Nikomu nie oddam. Opowiadanie
Ojczym nigdy ich nie krzywdził. Przynajmniej nigdy nie wypominał chleba ani nie złościł się za oceny w szkole, tylko gdy Zuzanna wracała później niż powinna, potrafił krzyknąć.
Obiecałem twojej matce, iż będę cię pilnował! grzmiał, gdy Zuza nieśmiało tłumaczyła, iż przecież jest już pełnoletnia. Lepiej wiem, co ci wolno, a czego nie! Zobacz ją, dorosła niby! Myślisz, iż zdobyłaś świadectwo maturalne i już możesz wszystko? Najpierw znajdź porządną pracę, to wtedy będziesz ta dorosła!
Potem trochę się uspokajał i mówił już ciszej.
Przecież on cię zostawi, Zuza. choćby widzę, jakim samochodem cię przywozi, twarzyczkę ma ładną, po co mu taka zwyczajna dziewczyna jak ty? Będziesz potem płakać, zobaczysz.
Zuza nie wierzyła ojczymowi. Adam był przystojny i studiował na trzecim roku na Uniwersytecie Warszawskim na płatnych studiach, ale sama chciałaby studiować, gdyby mogła. Do konkurencyjnej rekrutacji nie przeszła, w technikum jej się nie podobało, więc czasem rozdawała ulotki, czasem roznosiła gazety, ale przede wszystkim przygotowywała się do egzaminów na następny rok. Tak właśnie poznała Adama podała mu ulotkę, a on wziął jedną, potem drugą, potem trzecią i powiedział:
Proszę pani, zróbmy tak ja biorę wszystkie ulotki, a pani idzie z nami na kawę?
Nie wiedziała, co w nią wtedy wstąpiło, ale zgodziła się. Już nauczona doświadczeniem, ulotki ze swojego rejonu nie wyrzuciła, tylko wsadziła do plecaka i potem wrzuciła je do zsypu jak wracała.
W kawiarni Adam poznał ją ze swoimi znajomymi, częstował pizzą i lodami. Z siostrą takie smakołyki jadły tylko w urodziny pieniędzy raczej nie miały, a ojczym nie pozwalał ruszać renty po matce, powtarzał, iż musi być na czarną godzinę, gdyby coś mu się stało.
Prawdę mówiąc, zarabiał nieźle: połowę wydawał na wiecznie psujący się samochód, drugą grał w gry na automatach. Zuza nie narzekała dobrze, iż nie wyrzucił ich z siostrą z domu; mieszkanie było jego, maminy pokój musieli sprzedać, gdy mama zachorowała. Pewnie, marzyła o czekoladzie, pizzy, gazowanych napojach, ale jeżeli coś jej wpadało, oddawała siostrze. choćby w kawiarni zapytała Adama, czy może wziąć kawałek pizzy na wynos dla siostry. Spojrzał wtedy na nią zdziwiony, a potem kupił jej całą pizzę do domu oraz dużą czekoladę z orzechami.
Ojczym źle myślał o Adamie. Adam był w rzeczywistości dobrym chłopakiem. Przy nim Zuza coraz wyraźniej odczuwała swoją nieporadność, przez co przygotowywała się do matury jeszcze pilniej. Znalazła porządniejszą pracę w sklepie jako kasjerka. Tam zarabiała dobrze i mogła sobie pozwolić na porządne dżinsy czy fryzurę w prawdziwym salonie fryzjerskim, żeby Adam był z niej dumny.
Gdy zaprosił ją na działkę pod Warszawą, Zuza od razu wiedziała, co się stanie, i choćby się nie bała przecież już nie była dzieckiem. Zwłaszcza, iż oboje się kochali. Bała się jedynie, czy ojczym ją wypuści, ale ten sam zaczął wracać bardzo późno, a czasem w ogóle nie pojawiał się w domu. Zuza wiedziała, gdzie nocuje u pani Lidii, pielęgniarki z pobliskiej przychodni, już dawno do niej się uśmiechał, ale Lidia nie chciała za bardzo się wiązać z kimś, kto ma dwie dziewczynki z pierwszego małżeństwa. Sama była kiedyś zamężna, po rozwodzie długo się opierała, ale w końcu ojczym przekonał ją swoimi nieporadnymi zalotami.
