Nikomu nie oddam. Opowieść.
Ojczym ich nie krzywdził. Przynajmniej nie wytykał kromki chleba, nie czepiał się o naukę, tylko gdy Bogna wracała później niż powinna, potrafił podnieść głos.
Obiecałem twojej mamie, iż będę cię pilnował! wrzeszczał, kiedy Bogna niepewnie przypominała, iż przecież jest już dorosła. Wiem lepiej, co ci wolno, a czego nie! Dorosła niby! Myślisz, iż jak masz świadectwo maturalne, to wszystko możesz? Najpierw znajdź porządną pracę, a potem udawaj dorosłą!
Później, gdy ochłonął, mówił już spokojniej.
Porzuci cię ten twój chłopak. Widziałem, kto cię odwozi. Auto wypasione, twarz ułożona po co mu taka zwykła dziewczyna jak ty, Bognuś? Jeszcze będziesz płakać, pamiętaj moje słowa.
Bogna nie wierzyła ojczymowi. Jasiek był przystojny i studiował na trzecim roku politechniki, płacił za studia, ale ona też chciałaby tak studiować. Nie dostała się na uczelnię, zrobiła rok w technikum, nie podobało się jej, więc rozdawała ulotki, roznosiła gazety, a głównie uczyła się do egzaminów na przyszły rok. Tak poznała Jaśka podała mu ulotkę, a on wziął jedną, potem drugą, trzecią, i nagle powiedział:
Dziewczyno, zróbmy tak ja biorę od ciebie wszystkie ulotki, a ty idziesz z nami do kawiarni?
Nie wiadomo, co ją wtedy opętało, ale zgodziła się. Uczona doświadczeniem, ulotek nie wyrzuciła na tym osiedlu, upchnęła je do plecaka i na powrocie wrzuciła do zsypu.
W kawiarni Jasiek przedstawił ją swoim kolegom, częstował pizzą i lodami. Z siostrą jadały takie smakołyki tylko w urodziny nie miały dużo pieniędzy, a renty ojczym nie pozwalał im ruszać, mówił, iż niech leży na czarną godzinę, gdyby coś mu się stało.
Tak naprawdę zarabiał dobrze, ale połowę wydawał na auto, które wiecznie się psuło, a drugą połówkę przegrywał. Bogna nie narzekała dobrze, iż ich z Anulką z domu nie wygonił, mieszkanie było jego, mama musiała sprzedać własne, gdy zachorowała. Oczywiście marzyła o czekoladach, pizzy, coli, ale jeżeli już coś dostała, oddawała siostrze. choćby u Jaśka w kawiarni spytała czy może zabrać kawałek pizzy dla Anulki? Tak na nią spojrzał wtedy, zdumiony. Kupił jej na wynos całą pizzę i czekoladę z orzechami.
Ojczym źle myślał o Jaśku Jasiek był dobry. Przy nim Bogna mocniej czuła, jak jej brakuje w życiu stabilizacji, jeszcze pilniej przygotowywała się do egzaminów, podjęła normalną pracę w sklepie jako kasjerka. Płacili tam dobrze, więc mogła kupić sobie porządne dżinsy i zrobić fryzurę u prawdziwego fryzjera, żeby Jasiek był z niej dumny.
Gdy zaprosił ją na działkę, Bogna od razu się domyśliła, co się wydarzy, ale nie bała się przecież nie jest dzieckiem. Szli tam już zakochani, on ją kochał, ona też jego. Martwiła się jedynie, iż ojczym ją nie puści, ale ten sam zaczął późno wracać, czasem wcale. Bogna wiedziała, gdzie nocuje u cioci Marysi, pielęgniarki z ich przychodni. Ojczym od dawna do niej się uśmiechał, ale ona nie zamierzała wiązać się z mężczyzną z dwójką dziewczynek, zwłaszcza iż sama była po rozwodzie. Teraz nie oparła się jego nieporadnym zalotom.
Bogna miała z tego korzyść, choć Anulka płakała, gdy dowiedziała się, iż będzie nocować sama. Bogna kupiła jej czekoladę, chipsy i colę, więc Anulka pogodziła się z losem.
O ciąży Bogna dowiedziała się bardzo późno. Zawsze nieregularny cykl, i nikt jej tego nie uczył, nie pilnowała. Druga kasjerka, pani Weronika Borowska, zażartowała:
Asia się rumieni, zaokrągliłaś się chyba nie jesteś w ciąży?
