Wolny dzień był dla mnie prawdziwym luksusem. Spałem aż do południa, korzystając z ciszy mojego mieszkania w Krakowie, kiedy nagle do drzwi zadzwonił dzwonek. Zerwałem się z łóżka niechętnie kto może mnie odwiedzać o tak wczesnej porze? Otwieram drzwi, a przede mną stoi starsza kobieta z zalęknionym wyrazem twarzy kompletnie jej nie rozpoznaję.
Przepraszam, czy mogę pomóc? pytam, jeszcze zaspany.
Synku naprawdę mnie nie poznajesz?
Mamo? Czy to ty? Wejdź, proszę…
Patrząc na jej twarz, czuję, jak wracają do mnie wspomnienia sprzed lat dzień, w którym państwo zabrali mi matkę. Czekałem miesiącami w domu dziecka pod Tarnowem, licząc naiwnie, iż po mnie wróci. Jednak czas leczy rany. Skończyłem liceum, dostałem się na AGH, a potem otworzyłem własny sklep na Kazimierzu. Często mówiłem, iż moi rodzice nie żyją i w zasadzie nikt nie miał podstaw mi nie wierzyć nauczyłem się ufać tylko sobie, być dumnym i niezależnym. Nikt choćby nie podejrzewał, iż wychowałem się w placówce opiekuńczej.
Moja matka ledwo pamięta tamte wydarzenia sprzed lat. W młodości żyła w ciągłym alkoholowym zamroczeniu. Zgubiła się, trafiła choćby za kratki, a w więzieniu czasem rozmyślała o mnie. Czy mnie kochała? Nigdy. Podobno było jej mnie szkoda, ale na miłość nigdy nie było miejsca.
Dopiero kiedy urodziła mojego młodszego brata, poczuła instynkty macierzyńskie. Dla niego była gotowa na wszystko, wręcz oszalała na punkcie jego szczęścia. O mnie już nie myślała, całe serce oddała drugiemu synowi.
Z biegiem lat mój brat powtórzył jej życiowe błędy: domy dziecka, potem orzeczenia sądowe. W wieku piętnastu lat pierwszy wyrok w zawieszeniu, potem kolejny i więzienie. Moja matka próbowała go ratować, wiedząc, jak wygląda życie w polskim zakładzie karnym. Gdy doszły ją słuchy, iż mi się powiodło, zaczęła mnie szukać.
Teraz siedzi w moim salonie, łzy spływają jej po policzkach, próbuje mnie dotknąć. Opowiada, jak modliła się za mnie w kościele Mariackim, iż codziennie liczyła na cud, iż spotka mnie jeszcze raz. Słucham jej i niby wierzę, ale w środku czuję coś niepokojącego intuicja każe mi trzymać się na dystans. Pomimo tego wynajmuję jej kawalerkę w Nowej Hucie, daję jej trochę złotych na życie, obiecuję wsparcie. Postanawiam patrzeć, czy jej przemiana jest szczera czy wyłącznie wymuszona sytuacją.
Przed świętami postanawiam odwiedzić dom dziecka, w którym dorastałem. Regularnie przynoszę dzieciakom pluszaki i słodycze. W drzwiach wita mnie pani Jadwiga, opiekunka o ciepłym spojrzeniu.
Szukała twojego adresu mówi, patrząc na mnie z troską.
Wiem, pomogliście jej. Dziękuję, pani Jadziu.
Ale uważaj, ona chce, żebyś ratował twojego brata. Pieniądze są jej jedynym celem. Nie kocha cię, nigdy nie kochała.
A więc mam brata? pytam, z niedowierzaniem.
Pytaj ją o to odpowiada, ściszając głos.
Zatykam się, trudno mi oddychać, szok nie pozwala mi ruszyć się z miejsca. Myślę, iż matka znowu zamierza mnie wykorzystać. Przez łzy staram się zebrać w sobie siły i wyjaśnić to wszystko z nią. Nie chce rozmawiać, unika tematu. Boi się, iż nie pomogę bratu, gdy dowiem się prawdy.
Kilka dni później spotyka mnie tragedia. Zostaję napadnięty na ulicy i ciężko pobity. Policja, kiedy złapała sprawców, ujawniła, iż wynajęła ich moja matka. Chciała się mnie pozbyć, by zdobyć spadek i zapewnić wygodne życie mojemu bratu.
Na rozprawie matka błagała o wybaczenie, płakała, przyznawała się do winy. Słuchałem jej i w końcu zrozumiałem.
Już kiedyś żyłem bez matki i teraz też dam sobie radę. To ciężka lekcja, ale wiem jedno: czasem choćby najbliżsi mogą nas zdradzić. Ważne, by umieć ufać sobie i nie zapominać o własnej wartości.