To w sumie Zuzie wyszło na korzyść, choć jej siostra, Jadzia, strasznie płakała, gdy się dowiedziała, iż będzie musiała spać sama. Zuza kupiła jej czekoladę, chipsy i napój, więc jakoś się pogodziła z losem.
To iż jest w ciąży, Zuza dowiedziała się późno. Miała zawsze nieregularny cykl, a nikt nigdy jej nie pilnował ani nie nauczył, żeby zwracać na to uwagę. Dopiero druga kasjerka, pani Weronika, zapytała z żartem:
Co taka promienna jesteś, zaokrągliłaś się nie spodziewasz się przypadkiem?
Pośmiały się, ale Zuza tego samego wieczoru kupiła test. Gdy zobaczyła dwie kreski, nie mogła uwierzyć to niemożliwe!
Adam nie był zadowolony. Powiedział, iż to nie w porę i dał pieniądze na wizytę lekarską. Zuza całą noc przepłakała, rano poszła do lekarza. Okazało się, iż już za późno szesnaście tygodni. Wszystko wydarzyło się podczas wakacji na działce, a ona myślała, iż za pierwszym razem nie da się zajść w ciążę.
Przez pewien czas udawało się ukrywać brzuch przed ojczymem, ale ten gwałtownie rósł. Musiała się przyznać.
Ojczym wrzasnął:
A gdzie twój chłopak? Zamierza się z tobą ożenić?
Zuza spuściła wzrok. Adam już od miesiąca zniknął gdy dowiedział się, iż nie da się usunąć ciąży, przepadł bez śladu.
Wszystko jasne mruknął ojczym. Przecież cię ostrzegałem, Zuza…
Nie powiedział od razu, pewnie naradził się z panią Lidią.
Jak już tak wyszło urodź. Ale będziesz musiała zostawić dziecko w szpitalu, nie mam miejsca na kolejny głodny brzuszek. Słuchaj… Żenię się, Zuza. Lidia też jest w ciąży. Będziemy mieli bliźniaki. Zrozum, trzy niemowlaki w jednym domu to już przesada.
Ona tu zamieszka? zdziwiła się Zuza.
A gdzie ma się podziać? Przecież będzie moją żoną!
Zuza myślała, iż żartuje. Ale nie żartował. Powtarzał codziennie, iż wyrzuci obie z domu, jeżeli zostanie z dzieckiem. Zuza czuła, iż nie mówi własnymi słowami, tylko powtarza to, co Lidia mu nakazuje. Ale nie mogła zostawić dziecka.
Nie martw się powiedziała Lidia. Takie noworodki gwałtownie adoptują, od razu znajdą dobry dom, będą kochać jak swoje.
Zuza płakała, dzwoniła do Adama, próbowała wymyślić, jak zamieszkać z siostrą i dzieckiem, ale nie miała pomysłu. Wtedy Weronika pokazała jej parę, która codziennie robiła zakupy, starsi, zawsze elegancko ubrani na czarno.
Tyle lat minęło, a oni ciągle w czerni chodzą. Całe życie w żałobie Mogliby adoptować dziecko. Albo mieć swoje.
Zuza ich znała z widzenia bardzo uprzejmi, twarze smutne, ale mili. Nie wiedziała, co się stało.
Ich córka zginęła w głośnym wypadku pamiętasz tę historię? Wycieczkowy autobus wracał z Krakowa, kierowca podobno zasnął, zginął, a z nim dziewczynka Wspaniali ludzie on lekarz, ona anglistka. Sama mieszkałam kiedyś koło nich, gdy byłam mężatką. Wtedy ludzie przychodzili pocieszać, przynosili jej figurki aniołków. Podobno córka kupiła aniołka na pamiątkę wycieczki, trzymała w ręku, ledwo go ratownicy wydobyli. Nie wiem, kto zaczął, potem ludzie przynosili jej aniołki. Bałam się, iż to jej zaszkodzi, a chyba pomogło.