Pośmiały się, ale wieczorem Bogna kupiła test. Widząc dwie kreski, nie wierzyła niemożliwe, to się nie dzieje!
Jasiek nie był zachwycony. Powiedział, iż to nie w porę i wcisnął jej trochę pieniędzy na lekarza. Bogna przepłakała noc i poszła, ale okazało się, iż za późno szesnaście tygodni. Na działce wszystko się rozpoczęło, a myślała, iż za pierwszym razem nie można zajść w ciążę.
Przez jakiś czas udawało się ukrywać wszystko przed ojczymem, ale brzuch rósł w ekspresowym tempie. Musiała się przyznać.
Jak on wtedy krzyczał!
Gdzie ten chłopak? Zamierza się żenić?
Bogna spuściła wzrok. Jaśka nie widziała już miesiąc, gdy dowiedział się, iż dziecko musi zostać, po prostu zniknął.
Rozumiem powiedział ojczym. Ostrzegałem cię, Bogna…
Nie powiedział od razu, pewnie zasięgnął rady cioci Marysi.
Jak już tak wyszło, urodzisz. Ale zostawisz je w szpitalu, nie potrzebuję dodatkowej gęby do wyżywienia. Bo… żenię się, Bogna. Marysia też jest w ciąży. Bliźniaki nas czekają. Rozumiesz, trzy niemowlęta pod jednym dachem to przesada.
Ona tu zamieszka? zdziwiła się Bogna.
No a gdzie? Będzie żoną, tu jej miejsce.
Brzmiało jak żart, ale ojczym nie żartował. Powtarzał codziennie i groził, iż obie z Anulką wyrzuci z mieszkania, jeżeli Bogna zabierze dziecko ze szpitala. Bogna rozumiała, iż powtarza myśli cioci Marysi, ale to niczego nie zmieniało nie mogła zostawić dziecka.
Nie martw się mówiła ciocia Marysia takie niemowlaki rozchodzą się błyskawicznie, od razu ktoś je pokocha jako swoje.
Bogna płakała, dzwoniła do Jaśka, próbowała wymyślić, gdzie mogłaby zamieszkać z Anulką i noworodkiem, ale nie mogła na nic wpaść. Wtedy pani Weronika Borowska, widząc parę na jej kasie, powiedziała:
Patrz, tyle lat minęło, a oni zawsze chodzą w czerni. Całe życie w żałobie, nie wiem… Mogliby przecież urodzić albo adoptować.
Tę parę Bogna często widywała razem lub osobno. Byli uprzejmi, mili, trochę smutni, ale nie wiedziała, co ich spotkało.
Córka im zginęła, pamiętasz, słynna historia autobus z dziećmi się rozbił? Byli na wycieczce, kierowca przysnął. Zginął on i ta dziewczynka, szkoda jej. Dobrzy, porządni ludzie on lekarz, ona uczy angielskiego. Byłam ich sąsiadką, gdy byłam mężatką. Wszyscy kiedyś do nich przyszli dawali jej aniołki. Wyobraź sobie, córka kupiła aniołka, figurkę, na tej wycieczce, trzymała w ręce. Ledwo udało się wyciągnąć. Nie wiem, kto pierwszy dał pomysł, żeby jej przynosić aniołka, a potem już wielu niosło. Bałam się, iż gorzej jej będzie, ale chyba to jej pomagało.
W jakimś filmie Bogna zobaczyła, jak dziewczyna oddaje dziecko bezdzietnej parze. Wiedziała, iż ci mogli mieć dzieci, pewnie choćby nie chcieli, ale myślała o nich ciągle. Była już w ósmym miesiącu, ale przez cały czas pracowała, nie chciała tracić pracy, i akurat para ta stanęła przy jej kasie, a mężczyzna spytał:
Miła dziewczyno, może już czas na urlop macierzyński? Bo jeszcze urodzisz tu przy kasie!
Bogna nie narzekała, choć praca była trudna plecy bolały, zgaga męczyła, nogi puchły. Nikt nie pytał, jak się czuje, tylko lekarz na przychodni narzekał. Troska tego pana wzruszyła ją tak, iż oczy napłynęły łzami ostatnio tak się z nią działo.
