje mieszkanie do jakichś sekretów przed mężem? zdziwiła się Danuta.
Wynajmujesz je, a pieniądze chowasz przed mężem! stanowczo wyjaśniła Zofia Szymańska.
Naprawdę, Danuto odezwał się strapiony Władysław. Skąd jest to mieszkanie? I czemu mi nie powiedziałaś, iż je wynajmujesz? I co robisz z tymi pieniędzmi?
To mieszkanie należało do pani Reginy Łuczak kuzynki mojej mamy. Można powiedzieć, iż była moją cioteczną babką, chociaż w tych koligacjach sama się gubię.
Reginy Łuczak nie ma z nami już prawie trzy lata. Władziu, mówiłam ci o tym. Pamiętasz, powiedziałeś, iż już nie będę do tej staruszki codziennie biegać.
A gdy prosiłam cię, byś pomógł przy pogrzebie, powiedziałeś, iż masz nawał pracy i nie dasz rady.
Dlaczego zostawiła to mieszkanie właśnie tobie? dopytywała teściowa.
Pewnie dlatego, iż oprócz mnie nikt jej nie odwiedzał odparła Danuta.
A czemu Władysław nie wiedział nic o spadku? ciągnęła dalej Zofia.
A cóż ma Władysław do mojego spadku?
Jak to co? No przecież jesteście małżeństwem! oburzyła się teściowa.
I co z tego?
Co, udajesz naiwność? Pieniądze z wynajmu powinnaś przeznaczyć na rodzinę, a ty je wydajesz na siebie, egoistko!
Wydaję, bo to moje prawo! Spadek to moja prywatna własność! Wszystko, co z niego mam sprzedam, wynajmę też jest moje. Nie mam obowiązku się nikomu tłumaczyć powiedziała stanowczo Danuta.
Danusiu, ja w zeszłym roku remontowałem samochód, wydałem masę pieniędzy, włożyłem dwie premie. A ty miałaś pieniądze i zatajałaś je przede mną? Nie spodziewałem się tego po tobie wtrącił smutno Władysław.
Władziu, to twój samochód. Ty nim jeździsz. A gdy ciebie proszę o podwiezienie, zawsze mówisz, iż jesteś zajęty albo ci nie po drodze, więc doradzasz mi taksówkę.
W zeszłym roku trzy razy mnie podwiozłeś: raz na targ przed świętami, drugi zabrałeś mnie z pracy, bo kluczy zapomniałam, trzeci do przychodni, gdy skręciłam kostkę.
Więc czemu mam z własnych pieniędzy naprawiać samochód, którym nie jeżdżę?
I ile już tego zebrałaś? spytała teściowa. Milion chyba.
Trochę się uzbierało, ale do miliona daleko. A ty, Władziu, pamiętasz, iż masz dwie córki na studiach? Kiedy ostatnio im wysłałeś pieniądze? spytała Danuta.
Pracują chyba, nie? odparł Władysław.
Studiują i dorabiają, ale jeżeli będą pracować tyle, by się utrzymać, nie będą mogły się uczyć!
Dobrze, ale czemu nie powiedziałaś od razu, iż masz spadek? zapytał z wyrzutem mąż.
Bo nie miałam ochoty wysłuchiwać takiego przesłuchania jak dziś, tylko dwa i pół roku temu. Zresztą wiem, jak twoja mama rozegrała sprawę z żoną twojego młodszego brata i jej mieszkaniem.
Jak to rozegrała? Co ty insynuujesz?
A jak to inaczej nazwać? Przez rok przekonywaliście Olę:
Po co ci ta klitka? Sprzedajmy, kupimy działkę, latem będziemy wypoczywać na świeżym powietrzu.
Sprzedaliście mieszkanie, kupiliście działkę rekreacyjną. Na kogo ją zapisaliście? Na ciebie, Zofio! A Ola teraz nie ma prawa pojechać tam z rodziną bez twojej zgody, a o zaproszeniu znajomych choćby nie pomyśli!
Za to ma prawo orać na waszych grządkach. Dziękuję, nie chcę tak!
Bezwstydna, Danuto! wrzasnęła Zofia. Myślisz tylko o sobie!
Mam od kogo się uczyć, Zofio odparła spokojnie synowa.
Władziu, słyszysz? Twoja żona mi się stawia!
Moim zdaniem mówię tylko prawdę. Poznałaś o moim spadku i zaraz tu przyszłaś. Po co? zapytała Danuta.
No jak to po co? Powiedzieć Władziowi!
Już powiedziałaś. I co teraz?
Wymagać, żebyś nie ukrywała pieniędzy przed rodziną, żeby szły na rodzinę!
I idą na rodzinę. Tylko na te potrzeby, które ja uważam za słuszne. Nie na twój samochód, nie na remont waszej działki!
Mogliśmy wspólnie porozmawiać, na co przeznaczyć pieniądze powiedziała teściowa.
Myślisz, iż mając czterdzieści sześć lat nie potrafię rozporządzać własnymi środkami?
Trzeba też brać pod uwagę innych! wykrzyknęła Zofia.
Kogo? Was? Właśnie dlatego nie spieszyłam się z tą informacją. Chcę wydawać te pieniądze wyłącznie według swojego uznania i dla dzieci!
I tak już zostanie. Lepiej, Zofio, zapomnij, iż mój spadek w ogóle istnieje! zakończyła Danuta.
Czyli sama będziesz wydawać?
Sama.
I z mężem się nie podzielisz? spytała jeszcze teściowa.
Podzielę się, jeżeli uznam za stosowne. Powiedziałam: wszystko na moją rodzinę.
A ja to nie rodzina?
Zofio, moja rodzina to ja, mój mąż i nasze dzieci. Reszta to krewni odparła Danuta.
Tak to się właśnie kiedyś rozegrało. Zofia nigdy nie dostała tego, czego pragnęła. Próbowała jeszcze wiele razy „upomnieć się o swoje”, jak mawiała. Ale Danutę nie ruszały żadne jej fortele. Trafiła kosa na kamień, jak to się tedy mówiło każdy siedzi tam, gdzie mu przystało.