Zuza kiedyś w filmie widziała, jak dziewczyna oddaje noworodka parze, która nie mogła mieć dzieci. Sama nie była pewna, czy ta para chciałaby adoptować dziecko, ale myśl o nich wracała codziennie. Pracowała przez cały czas jako kasjerka, mimo ósmego miesiąca, nie chciała stracić stanowiska, i właśnie ona stała na kasie, gdy ten mężczyzna zapytał:
Kochana, nie czas już na urlop macierzyński? Jeszcze tu pani urodzi!
Zuza nie narzekała, ale praca była ciężka bolące plecy, zgaga, opuchnięte nogi. Nikt nie pytał, tylko lekarz na kontroli się wykrzykiwał. Wzruszyła się ostatnio często tak miała.
Kilka dni później po pracy wracała z zakupami dogonił ją ten mężczyzna, zaoferował pomoc. Zuza poczuła się niezręcznie, ale miło. Pomyślała, iż jest naprawdę dobrym człowiekiem.
Zobaczyła aniołka na wystawie w sklepie wakacje, więc nie cieszyły się powodzeniem. Pod wpływem chwili kupiła go i dopytała Weroniki o ich adres.
Już naciskając dzwonek, przestraszyła się może to nie taktowne po tylu latach? Może nikt już im aniołków nie przynosi?
Drzwi otworzyła kobieta. Wyglądała, jakby ją rozpoznała, brwi uniosła zdziwiona. Zuza gwałtownie rozłożyła rękę, podając jej figurkę, z głową schowaną w ramionach bała się, iż zamknie drzwi albo nakrzyczy.
Ale nie zrobiła ani tego, ani tamtego. Kobieta uśmiechnęła się, przyjęła aniołka i powiedziała:
Wejdź. Napijesz się herbaty?
Przy herbacie spokojnie opowiedziała Zuzi swoją historię, którą Zuzka słyszała już od Weroniki, ale z jej ust zabrzmiała ona boleśnie i szczerze.
Dlaczego nie zdecydowała się pani na kolejne dziecko? zapytała Zuza prawie szeptem.
Poród miałam bardzo ciężki. Musieli wszystko usunąć. Nie mogę już mieć dzieci.
Zuza poczuła się niezręcznie co ma prawo zaglądać w cudze życie? Chciała zapytać o adopcję, ale nie umiała wydusić słowa.
Myśleliśmy o adopcji powiedziała kobieta, jakby czytała jej myśli. choćby przeszliśmy kurs na rodziców adopcyjnych. Ale w ostatniej chwili nie mogłam. Prosiłam córkę o znak, ale nic się nie stało, w ogóle nic.
W tym momencie w pokoju zabrzęczało szkło jakby szklanka upadła i się rozbiła. Kobieta drgnęła, Zuza spojrzała przestraszona myślała, iż w domu nikogo nie ma.
Obie weszły do salonu. Zuza bała się, iż będzie tam jak w kaplicy ciemno, wszędzie świece i zdjęcia. Było jednak jasno, jedno zdjęcie, żadnych świec. Tylko figurki aniołków. Jedna leżała rozbita na podłodze. Kobieta podniosła kawałki porcelany, długo je oglądała. Potem powiedziała dziwnym głosem:
To ta figurka. Jej…
Policzki Zuzi zapłonęły. Czyż to nie znak?
Córeczkę urodziła w terminie. Pani Lidia już mieszkała w ich domu i też urodziła bliźniaki przed czasem. Dzieci były jeszcze w szpitalu, ale już kupowali łóżeczka dwa białe, śliczne, z kokosowymi materacami. Dla jej córeczki nie kupowano nic miała ją zostawić w szpitalu. Jadzia tylko wieczorami szeptała:
A nie da się jej gdzieś ukryć? Żeby nie wiedzieli, iż jest tutaj, twoja dziewczynka. Będę ci pomagać.
Od tych słów Zuza miała ochotę płakać, ale przy siostrze powstrzymywała łzy.