Po dwóch dniach, gdy szła z torbą z jedzeniem kupionym z wypłaty, mężczyzna ten ją dogonił i zaproponował pomoc. Bogna poczuła się głupio, ale było jej też miło. Myślała, iż jest dobrym człowiekiem.
Aniołka zobaczyła w witrynie sklepu, na letniej wyprzedaży chyba nie były zbyt popularne. Bogna, poddając się impulsowi, kupiła jednego, wzięła od pani Weroniki adres i ruszyła.
Poczuła strach, gdy już naciskała dzwonek może to niestosowne, tyle lat minęło? Chyba już nikt im nie przynosi aniołków.
Drzwi otworzyła kobieta. Od razu ją rozpoznała, bo podniosła zdziwione brwi. Bogna gwałtownie wyciągnęła figurkę, pochylając się spodziewała się, iż kobieta trzaśnie drzwiami albo zacznie krzyczeć.
Ale nie nastąpiło ani jedno, ani drugie. Kobieta wzięła aniołka, uśmiechnęła się i powiedziała:
Wejdź. Napijesz się herbaty?
Przy herbacie opowiedziała jej swoją historię, którą Bogna już znała od pani Weroniki, ale z ust tej kobiety była jeszcze bardziej bolesna i ostra.
Dlaczego nie urodziliście jeszcze raz? spytała Bogna cicho.
Ciężki poród. Musieli mi usunąć macicę. Nie mogłam już mieć dzieci.
Poczuła wstyd jakie ona ma prawo pytać o cudze życie? Chciała zapytać o adopcję, ale zabrakło słów.
Myśleliśmy o adopcji powiedziała kobieta, jakby czytała jej myśli. Przeszliśmy kurs rodzin adopcyjnych. Ale w ostatniej chwili nie mogłam. Prosiłam córkę daj mi znak. Nic się nie wydarzyło.
W tej chwili w pokoju rozległ się brzęk, jakby szklanka spadła na podłogę i się rozbiła. Kobieta drgnęła, Bogna spojrzała w tamtym kierunku myślała, iż w mieszkaniu nikogo nie ma.
Obie weszły do salonu. Bogna bała się, iż będzie tam coś w rodzaju kapliczki ciemno, wszędzie świece i zdjęcia. Ale była tylko jedna fotografia, pokój jasny, bez świec. Tylko figurki aniołków. Jedna leżała na podłodze, rozbita. Kobieta podniosła kawałki porcelany i długo je oglądała. Potem dziwnym głosem powiedziała:
To ta figurka. Jej.
Bogna poczuła, jak płoną jej policzki. Cóż to, jeżeli nie znak?
Dziewczynkę urodziła w terminie. Ciocia Marysia już dawno mieszkała z nimi w mieszkaniu i też urodziła przed czasem. Dzieci leżały jeszcze w szpitalu, za chwilę mieli je zabrać, już kupili łóżeczka dwa śliczne, białe, z kokosowymi materacami. Jej dziecku nikt nic nie kupił, miała zostawić je w szpitalu. Anulka tylko wieczorami pytała cicho:
Nie dałoby się gdzieś jej ukryć? Tak, żeby oni nie wiedzieli, iż tu jest twoja dziewczynka? Pomogę ci.
Na te słowa Bogna chciała płakać, ale przy siostrze powstrzymywała się.
Treść listu do pary układała długo. Napisała, iż nie może zatrzymać dziecka, iż jest zdrowe, mogą być spokojni. Przypomniała o znaku upadłej figurce. Do koperty włożyła pieniądze całą swoją oszczędzoną rentę. Powinno wystarczyć, przecież byli dobrymi ludźmi.
Ze szpitala wychodziło się rano, a podrzucenie dziecka w biały dzień wydawało się przerażające. Przesiadywała cały dzień w galerii handlowej, choć ledwo mogła siedzieć, kręciło jej się w głowie. Ale najważniejsza była jej córeczka, dla której musiała znaleźć kochających rodziców.
Gdy galeria się zamknęła, Bogna siedziała jeszcze godzinę na ławce, szczęście, iż było ciepło. Dopiero gdy nastał wieczór, odważyła się wejść do klatki, wykorzystując moment, gdy mężczyzna z psem wychodził na spacer.
Córkę niosła w nosidełku, kupionym z własnych pieniędzy, zamówiła u pani Weroniki na wypis. Ta nie pytała o nic. Teraz postawiła nosidełko tak, żeby drzwi ich nie potrąciły, wsunęła pod kocyk kopertę z listem i pieniędzmi i już miała nacisnąć dzwonek, żeby uciec, gdy drzwi same się otworzyły. W progu stał mąż zmarłej dziewczynki.
Co ty tu robisz?
Bogna aż podskoczyła ze strachu.
Zauważył nosidełko.
Co to?
Łzy spłynęły same. Bogna opowiedziała wszystko o Jaśku, który ją zostawił, o ojczymie, który utrzymywał ją i siostrę siedem lat, o ślubie ojczyma, bliźniakach, cioci Marysi, która wymyśliła, iż Bogna napisze zrzeknięcie w szpitalu.
Wysłuchał uważnie, a potem powiedział:
Gosia już śpi, nie będę jej budzić. Porozmawiamy rano. Chodź, pościelę ci w salonie.
Spać w pokoju pełnym aniołków było dziwne, ale Bogna zasnęła niemal od ręki, mocno przytulając córkę.
Obudziła się i poczuła pustkę. Nie było córki. W tej sekundzie wiedziała, iż nie potrafi jej oddać. Nigdy nie potrafi. Chciała ruszyć, szukać, zabrać…
Zerwała się, ale zanim zdążyła wykonać krok, do pokoju weszła Gosia. W rękach trzymała dziewczynkę.
Trzymaj uśmiechnęła się. Trzeba nakarmić, bujałam ją, chciałam dać ci pospać, ale długo nie wytrzymała.
Bogna karmiła córkę, nie mogła podnieść wzroku na Gosię. Co powiedział jej mąż? Co, jeżeli już postanowili adoptować dziewczynkę? Jak powiedzieć, iż się rozmyśliła?
Ile lat ma twoja siostra? nagle spytała Gosia.
Dwanaście zaskoczona odpowiedziała Bogna.
Myślisz, iż zgodzi się do nas przeprowadzić?
Pytanie było tak dziwne, iż Bogna spojrzała na Gosię.
Słucham?
Sławek wszystko mi opowiedział. Że nie macie gdzie mieszkać, iż ojczym cię wyrzuca. Pomyślałam, iż jak Anulka zostanie tam, zrobili by z niej służącą. Niech mieszka też z nami.
Co znaczy też? zacukała się Bogna.
Gosia spojrzała na figurkę przy fotografii sklejoną, wyglądała dziwnie, ale przez cały czas była rozpoznawalna.
Myślę, iż to był znak. Musimy wam pomóc powiedziała. Mamy sporo miejsca, przenieście się tu. Pomogę ci z dziewczynką. A głupoty zostaw. Nie wolno rozdzielać matki z dzieckiem.
Bogna poczuła radość, ale i zawstydzenie policzki znów spłonęły.
Więc zgadzasz się?
Bogna kiwnęła głową, chowając twarz w kocu córeczki, żeby Gosia nie widziała jej łezGosia uśmiechnęła się ciepło.
Tak, zgadzam się. I wiesz co? W tej chwili czuję się, jakby nasza córeczka z tamtej fotografii patrzyła na nas wszystkich i w końcu była spokojna. Może mieliśmy czekać właśnie na was. Może to ona wybrała was i nas po swojemu.
Bogna ścisnęła dłoń Gosi, nie mogąc wydobyć głosu. W jej sercu, po raz pierwszy od dawna, poczuła miłość, nie rozpacz. Spojrzała na córeczkę, na kobietę, która jeszcze przed chwilą była obcą, i pomyślała, iż być może anioły naprawdę istnieją.
Następnego dnia zadzwoniła do Anulki. Wyczuła w jej głosie nadzieję, której długo tam nie było.
Przyjedź do mnie, do nowego domu powiedziała i nie bój się. Już nigdy nie pozwolę wam się rozdzielić.
Gdy Anulka pojawiła się w drzwiach, biegnąc przez jasny hol, Bogna przytuliła ją najmocniej i wiedziała, iż nie musi nikomu nic oddawać: nie córki, nie siostry, nie swojej miłości. Tu zaczną wszystko na nowo. W miejscu, gdzie rozbite figurki można skleić, a serca znów nauczą się bić spokojnie.