Treść notatki zaplanowała wcześniej. Napisała, iż nie może zatrzymać dziecka, iż jest zdrowe, niech się nie martwią. Przypomniała o znaku rozbitej figurce. Do koperty włożyła całą rentę po mamie wszystko, co oszczędziła. Powinno wystarczyć to dobrzy ludzie.
Wypisywano ją ze szpitala rano, ale zostawić dziecko w środku dnia było zbyt trudne. Cały dzień spędziła w galerii handlowej, choć bolało ją wszystko, a w głowie się kręciło. Ale jej dziewczynka potrzebowała kochających rodziców.
Gdy galeria została zamknięta, jeszcze godzinę siedziała na ławce, na szczęście było ciepło. Dopiero po zmierzchu odważyła się wejść do ich bloku przemykając, gdy pan z psem wychodził na spacer.
Córeczkę miała w nosidełku, kupionym za własne pieniądze, poprosiła Weronikę o przywiezienie do szpitala. Weronika pytań nie zadawała. Teraz, zostawiając nosidełko pod drzwiami, schowała pod koc konwer z notatką i pieniędzmi. Już miała zadzwonić i uciec, gdy nagle drzwi się otworzyły. Na progu stał mężczyzna ojciec zmarłej dziewczynki.
Co tutaj robisz?
Zuza aż podskoczyła ze strachu.
On zauważył nosidełko.
Co to jest?
Łzy napłynęły same. Opowiedziała wszystko o Adamie, który ją zostawił, o ojczymie, który zapewniał ich z siostrą przez lata, a teraz żeni się i ma bliźniaki, o pani Lidii, która namawiała ją, by oddała dziecko.
Wysłuchał jej uważnie, po czym powiedział:
Galina już śpi, nie będę jej budził. Rano porozmawiamy. Chodź, pościelę ci w salonie.
Spanie w pokoju pełnym aniołków było dziwne. Ale Zuza zasnęła od razu, trzymając córeczkę przy piersi.
Obudziła się przez pustkę nie było córeczki. Wtedy pojęła, iż nie da rady się z nią rozstać. Nigdy. Chciała biec, znaleźć, zabrać ją…
Podniosła się, ale zanim zrobiła krok, weszła Galina, niosąc dziewczynkę.
Weź, uśmiechnęła się. Musisz ją nakarmić, bujałam ją, chciałam dać ci pospać, ale długo tak nie potrwa.
Gdy Zuza karmiła dziecko, nie mogła spojrzeć Galinie w oczy. Co powiedział jej mąż? A może zdecydowali się na adopcję? Jak powiedzieć, iż się rozmyśliła?
Ile lat ma twoja siostra? zapytała nagle Galina.
Dwanaście, odpowiedziała zaskoczona Zuza.
Myślisz, zgodzi się do nas przeprowadzić?
Tak dziwne było to pytanie, iż Zuza spojrzała prosto na Galinę.
Co? nie rozumiała.
Sławek mi wszystko opowiedział. Nie macie gdzie mieszkać, ojczym chce was wyrzucić. Pomyślałam, iż jeżeli Jadzia zostanie tam sama, zrobią z niej służącą. Niech też zamieszka u nas.
Też to znaczy? spytała przerywanym głosem Zuza.
Galina wskazała na statuetkę przy zdjęciu sklejona wyglądała dziwnie, ale była rozpoznawalna.
Myślę, to znak. Powinniśmy wam pomóc, powiedziała prosto. Tu miejsca jest dużo, przeprowadzajcie się do nas. Pomogę ci z córeczką. A takie rzeczy, iż matka i dziecko mają się rozdzielać to głupota.
Zuzie zrobiło się tak ciepło na sercu i tak wstyd, iż znów pokraśniała.
Zgadzasz się?
Zuza kiwnęła, chowając twarz w kołderce córeczki, by Galina nie widziała jej łez
Czasem los wydaje się bezlitosny i przyszłość nie daje żadnych nadziei. Ale czasem życie podsuwa ludzi, którzy okazują serce, gdy najmniej się tego spodziewamy. Warto uwierzyć, iż zawsze są drzwi, które ktoś może dla nas otworzyć wystarczy odważyć się zapukać.














